Oberża pod Rozbrykanym Ogrem

"The PGR S(t)ory"

Aktualnie w Osadzie: Irydus Ognisko jest zgaszone.
Osada 'Pazur Behemota' > Oberża pod Rozbrykanym Ogrem > The PGR S(t)ory
Gość: zaloguj, wyszukiwarka
Bubeusz

Bubeusz

2009-03-10 20:25
Post ID: 42013

Po krótkiej rozmowie telekulicznej (tak, te nowe modele magicznych kul naprawdę potrafią cuda), niepisana umowa z Kilem została zawarta.

Odnajdzie i przyprowadzi Derina do Bractwa, a w zamian dostanie pudełeczko na zużyte szczotki do zębów. To była tak kusząca propozycja, że Kil Bil nie mógł się nie zgodzić. Szybko spakował swoje manatki i wyruszył na swoją pierwszą w życiu misję...

***

Derin wędrował dalej, cicho podśpiewując jakąś sobie znaną melodię dla dodania otuchy, bowiem fakt, że był śledzony, napawał go lekką troską o swoją przyszłość. Wszedł do lasu, bo tak zaprowadziła go ścieżka.

I nagle... Usłyszał czyjś dziki wrzask, a potem z głuchym gruchnięciem spadł tuż przed nim jakiś zielony, maleńki goblin, wbijając się twarzą w glebę.
- Eee... - Derin nie był zbyt pewny, jak zareagować. - O ja cie.
Goblin tymczasem mruknął coś niezrozumiale, zapewne z powodu ziemi, jaka wypełniała wszystkie jego otwory oddechowe. Derin, poczuwszy ukłucie ojcowskiej troski, postanowił pomóc goblinowi. Złapał go za skórę na karku i podniósł.

- Na przyszłość uważaj, jak spadasz, bo możesz sobie krzywdę zrobić - poradził.
- Dobra dobra koleś, rączki do góry i ani słowa sprzeciwu - warknął goblin, plując ziemią.
- A kto ty? - Derin uśmiechnął się lekko.
- Jestem Bily Kily, prawa ręka Kila Bila - zagrzmiał dumnie goblin, zupełnie jakby nie przeszkadzała mu ani ziemia między zębami ani fakt, że wisi w powietrzu trzymany ręką swej ofiary. - Zostałem tu wysłany w zastępstwie, bo Kil ostatnio trochę przyślepł i nie mógł Cię wyśledzić!
- Aha... - zastanowił się Derin... Zaraz, czy Kill to nie ten zwariowany gościu, którego miał zlikwidować?
- Więc poddaj się bez walki, albo giń, szczurzy pomiocie! - kontynuował goblin.
- Okej.. A powiedz ty mi jeszcze, dlaczego Kil chce mnie zabić?
- Nie zabić, tylko pojmać. Nasłało go na ciebie supertajne bractwo Rdzy, bo jest tobą zainteresowane. Ale to poufna tajemnica i nikt nie może jej znać.
- No dobra - odparł Derin, po czym wywalił goblina z powrotem w ziemię i poszedł swoją drogą (wdeptując go głębiej).

Rozmyślał nad swoją sytuacją... Chyba powinien najpierw rozprawić się z tym Kilem, a potem zajrzeć do Bractwa Rdzy i wyjaśnić sytuację.

Tabris

Tabris

2009-03-28 12:10
Post ID: 42664

Jednak goblin nie ustępował. Po dłuższej chwili podniósł się, wytarł z kurzu, wypluł piasek i krzyknął - TRANSFORMACJA! To niesamowite, ale dosłownie znikąd zaczęły pojawiać się elementy zbroi, oraz bronie i przyczepiać się do ciała Kiliego. W końcu goblin nabrał wyglądu Żelaznobokiego Miotacza Zła i Innych Nieszczęść.
- Hahaha, szszszyp szszszyp - zaśmiał się i zaszypiał Bily - oto jest Żelaznoboki Miotacz Zła i Innych Nieszczęść, moja prawdziwa moc i wygląd, szszszyp szszszyp, hahaha!
- O ja cie, to nie sa mo wi te - ojacił i niesamowicił się Derin - dołącz się do mnie goblinie - nagle zaproponował
- Co, szszszyp szszszyp? A niby czemu ja, Bily Kily, prawa ręka i środkowy palec lewej nogi Mistrza Killa Billa mam się do Ciebie dołączyć? szszszyp
- Ponieważ - przerwał szypanie Bily'ego Derin - nieszczęścia chodzą parami...

Bubeusz

Bubeusz

2009-03-28 20:59
Post ID: 42682

- Hmmm... - hmknął goblin. - To całkiem niepodważalny argument.
- Argument nie może być całkiem niepodważalny. Albo jest niepodważalny, albo nie - wyjaśnił Derin.
- W takim razie chyba nie mam wyjścia. Ale co powiem Kilowi, jeśli się dowie, że nie doprowadziłem Cię do Bractwa?
- Ależ ja się właśnie do Bractwa wybieram. Pójdziemy tam razem, a Kilowi opowiesz, że mnie zaciągnąłeś tam siłą po trzydniowej super mega walce, po której w ziemi został głęboki na dwie mile krater.
- To brzmi całkiem rozsądnie. Chodźmy więc - zgodził się Żelaznoboki Miotacz Zła i Innych Nieszczęść.

I ruszyli razem. Ścieżka przez las stwarzała wrażenie lekko wstawionej, żeby nie powiedzieć schlanej w trzy dupy, ponieważ obijała się zygzakiem o każde drzewo, co sprawiało, że nie poruszali się zbyt szybko. Ostatecznie zapętliła się wokół jednego z drzew.

- Hm, chyba się zgubiliśmy - rzekł Derin, kiedy po raz piąty okrążyli to drzewo. - Mam wrażenie, że już tu kiedyś byłem.
- E, to na pewno wrażenie deja vu z poprzedniego wcielenia - pocieszył go Kily. - Musiałeś widać kiedyś być jakimś kretem, albo innym jeleniem. Idziemy dalej.

Poszli. I szliby tak do usranego końca, gdyby nie fakt, że drzewo, wokół którego maszerowali, w istocie było Wielce Tajnym Domem. Domem pewnego Wielce Tajnego Pustelnika, który głosił Wielce Tajne mądrości każdemu, kto godzien będzie poznać owąż wiedzę.

- Oho, są jacyś frajerzy - mruknął do siebie Pustelnik, siedząc na jednej z gałęzi. I skoczył.

*thud*

- O, czyżby kolejny ptaszek niedolotek? - uśmiechnął się Derin, posyłając drwiące spojrzenie goblinowi.
- Lepiej pomóż mi wyciągnąć jego twarz z ziemi - mruknął goblin, szarpiąc jedwabistosiwe włosy mędrca.
- Tfu, prych, prych - przemówił pustelnik, zalewając ich swą elokwencją. I wyputą ziemią. - Witajcie, o wybrańcy!
- A któż nas wybrał? - mruknął nieufnie Ojacie.
- Ścieżka losu! Oto jesteście, zaiste, tymi, którzy dali znak, żeście oto są godni, albowiem!
- Eee... Że jaki znak daliśmy?
- Oto zapętliliście się wokół mojego drzewa, oto! - zawołał w uniesieniu mędrzec. - Azaliż znaczy to, iżeście są oto na tyle dur.. Oświeceni, by oto poznać Wielce Tajne Nauki! Oto.
- Wielce Tajne Nauki? - Derin uniósł jedną brew.
- Zaiste! W istocie samej! Jednokowoż albowiem ukryte są onęż przed wzrokiem niegodnym, tudzież zdradliwym, jakoby. Poniekąd. To znaczy w gruncie rzeczy oto są one... Wróć! Egzystują one niewspółmiernie na płaszczyznach wyższych intelektualnych, cóżesz też czyni je Wielce Tajnymi..ż. Oto.

Derin spojrzał na goblina z wyrazem lekkiej konsternacji na twarzy. Tymczasem pustelnik nachylił się ku nim konspiracyjnie.

- Pamiętajcie... - szepnął, przykładając rękę do ust. - Praprzyczyna rzeczy leży w różowych trampkach... Podążajcie za różowymi trampkami...! No a poza tym świetnie pasują do paznokci. Yy... Albowiem oto, bym zapomniał.

Tabris

Tabris

2009-03-29 10:31
Post ID: 42685

- Ale ja chodzę w różowych trampkach - powiedział Derin gdy ochłonęli po tej mistycznej (i tajnej) radzie.
Wszyscy spojrzeli się na nogi Derina. Istotnie różowiły się i trampkowały się tam buty marki Sadida.
-O! Oto Ty jesteś - zaczął Pustelnik - Bosz' tylko nie wybrańcem - pomyślał Derin - moim Mistrzem! Oto! Mistrzu - tu Pustelnik rzucił się całować trampki Derina - jak Ci się udało przeżyć śmierć? Tyś mnie nauczył mówienia farmazonów, by skołować idiotów, tyś oto nauczył mnie robić manicure, tyś nauczył skakać zawsze na cztery nogi, choć mam je dwie, tyś...
- O ja cie... To jest... jakaś pomyłka... - bełkotał Derin nie wiedząc o co chodzi, obok Kily szypał i zaśmiewał się do rozpuku - bo ja jestem od Ciebie młodszy i... nie mogę być... mistrzem starego dziada...
- Byłeś nim w poprzednim życiu! Zaiste Psalmy Objawione, nigdy jeszcze objawione nie zostały! Albowiem Oto! Mistrzu, jaki jest cel Twój ekstatyczny?
- No, mam się udać do Bractwa Rdzy...
- Dołączę się do Ciebie, albowiem oto każdy Twój krok cechuje mądrość i elokwencja
- On chyba, hahaha szszszyyp szszszyyp - zaśmiewał się goblin - nie czytał poprzednich postów, że takie pierdoły gada. A umiesz, Pustelniku, szszszyyp szszszyyp hahaha, polować na kangury?
- Co - zdumiał sie Pustelnik - nie, bo ja żyję... żyłem z frajerów i...
- To dobrze - uśmiechnął się Bily - bo w tych okolicach kangury nie rosną...

Tak oto Pustelnik przyłączył się do Derina. Szli we trójkę - Derin Ojacie, pogromca Doda Elektoroda, Bily Kily, tak naprawdę Żelaznoboki Miotacz Zła i Innych Nieszczęść, oraz Pustelnik, tak naprawdę Eugeniusz Framuga... Derin przeraził się; co post Tabrisa, to nowy członek drużyny... Czy nasza Drużyna dojdzie do siedziby Bractwa? Czy zmierzą się z potęgą Zdzisława De Billa aka Kila Bila, czy Tab przestanie dodawać nowych członków drim timu? O tym w następnym odcinku!

Bubeusz

Bubeusz

2009-10-24 16:35
Post ID: 49773

- Oto raduję się i tańczę, albowiem Mistyczne Różowe Trampki prowadzą mnie na żyzne ziemie wszechogarniającego szczęścia i wiecznej, niepojętej radości samej tylko egzystencji! Otolluja! - śpiewał rozanielony Pustelnik, podskakując uroczo za Derinem. Jego siwa broda powiewała na boki tak żwawo, że co chwila jakaś pchła dawała za wygraną i wyskakiwała na drogę.
- Mógłbyś się wreszcie przymknąć? - spytał Kily, którego zaczynało to już męczyć.
- Ależ nie mogę milczeć, natenczas gdypodwówczas przepełnia mnie radość wypełniającej się obietnicy z Ksiąg Nigdy Nie Objawionych!

Nagle Derin zatrzymał się gwałtownie. Przed nimi stanęło bowiem Niebezpieczeństwo. Ojacie drżącą ręką poszukał przy pasie miecza, lecz nic tam nie znalazł. Zastanawiał się przez moment, co począć, podczas gdy narrator próbował sobie przypomnieć, cóż takiego miał Derin przy pasie. Ponieważ ani jeden, ani drugi, nie doszli do żadnej znaczącej konkluzji, Derin krzyknął z przerażeniem, chowając się za Pustelnika.

Niebezpieczeństwo spojrzało z lekką konsternacją na rozradowanego starca, który nieświadom niczego, wciąż podskakiwał wprost w jego paszczę, w uroczych pląsach rozrzucając wokół różowe kwiatki.

Tabris

Tabris

2009-10-25 12:22
Post ID: 49784

Różowe kwiatki pogorszyły sprawę, bowiem Niebezpieczeństwo okazało się na nie wyczulone. Zawarczało groźnie powodując, że Pustelnik odkrył, że jest w Niebezpieczeństwie. Po odkryciu zbiegł z wnętrza paszczy, aczkolwiek pokaźna część jego brody z resztkami pcheł została tam na zawsze.
- A to dlatego tu stoi tabliczka "Niebezpieczeństwo na drodze, prosimy nie karmić" - zauważył Derin
- Mistrzu mój Jedyny z Licznych! Weźmij Coś i zniszcz Niebezpieczeństwo to, albowiem lękam się, że kryzys wieku przejrzewania mnie dopadnie i Libido mi spadnie, albowiem oto azali - zawył Pustelnik
- Szat Ap Ewrybady - zawieśniaczył po elficku Kily - zniszczę to Niebezpieczeństwo dzięki mojemu Żelaznobokiemu Miotaczami Zła i Innych Nieszczęść

Tymczasem Niebezpieczeństwo zbliżyło się niebiezpiecznie do Derina i nmruknęło z niebiezpieczną lubieżnością:
- Dawać mi tutaj zgodę na przejście Trasą Międzywioskową A-665.9, a jak jej nie macie to DOPIERO będzie niebezpiecznie!

Zapadło niebezpieczne milczenie. Korzystając z niego można przedstawić Niebezpieczeństwo: Nazywało się ono Ya Pierre do Lhe "Niebezpieczeństwo" (xywqa po teściowej) i było Urzędnikiem VI stopnia z orderem i przytupem Ministerstwa Biurokracji oraz było smokiem zatrudnionym w ramach akcji "Uratuj Przeetatyzowanie 4√⅞.

- Co?... nie macie zgody? - zaczęło niebezpiecznie szydzić Niebezpieczeństwo - W takim wypadku musicie udać się do sołtysa Chytrzyc Nielegalnych po nią, bo jak nie, to wtedy... niebezpiecznie myśleć co z wami zrobię...

Bubeusz

Bubeusz

2009-12-16 01:24
Post ID: 51054

- Bzduuura - burknął Kily, oglądając paznokcie. Niebezpieczeństwo aż zawyło z gniewu i zaskoczenia, otwierając szeroko swoją paszczę i eksponując uroczy rządek kłów, między którymi jeszcze zwisały strzępki czyjejś siwej brody.

Pustelnik zemdlał, Derin schował się za Kilim, zaś Kily z uśmiechem szaleńca wypalił ze swojej super broni prosto w niebezpieczne podniebienie.
- Szaleńcy! - zaskomlało niebezpieczeństwo, zdając sobie sprawę, że ma nieszczęście w ustach. Słysząc, że Kily przeładowuje broń, czym prędzej czmychnęło w ciemny las.

- Ha. - stwierdził strzelec, elokwentnie dając upust buzującym w nim emocjom.
- Ojacie, Kily! Jesteś bohaterem! - zawołał uradowany Derin.
- Bohaco? - spytał Kily.
- Nieważne... - odrzekł Derin.

Spojrzeli na Pustelnika. Z uciętą w skośny wzorek brodą wyglądał dużo bardziej młodzieżowo. Gdyby punki miały po 90 lat, to właśnie tak by się cięły. (znaczy, brody by cięły, bo siebie to po linii prostej).

Tabris

Tabris

2009-12-20 15:52
Post ID: 51223

Bohaterowie szli dalej. Tym razem na przedzie kroczył Kily Bily (Zmuszenie Niebezpieczeństwa do ucieczki: +5 do siły) dalej kroczył Derin, a pochód zamykał Pustelnik (strata brody: -10 do charyzmy). Bohaterowie kierowali się na południowy-wschód bowiem Ojacie wykoncypował, że skoro Pani Zofia znajduje się na południu, a Bractwo Rdzy na wschodzie (lokalizacji siedzib Supertajnych Organizacji uczy się w II klasie Szkoły Ponadstawowej) to najłatwiej dojść będzie do obu tych miejsc idąc właśnie na południowy wschód. Jak postanowił tak też zrobili. Niestety dla nich i na szczęście dla nas źle skręcili przy chatce starej Lebiodowej, tej co to ona, jak wiadomo, pasie krowy w piątki na polu tego Edka co pracuje wówczas w fabryce kredek, co to ją postawił stary Aprikozenkranc co to jego córka się puściła z Durnym Ivanem co to zawsze pijał z Pasibrzuchem XII Najmiłosierniej Nienażartym, który raz wylądował w strumyku (i tak powstała Tama Czterech Przełomów) w którym łowił nieboszczyk Lebioda zanim go wskrzesili. (I wszystko jasne.) Otóż bohaterowie nim źle skręcili (zamiast w prawo to na wschód) zaopatrzyli się w papu na drogę (stara Lebiodowa do dziś szuka naleśników ryżowych) które to papu sprawiło, że pokonali 100 mil w na tyle krótkim czasie, by nie przeżyć (lub nie) idiotycznej przygody.

Otóż bohaterowie znaleźli się przy Tajnych Wrotach Tajemnej Siedziby Tajemniczego Bractwa Rdzy. Zatajony stróż wypatrzył ich i udał się poinformować o intruzach Mistrza Gregoriusa Unbelieveable. Niestety ścieżka, którą biegł i łomot jaki ww. biegowi towarzyszył tajny nie był (co najwyżej poufny) i oto nasi bohaterowie mieli okazję wkraść się do samego serca Bractwa Rdzy. Jednak nie dla idiotów okazje! Czy ją wykorzystali?

Bubeusz

Bubeusz

2010-02-26 10:37
Post ID: 53344

- Wydaje mi się, że stróż właśnie pobiegł poinformować szefostwo o naszym przybyciu - stwierdził Derin, obserwując unoszący się zza murów kurz, rozedrgany przez wibracje głośnych uderzeń butami o posadzkę.
- To wspaniała okazja, by przekraść się niezauważonym - zauważył Billy.
- Przeca już nas zauważyli, imbecy... Yyy, tzn. Błędne są meandry twego rozumowania, bracie, albowiem zauważon zostałeś ówcześniej zaiste zanim przybyć tu zdołałeś, stróża oto pilnego przez - poprawił się Pustelnik, którego długa podróż na tyle zmęczyła, że zapomniał zwracać uwagę na słowa. Oj, niedobrze. Musi się pilnować, bo jeszcze zaczną podejrzewać, że z jego pustelnictwem i Orędziem Różowych Trampków nie do końca jest tak, jak się wydaje.

Derin spojrzał się na pustelnika z dziwnym błyskiem w oku.
- Czyli sugerujesz, że co? Że mamy czekać, aż przyjdą nas powitać?
- Tak będzie dużo łatwiej, sam do ciebie wyjdzie. W innym wypadku szukanie Kila zajęłoby ci dużo czasu - wyjaśnił Pustelnik, błyszcząc inteligencją i nie do końca białymi zębami. Wszak złoto też błyszczy.
- A właśnie, bo ja tu przyszedłem zabić Kila Bila - przypomniał sobie Derin.
- Tylko że najpierw ja przyszedłem Cię tu przyprowadzić! - wtrącił Kily. - Trzymajmy się kolejności, bo jak go zabijesz, to ja nie dostanę nagrody za pojmanie cię i przyprowadzenie tutaj.
- A co obiecał ci dać?
- Pudełeczko na zużyte szczoteczki do zębów..! - rozmarzył się Kily, a w jego oczach zabłysł dziecięcy blask spełnionego marzenia.

Derin zmarszczył lekko brwi. Zawsze mu się wydawało, że im cenniejsza osoba poszukiwana, tym większą się daje za nią nagrodę. Czyżby był wart tyle, co pudełko na szczotki? Zdaje się, że Kil go nie docenia....
ZDECYDOWANIE nie docenia.
Nabuzowany wewnętrzym gniewem nie zauważył nawet, jak Pustelnik zapukał w Supertajne Wrota. Właśnie się otwierały.
- Dzień dobry, my do pana Kil Bila z Dobrym Newsem - wyjaśnił, sypiąc otwierającemu różowymi kwiatkami w twarz i uśmiechając się promiennie. Dopiero potem zauważył, kto przed nim stoi. I nogi się pod nim ugięły.

Wielki, zielony, obdrapany, ze śliną cieknącą z pyska, z resztkami mięsa między zębami, sapiący jak maszyna parowa, z gniewnymi, nabiegłymi krwią oczami, muskularny jak pięć Derinów... Z różowym kwiatkiem na twarzy, spływającym wraz z kapiącą kroplą śliny.

Nabrał w płuca powietrza, aż zatrzeszczała jego Wybitnie Zardzewiała zbroja i ryknął przeraźliwie, prosto w twarz Pustelnikowi, tak, że biedak potoczył się na dwa metry do tyłu, będąc jednocześnie uraczonym tygodniowym przeglądem orczej diety - w formie zapachowej.

Aż pobladły kwiatki.
- Czy to ty jesteś Kil Bil? - spytał Derin, czując kropelkę potu spływającą mu po czole. Właśnie skręcała po skroni, z zamiarem ukrycia się gdzieś za uchem. Widocznie też nie miała ochoty na bliskie spotkania z...

Nagle coś ogromnego rąbnęło orka w bok, tak, że potoczył się jak piłeczka gdzieś za bramę. W wejściu ukazał się szary, wyglądający na wykuty w kamieniu bark. Ponieważ jego właściciel był tak szeroki, że poza barkiem nic się w wąskiej szparze między drzwiami nie mieściło, kopnął jedną ich część, tak, że rozwarły się na oścież, ukazując całą sylwetkę w swej całej, przepakowanej jeszcze bardziej niż najbardziej wypaczone umysły artystów fantasy skłonne byłyby zdeformować, postaci.
- Ja jestem Kil Bil - zagrzmiał głos niski niczym burzowy grzmot, twardy jak najtwardsze skały.

- Ojacie - stwierdził elokwentnie Derin, w życiu nie spodziewając się, że Kil jest górskim trollem, który w dodatku każdą wolną chwilę musi spędzać na siłowni. I do tego jest odziany w jakieś dziwne, ortalionowe portki z trzema paskami. To chyba symbol Bractwa. Spojrzał na wielką maczugę, jaką dzierżył Kil. Była dokładnie zaokrąglona i ciekawie wyprofilowana.

I zabrakło mu słów w gardle. Nawet pojedynczych liter. Zazdrościł trochę Pustelnikowi, który miał ich aż nadmiar, aczkolwiek teraz wypluwał wszystkie po kolei w nieskładnym porządku, jakby próbując dojść do siebie po zapachowej bombie, jaką potraktował go ork. Na szczęście w drużynie był jeszcze mały goblin Kily, prawa ręka Kila, który poczuł się w obowiązku przejąć tory tej, zapowiadającej się na bardzo ambitną, rozmowy.

Upadł na kolana przed Kilem, wyjąc piskliwie:
- O przewspaniały, przyprowadzam ci Derina Ojacie, tak, jak przykazałeś, uczyń mnie najszczęśliwszym twym wyznawcą i daj mi moje Pudełeczko na zużyte szczotki do zębów..!
Troll spojrzał na niego uważnie. Musiał się trochę nachylić, aby potężne mięśnie piersiowe nie przysłaniały mu widoku małego, rozpłaszczonego przed nim na ziemi czegoś. Wziął goblina w dwa palce i podniósł, z zamiarem przyjrzenia się, co to za stworzonko tam tak piszczy. Kily zaczął znowu szczebiotać, krzywiąc się nieco z bólu, lecz tym razem różnica poziomów sprawiła, że Derin nie zrozumiał ani jednego słowa.

Miał niejasne przeczucie, że obietnica Pudełeczka na zużyte szczotki do zębów była czczym fortelem, oszustwem mającym zachęcić goblina do współpracy. Przecież w tym Bractwie nikt chyba nie słyszał o czymś takim, jak szczoteczka do zębów!