2009-06-17 23:00
|
Podczas gdy Hiro mocował się ze "spustem" do lokalu Bractwa Wszedł duch. Wszedł nie wleciał, podfrunął albo inne takie. Spojrzał się dziwnie na na Mirona.
- Co tu się do diaska dzieje? - spytała Dirhavana
- A no pracujemy. - odpowiedział mimo wszystko spokojnie Miron
- Ładna praca, ciekawe miejsce. Nie potrzebujecie jakiegoś speca od projektów? - spytał duch półelfki zerkając na kapiący sufit - wpadłam nie w porę? - Powiedziała i rozsiadła się przy jakimś stoliku, stojącym niedbale w kącie sali, zakładając nogi na stół. Korzystając z faktu, że Mirona zwyczajnie zatkało, zaczęła mówić. - Ech, pamiętam jak to się kiedyś było żywym. Mój wuj był wynalazcą, ten to był pokręcony, mówię wam. Uparł się, że wynajdzie trawę. I weź tu takiemu tłumacz, że już jest i nie trzeba wynajdywać, skoro się uparł, że to po czym chodzimy to nie dokończona wersja trawy. Ale nie o tym chciałam wam opowiedzieć - urwała widząc z lekka zdziwione miny zebranych - no więc jak już mówiłam, pamiętam czasy, kiedy miałam trochę bardziej cielesną formę. Przydarzyła mi się ciekawa historia związana ze zraszaczami wodnymi i dziwnym, żelaznym golemem. To były czasy. Jako młody, ba , nastoletni półelf, bawiłam się z zamieszkałymi nieopodal ludzkimi dziećmi. Jeden z nich nawet się uparł, że stworzy magicznego golema, który będzie mówić. Nie do końca mu się to udało. Golem był poruszany w środku różnymi kołami zębatymi, nawet miał chyba jakiś prymitywny akumulatorek w środku, ale mówić nie umiał. Tak więc, kiedy ja i mój przyjaciel, bawiliśmy się biegając wokół zraszaczy, ciesząc się ochłodą w upalny dzień, ze swym "robotem" przyszedł ten młody wynalazca. Chciał nas postraszyć tym sprzętem, ale coś nie wyszło. Mój przyjaciel podłożył nogę tej kupie żelastwa i ona upadła nietypowo - zmieniła przymiotnik patrząc na zdziwione miny osadników - nienaturalnie, i zamoczył sobie przez te zraszacze, jakieś ważne tryby, czy coś takiego i wyobraźcie sobie, że chciał gonić swego stwórce. To był dopiero ubaw, niech skonam. Przez cały tydzień opowiadaliśmy sobie historie o szalonym wynalazcy, któremu golem zwędził bieliznę podczas pościgu. - zrobiła krótką pauzę - A macie może coś do picia? Zwilżę tylko gardło i opowiem wam coś jeszcze - spytała się z uśmiechem patrząc na głupie miny zebranych.
|
2009-06-18 11:51
|
Mirona kompletnie zablokowało.
Nie wiedział czy ma się śmiać, czy płakać.
Z tępym wyrazem twarzy, półelf podał jej szklanicę lodowej brakadzkiej.
- A tak poza tym... Jak cię zwą... Eee... Zjawo. - wtrącił niewiele bardziej przytomny Lays. Zwróciło to wzrok barda, który mówił wprost: Jak ona znowu zacznie nawijać, to ja imigruję do Erathii...
- Speca od projektów? - zapytał półelf - No cóż... Przydałby nam się ktoś, kto zna się na budowie maszyn. - wtrącił Nebirios - To jak, dołączysz do nas? - spytał Laysander...
|
2009-06-18 11:58
|
Hiro wreszcie uporał się ze swoją maszyną. Stał jak wryty i gapił się na Dirhavanę, po czym wybąkał:
- yyy... to ja muszę jeszcze to ulepszyć... - mówiąc to pozbierał szczątki swego niegdyś wspaniałego, a teraz rozwalonego miotacza wody, po czym ruszył w kierunku swojej chaty.
|
2009-06-18 13:04
|
- Przepraszam najmocniej za to niedopatrzenie, Dirhavana, ale możecie mówić Hav - Powiedziała uścisnąwszy Mironowi rękę. - Dołączę się, a i owszem, potrzebuję jednak jakiegoś cichego zakamarka, biurka, trochę papieru no i jakiś ołówek.
- Nie ma sprawy - odparł Miron - tam jest dosyć ciasne pomieszczenie, może być?
- Jasne, biorę się do roboty. - Powiedziała po czym zamknęła za sobą drzwi do swej nowej pracowni. Siedziała tam sporo czasu, podczas gdy każdy zajmował się sobie wiadomymi sprawami. Gdy jednak wszyscy się tego najmniej spodziewali z hukiem otworzyła drzwi krzycząc: "Gotowe!". Pokazała wszystkim skomplikowany model dziwnego pojazdu.
- Będzie się nazywał "samoidź". Patrzcie, będzie zasilany energią, wytworzoną przez umieszczone z tyłu chomiki biegające po miniaturowej bieżni. Gdy jeden się zmęczy, wystarczy się zatrzymać i go wymienić. Do samoidzia mogą wejść trzy osoby, i ma dość sporo miejsca na ładunek. Problem stanowi zdobycie materiałów. Do wykonania potrzebne będą : cztery koła drewniane, oprawione w wypełnioną powietrzem skórę Trolla górskiego, trochę rurek tytanowych, najlepiej cztery o średnicy 3 centymetrów, odpowiedniego kształtu odlewy z Adomanitu, magicznego stopu , tytanu i helu. Tu macie projekty odlewów - powiedziała kładąc kawałki papieru na stole - Potrzebne będzie też drewno dębowe i szkło. A i jest mały szkopuł, ten pojazd nie jeździ szybciej niż człowiek biega. Teraz tylko potrzebny będzie jakiś konstruktor - (nie musi to być Kons) -To kto chętny? Ups, znowu się rozgadałam - uśmiechnęła się niedbale Hav
|
2009-07-29 21:37
|
Przechodzący w pobliżu Fergard zauważył, że zalegalizowana przez niego budowla Bractwa Wynalazców rozkwita. Wiedziony instynktem postanowił zajrzeć do środka. Przywitała go grupka domorosłych mecha... Znaczy wynalazców ślęczących nad jakąś dziwną maszyną na kołach...
|
2009-07-30 10:23
|
- Ich maszyny i tak nie dorównają mojej potędze - oświadczył jakiś głos za półdemonem. Fegard odwrócił się i ujrzał Grommasha.
- Ach, nie przesadzajmy, Grom - powiedział Stratoavis.
- Może i będzie potężniejsza od Hellscreama...ale nie ode mnie! - warknął ork. Fergard dopiero teraz spostrzegł, że oba ślepia łowcy demonów są krwistoczerwone.
- Czy ty... - zaczął pytanie Fergard.
- Tak, jam jest, nędzny śmiertelniku. Powinniście dziękować waszym bogom, że jakaś magia mnie blokuje, że mogę tylko dojść do świadomości...Ale kiedyś się wyrwę, o tak... - zaczął mruczeć pod koniec wywodu "ork", rzucił jeszcze jedno spojrzenie na wynalazców i wybuchł głośnym, obierającym siły rechotem. A potem uszedł w lasy.
|
2009-08-06 19:53
|
- Co to było? - Wydusił Miron.
- Maniek. - Odparł beztrosko Stratoavis, odwracając się z powrotem w stronę czterokołowca. - Nie ma powodu do obaw. Jest irytujący, a czasem niebezpieczny - Ale nie ośmieli się wyrwać. Nie w pobliżu Oberży. - Na twarzy półdemona pojawił się parszywy uśmieszek. - A tymczasem, wytłumaczycie mi, jak działa to cudo?
|
2009-09-07 16:49
|
Hellscream wszedł przez drzwi Bractwa. Na kapie kamizeli miał zatknięte miksturki. Podszedł do ściany i zdjął z niej piękną (znaczy wielką i potężnie wyglądającą) strzelbę. Zważył ją w dłoni.
- Idę zapolować na demony. Jak wrócę, to oddam. Jak nie wrócę w 30 dni, pieniądze zakopałem w mojej chacie. Def Ci wszystko wyjaśni - mruknął jeszcze szybko do Stratoavisa i wypadł z budynku...
|
2009-09-07 18:00
|
- Tak! - wrzasnął Lays wyłażąc spod stołu i popędził do domu Hellsa...
Ilness: Ten post nie wnosi do akcji nic ciekawego. Następne takie będą usuwane.
|
2009-09-07 18:11
|
Grommash zatrzymał się przy drzewie. Stał przez chwilę.
- Witaj, Samuro - powiedział w przestrzeń. Słychać było westchnięcie i bez żadnego dźwięku na gałęzi zmaterializował się ork. Ork był chudszy od Hellscreama, wyższy i chyba młodszy. Był całkowicie łysy i posiadał biały warkocz brody. Przy pasie dyndała pochwa z kataną.
- Czym się zdradziłem, Grom? - zapytał.
- Niczym. Po prostu wiele razy widziałem jak znikasz - wzruszył ork ramionami i odwrócił się do drugiego Mistrza Ostrzy. Nagle ujrzał Laysandera, prującego jak strzała do jego chałupki. - Oż ty mały gadzie... - warknął i wyszarpał za pazuchy zwój. Wypowiedział kilka słów w magicznym języku. - Tysiąc Widmowych Toporów! - wrzasnął, a tysiąc topór zmaterializował się za jego plecami. Jeden po drugim popędziły w stronę kapłana. Przepędziły go pod stare drzewo w centrum Osady.
- Nieźle. Nie za dobrze, ale nieźle - powiedział Samuro. Grommash parsknął śmiechem.
- Taa...Przypilnuj moich pieniędzy, dobra? Ja idę zapolować... - mruknął, podniósł dłoń w geście pożegnania i poszedł w zarzuconym przed chwilą kierunku. Samuro skłonił głowę i zniknął niemal tak szybko jak się pojawił.
|
2009-09-18 14:49
|
Nagle rozległo się pukanie - Miron jako założyciel uchylił drzwi, za którymi stał Def.
- Mogę Cię prosić na słówko? - spytał elf.
- No, dobra... - odpowiedział zaskoczony Miron.
- Czego chcesz? - zapytał za drzwiami Miron.
- Pokoju. Oficjalnie Gildia, i Bractwo to wrogowie, ale czemu? Nie możemy zawrzeć pokoju? - spytał Def.
- No cóż... Trochę racji masz, ale na razie nie mogę... - odrzekł zakłopotany Miron.
- Gildia nie ma szans dogonić Bractwa w postępie, ale pomyśl nad pokojem. - rzekł Def i odszedł zostawiając Mirona z setkami myśli.
Ilness: Uwaga na przecinki i nadmiar kropek. I powtórzenia. Częściowo wyedytowałem.
|
2009-09-19 13:38
|
Baron miał u mechanika umówioną machinę. Baron wchodzi do mechanika i się go pyta czy jest ta machina. Mechanik odpowiada NIE, obrażony Baron wychodzi z warsztatu i było słychać tylko uderzenie drzwi. Mechanik sobie pomyślał, że lepiej żeby zrobić tą machinę. Gdy już mechanik ort! robienie machiny, szybko pobiegł do Barona i powiedział, że zrobił machinę. Zadowolony Baron odebrał machinę i zaprzyjaźnił się z mechanikiem.
Spacje po kropkach i przecinkach. Uwaga na ortografię - Sul
Ilness: Baronie, litości. Dbaj o jakość postów.
|
2009-09-20 08:21
|
Bractwo zdążyło się już zakurzyć, Gildia zdążyła rozwinąć.
A niektórzy i tak nadużywają słowa "mechanika" w różnym odmianach.
Słysząc wyznanie Alchemika, poniekąd się zdumiał. Na co im skrucha, jak i tak, wbrew złym chęciom Mirona, wyprzedzili Wynalazców w każdej dziedzinie. Z głębi płuc półelfa wylazło głuche westchnienie, gdy zamykał wrota za odchodzącym gościem, spoglądając przez okienko w drzwiach pancernych na Barona. Ale i na niego znalazł się sposób. Taki mechaniczny i bardzo przytulny. Dosłownie. Nowy mechaniczny człowiek z wrzaskiem: - Tulimy! - poleciał za skowyczącym ze strachu "gościem". Bard jedynie zachichotał i pomaszerował do gabinetu.
Zdążył przewertować kilka dokumentów i zaplanować pewną nowinkę, gdy usłyszał przerażone krzyki Laysa i furkoczące topory. Z niedowierzaniem pokręcił głową i spojrzał przez witrażyk. Tak. Jednak lewitujące toporki nie były anomalią umysłu po paru szklankach lodowej brakadzkiej.
Miron ziewnął tylko i wdziawszy płaszcz, pomaszerował do mieszkanka.
Trza w końcu nakarmić Raynę...
|
2009-09-28 12:48
|
W okolicy Bractwa, słychać było ciche kroki. Był to Volk, który poruszał się jak na wampira przystało - niczym wiatr. Gdy zobaczył kamienny budynek z wiszącą na nim tablicą "Bractwo Wynalazców", a obok drewniane balisty, postanowił wejść do środka.
- Hmm...może uda mi się u nich kupić ciekawe przedmioty - pomyślał i wszedł.
Wewnątrz nie było nikogo i panowała ciemność. Wszędzie leżały nieznane nikomu urządzenia, które pokrywała gruba warstwa kurzu.
|