Oberża pod Rozbrykanym Ogrem

Baśniowe Gawędy - "Drzwi do karczmy lekko uchylają się..."

Aktualnie w Osadzie: Ognisko jest zgaszone.
Osada 'Pazur Behemota' > Baśniowe Gawędy > Drzwi do karczmy lekko uchylają się...
Wędrowiec: zaloguj, wyszukiwarka
Agon

Agon

24.05.2012
Post ID: 69236

Agon został wciągnięty przez podłogę i znajdował się w mrocznej piwnicy. Wszędzie czyhały na niego niebezpieczeństwa. Zewsząd pojawiały się cienie, które wpatrywały się w drowa ale nic innego nie robiły. Agon pokonał kilka niebezpiecznych much oraz stworów stworzonych z rozkładającego się mięsa. Przetrwał trudną walkę z Monstro. Monstro była to wielka, uśmiechnięta, szczerbata, różowa klucha, która zapragnęła przygnieść drowa i odciąć mu dopływ tlenu. Nie udało się to stworowi, Agon zabił go ognistymi pociskami.

Agon po pokonaniu tegoż bossa, skierował się do dziury w ziemi i podążał jeszcze głębiej w dół. Znajdował się już nie w piwnicy, lecz w podziemnej jaskini. Wszędzie było czuć zapach zgnilizny i rozkładu. Drowa zaatakowały korpusy pozbawione głów, a także dziwne czaszki wystające z krwawych kolumn i strzelające kulami krwi. Mroczny elf zniszczył wrogów czarem tworzącym gorący, zjonizowany gaz zwany plazmą. Temperatura tej substancji była wyższa od temperatury ognia. Nagle drow ujrzał nieumarłe, lewitujące bliźnięta połączone czymś na kształt pępowiny. Jedno z bliźniąt było małe i zdawało się spać, to większe natomiast nie miało zbyt przyjaznych zamiarów. Bliźnięta zwały się Gemini, Agon zaczął uciekać, jednak nie ze strachu, lecz była to jego taktyka na pokonanie tych stworzeń. Podczas gonitwy za drowem, pępowina bliźniąt zaplątała się i pękła. Gdy to się stało, Agon z zaskoczenia zabił większego swoją bronią. Ostrze Agona "Neuroza" przeszyło ciało jednego z bliźniąt, lecz jego śmierć wzbudziła to mniejsze, które z wrzaskiem rzuciło się na oprawcę swego brata. I wtedy w ruch poszło drugie ostrze drowa, "Psychoza" odcięła małą główkę.
Pokonawszy bossa Agon skierował swą uwagę na pusty krater w ziemi i zszedł jeszcze niżej.

Organiczna maź zalegała na kolejnym z poziomów, przez które samotnie przemierzał drow. Jak się okazało maź ta była wynikiem działalności Zergów. Zergowie to organizmy, które mają potężną zdolność do adaptacji do nowych warunków. Przybierają różne formy, jednak w tutejszych korytarzach Agon natrafił jedynie na Zerglingi, czyli podstawową jednostkę tej rasy. Istoty te poruszały się na czterech łapach, szybkim biegiem przypominającym nieco skakanie. Wyglądały jak skrzyżowanie dzikiego kota z jaszczurką o cechach owada. Rozmnażały się niezwykle szybko, bo z jednego jaja powstawały aż dwa osobniki.
Agon zdziwił się, że istoty te nie skolonizowały jeszcze wyższych poziomów, jednak te Zerglingi były jakieś dziwne, zabijały się nawzajem. Drow stwierdził, że utraciły kontakt z Nadświadomością Zergów i przestały być częścią kolektywu. Uzyskując poczucie indywidualizmu stały się nieprzewidywalne i chaotyczne.
Agon przebił się przez niewielkie roje zbuntowanych Zerglingów, jednak wrogów wciąż przybywało. Potwory gryzły wszystko co tylko mogły i niewiele brakowało, a Agon zostałby rozszarpany na strzępy.
Na szczęście dla niego, był on tak naprawdę czymś potężniejszym niż tylko mroczny elf. Agon był demonem i w chwili gdy Zerglingi zaatakowały on przybrał swą prawdziwą postać i pożarł kilkadziesiąt z nich. Agon zapłonął ogniem i wydał z siebie przeraźliwy syk, który spowodował, że Zerglingi uciekły w popłochu.
Po pokonaniu roju Agon przybrał ponownie formę drowa i rozmyślał w jaki sposób można się wydostać z tego miejsca.

Nekros

Nekros

24.05.2012
Post ID: 69266

Wszyscy osłupieli na kilkanaście sekund, po tym jak Agon zniknął w podłodze.
- Ktoś wie co się stało? - rzucił Kanako.
- Szczerze mówiąc to nie mam pojęcia. - powiedział Fergard - Ale otworzę okno, coś siarką zaśmierdziało.
Nekros spróbował użyć magii Duszy Demona (Złoty Dysk, po nazwie można się domyślić co to, dodaje magicznej mocy) do zatrzymania fortepianu. Zebranych w Karczmie oświetlił fioletowy błysk, pojawiły się kręgi w tymże kolorze. Orczy warlock wykrzykiwał, a raczej charczał w nieznajomym języku.
Kiedy nagle wszystko się zepsuło. Kręgi się zamknęły, a Nekros zaniósł się kaszlem.
- Tak to jest jak ork czaruje na trzeźwo...Khe..Khe... - ochryple stwierdził zielonoskóry - O patrzcie za okno!
Zza Karczmy zgromadzonych pozdrowił Baretzzik. Skręcił on w lewo i po chwili wszedł do Karczmy.
- Przyprowadziłem pewne posiłki. - stwierdził na wejściu. Było to czterech mężczyzn, umięśnionych i opalonych. Są to marynarze z pokładu "Linkowca". Dowiedziałem się od nich o pewnej legendzie. Dotyczy ona.....
Słowa wojownika przerwał nagły upadek jednego z przyprowadzonych. Wił się on po podłodze w straszliwych torsjach. Jego ręce przetransformowały się w łapy z szponami, nogi też, na głowie wyrósł róg, a cały jego wzrost powiększył się o dobry metr. DO tego na kości ogonowej wyrósł mu opancerzony ogon.

Alkarin

Alkarin

30.05.2012
Post ID: 69470

Zdenerwowany ostatnimi zdarzeniami szlachcic Martchow usłyszał głośne dźwięki wydobywające się zza drzwi, lecz o dziwo drzwi były zamknięte, a klucz do tych drzwi, który podarował mu niedawno zmarły właściciel domu nie pasował do nich. Cóż to za przeklęte miejsce - pomyślał. Spróbował wyważyć drzwi, za którymś z kolei razem mu się udało. Zobaczył on swojego przyjaciela uderzającego ręką w ścianę... Kiedy szlachcic zaczął się do niego przybliżać, korytarz wydłużył się To niemożliwe... - pomyślał.

Wojownik nie zwrócił na niego uwagi, tylko poszedł do swojego pokoju, który leżał na końcu korytarza, lecz nagle Martchow nie był już na korytarzu, tylko w ciemnym pomieszczeniu, w którym wyróżniały się tylko dwa punkty - cela ze związaną i zakneblowaną małą dziewczynką, na którą padało nienaturalne światło, padające tylko na dziewczynkę, nic wokół niej nie było oświetlone. Drugim punktem były wyróżniające się w ciemności dwa punkty, które wyglądały jak oczy i po chwili przypatrywania się nim upadły szlachcic stwierdził, że to są oczy. Usłyszał słowa wymawiane nienaturalnie niskim głosem i w nieznanym mu języku, po czym w pomieszczeniu zrobiło się jasno. Zobaczył on stworzenie, które przypominało z wyglądu jaszczuroczłeka, lecz nim nie było.
Potwór miał na sobie pięć oków, lecz tylko cztery łańcuchy, były one przywieszone na lewej ręce, nogach i szyi.
- Już niedługo - odezwało się monstrum. - Jeszcze tylko cztery dusze i znów będę wolny, a ty - wskazał na Martchowa. - będziesz moją następną ofiarą... Szlachcic usłyszał głos, lecz tym razem należał on do jego przyjaciela Durnara, po chwili wszystko wróciło do normy.

- Musimy się stąd wydostać - powiedział do maga. - W tym domu działają złe moce...
Zauważył on sztylet w ręce Durnara, który rzucał jakieś zaklęcie.
- Twoja dusza, będzie należeć do mnie - powiedział, po czym wbił sztylet w pierś szlachcica.

Stworzenie uwolniło kolejną rękę z łańcuchów, lecz pojawiły się inne, które zostały stworzone niedawno z energii życiowej człowieka. Przed stworzeniem pojawiła się czarna dziewczynka.
- Chciałeś mnie uwięzić i wykorzystać Murglochrze, ale ja nie poddam się twojej mocy - powiedziała do jaszczura.
- Głupia, dałaś mu Democrotis, przez ciebie mój plan sczeźnie, kolejne dekady niewoli pod jarzmem jakiegoś zwykłego śmiertelnika, lecz tym razem nie mam nad nim żadnej kontroli. Pomóż mi się uwolnić, a wynagrodzę ci to...

Krzysiowich

Krzysiowich

10.06.2012
Post ID: 69647

,,Przydałoby się go wykończyć" - Pomyślał Krzysiowich patrząc na ogromnego demona z dziurą w barku i odciętym uchem. Skoczył na niego i, wykorzystując zaskoczenie przeciwnika, wbił mu nóż w gardło i odskoczył. Demon przewrócił się, zadrgał konwulsyjnie i padł na podłogę. Krzysiowich wskoczył na fortepian, próbując go zamknąć. Daremnie. Został przez niego odbity. Wylądował gdzieś pośrodku tej wielkiej czerni. Nie wiedział, z której strony przyleciał. Spróbował rzucić zaklęcie pochodni, jednak to nie zadziałało. Demoniczna magia, która zapanowała nad tym pokojem nie pozwalała na stworzenie magicznego światła. Krzysiowich zaczął iść przed siebie z nadzieją, że trafi do fortepianu.

Nagle z ciemności wyskoczyła chmara impów. Krzysiowich, choć wygrał to starcie, to nie wyszedł z niego bez szwanku. Jego kości były całe podrapane. Na szczęście, jako nieumarły, był bardziej odporny na choroby niż ludzie. Miał nadzieję, że w przypadku jakiś demonicznych chorób to też się sprawdza.

Pikodragon

Pikodragon

11.06.2012
Post ID: 69666

Pikodragon stwierdził, że to już trochę długo trwa. Co to za problem - uciszyć jakiś fortepian. Zatem zaszarżował, kierując się w stronę z której dochodzą dźwięki fortepianu, i... trafił... Uderzył w fortepian, chwycił go, i szarżował dalej. Rozpędzony, z siłą uderzył w ścianę. Drewniana, nietrwała ściana nie wytrzymała siły uderzenia. Piko, razem z fortepianem, wyleciał z budynku. Pijany, zamiast upuścić fortepian trzymał go dalej. Przestał machać skrzydłami. Uważał że jeśli upadnie na ziemię razem z fortepianem, to będzie większa szansa na zniszczenie go.
Spadając, spojrzał w górę - i ujrzał demony, które wyskakiwały z powstałej przez niego dziury. Najprawdopodobniej skoczyły one za fortepianem, aby go ratować. Nie było to zbyt korzystne dla smoka - uderzając w ziemię może ponieść obrażenia - a jeśli chmara demonów na niego spadnie, to obrażenia mogą być jeszcze większe. Niektóre demony są tylko lekkimi chochlikami, ale niektóre są od niego większe i cięższe. Ich właśnie się najbardziej obawiał. "No ale cóż, stanie się, co ma się stać" - pomyślał.

I uderzył...
Fortepian był w kawałkach. Piko cały, chociaż ze zmiażdżoną klatką piersiową. A nad nim demony, wściekłe z powodu losu fortepianu...

Sytuacja była bardzo niekorzystna. Ogień nie działa dobrze na demony, zmiażdżona klatka piersiowa nie poprawia sytuacji. Nie może wykonać uniku, ponieważ demony są już jedynie kilka metrów nad nim. Na domiar złego, był pijany.

Smok nie był zdolny wykonać jakiejś inteligentnej akcji, więc jedynie wstał, lecz po chwili znowu leżał - oberwał jednym ze spadających demonów. Tyle dobrze, że tym razem został uderzony w plecy - oczywiście dużo bardziej wytrzymałe od zmiażdżonej klatki piersiowej. Spadło na niego później jeszcze kilka ciężkich demonów, lecz użył tego pierwszego jako żywą tarczę. Później skorzystał z okazji gdy demony było trochę oszołomione z powodu upadku, uwalniając się od ich uścisku. Rozwinął skrzydła i odfrunął kawałek dalej, gdzie się musiał zatrzymać z powodu setek spadających impów, które potrafiły coś dokonać w takiej ilości, i walcząc z tak ranną osobą. Z trudem odtrącił je od siebie. Poleciał jeszcze kawałek dalej, na tyle, na ile pozwalały mu pozostałe siły. Był wykończony. Powoli, z dużym trudem, szedł w stronę drzwi karczmy. Zostawił ciężkie demony w dużej odległości od siebie, lecz powoli owa odległość się zmniejszała. Demony przyśpieszała żądzą zemsty. Chochliki będąc szybsze od reszty, co jakiś czas doganiały smoka, ale zostawały wtedy odepchnięte uderzeniem, wykonywanym resztką sił. Smok dotarł do drzwi karczmy. Z trudem otworzył je, po czym padł pod naciskiem chochlików, i zemdlał.

Laysander

Laysander

16.06.2012
Post ID: 69719

O Mahadevo, mój łeb... Musieli... Ufff... musieliśmy nieźle pobalować *wstaje z podłogi i posykując z bólu podchodzi do dziury, która kiedyś była oknem* TO TO JUŻ NIE JEST ZIMA?! Ach... nie znowu! *upada*

*
Pół godziny później, piętro
*
Laysander idzie w kierunku pianina ubrany odświętnie, po czym zasiada na niewidzialnym stołku i poprawiając frak zaczyna odgrywać z wirtuozerią mroczną melodię...

Magmol

Magmol

16.06.2012
Post ID: 69720

Magmol zamówił piwo w karczmie i wzniósł toast za grającego Lysandera.
- Za króla Palaedry Lysandera Gryphonhearta!
Magmol wypija całe zamówione piwo w kuflu i stawia wszystkim kolejkę.

Arisa

Arisa

24.06.2012
Post ID: 69845

Dziewczyna z łatwością ominęła postać zagradzającą drzwi do karczmy. Szybkim gestem poprawiła włosy i rozejrzała się. Zainteresował ją pewien osobnik, który uważał się za muzyka. Jeden kompan w karczmie musiał być nieźle napity, skoro to mu się podobało. Podniosła kącik ust, coś na kształt uśmiechu. Podeszła do grajka i usiadła przy lewitującym stole, który podesłał karczmarz. - Nie wiem, czy ktoś ci wspominał, że grasz... - przez chwilę zamilkła, bawiąc się włosami. - Strasznie to za mało powiedziane. - dodała uwodzicielskim głosem. - Zagramy w karty ? - dodała, lecz mężczyzna nie zdołał odpowiedzieć. Zjawa uniosła się nad podłogą i zaczęła krążyć, wytwarzając mgłę. Po chwili kilku osobników, tym karczmarz siedzieli związani. - Co ty robisz? - wykrzyczał jeden z nich. Arisa wybuchnęła psychopatycznym śmiechem.

Alkarin

Alkarin

29.06.2012
Post ID: 69908

Nie bacząc na zamieszanie w Karczmie Elementalista kontynuował:

Przed Zoanelgustarem pojawiła się postać wielkiego jaszczuroczłeka:
- Wojowniku, wykonaj dla mnie zadanie, a cyrograf uznam za dopełniony - powiedział.
- Co muszę zrobić? - zapytał.
- Zabij maga! - wykrzyknął demon.
- Muszę to przemyśleć... - odpowiedział.
- Masz kilka minut - zakończył śmiejąc się.

Durnar usłyszał głośny, niski śmiech dobiegający z pokoju Zoanelgustara. Zaniepokojony mag zaczął pleść zaklęcie, szepcząc przy tym formuły zawarte w Democrotis.Już niedługo - pomyślał. - Jeszcze tylko dwóch i moc demona będzie moja. Zakradł się do drzwi prowadzących do pokoju wojownika, lecz nim zdążył dotknąć klamki mała, mroczna postać rzuciła się na niego. Zaskoczony czarodziej rzucił przygotowane zaklęcie, lecz chybił nim. W tym czasie postać ugryzła go w ramię, a z rany po ugryzieniu zaczęła sączyć się czarna krew. Czarownik spróbował rzucić kolejne zaklęcie, szybko wypowiedział formułę, po czym atakująca go postać zamarzła. Durnar zobaczył, że cieniem jest... mała dziewczynka, ta sama, która podarowała mu księgę traktującą o demonach i sposobach wiązania ich. W czasie, gdy mag wypowiadał zaklęcie pochłonięcia energii, bojownik otworzył drzwi z wyciągniętym mieczem, z zamiarem skrócenia maga o głowę, wziął zamach i... upadł na podłogę, sztylet przebił mu pierś, chwilę przed śmiercią zobaczył Irvara, który stał na schodach. Czarodziej dokończył tkanie zaklęcia wzmocnionego przez moc dziewczynki i duszę Zoanelgustara, nagle dom zaczął się trząść, drzwi zamykały się z trzaskiem, budynek zawalał się im na głowy, zbiegli na dół po schodach. Rozglądali się oni po całym dolnym piętrze, ale nie zobaczyli oni żadnych drzwi prowadzących na zewnątrz. Na jednym z korytarzy Durnar zobaczył drzwi, które prowadziły do podziemi - piwnicy. Z zapisków właściciela Democrotis wynika, że tu jest uwięziony demon - pomyślał mag. - Już niedługo...

Demon nadal był związany 4 łańcuchami, z czego 3 stworzył Durnar.
- W końcu przybyliście - powiedział demon do zbliżających się bohaterów. - Tyko wy blokujecie mi drogę do zwycięstwa...
W stronę Irvara poleciał ognisty pocisk, łotr uchylił się, lecz za późno - pocisk uderzył go w rękę. Demon wystrzelił kolejne pociski, które kolejno trafiały w złodzieja. Po chwili padł martwy. Jaszczuroczłek oderwał kolejną rękę.
- Jeszcze tylko trzech... - powiedział do maga.
Durnar próbował rzucić jakieś zaklęcie, lecz bał się, że może ono uszkodzić łańcuchy... W pewnym momencie w maga coś uderzyło, coś przez co stracił panowanie nad ciałem. Jego ciało padło na kolana i powiedziało:
- Mój panie...
- Chciałeś mnie tu uwięzić niczym ten głupiec Carl kilkanaście lat temu, lecz ty jesteś od niego słabszy - on opierał się mi przez te wszystkie lata, aż do dziś. Sprowadź do tego domu podróżnych, każdy jeden przybliża mnie do wolności, zamieszkasz w tym domu, póki nie nadarzy się okazja do zaproszenia kogoś do domu...

Koniec?

Architectus

Architectus

30.06.2012
Post ID: 69910

Melodia fortepianiu zamilkła. Przemieniony marynarz rzucił się z nogami na Bartezzika. Ten sięgnął po swój miecz i zablokował cios szponów. Napierał całym swoim ciężarem ciała, ale nie dało rady ich przeciąć.
- Szlag! – napiął się rycerz.
- Wghrraaa! – stwór też nie był milczący. Chwycił Bartezzika pazurami od rąk. Rany stały się lepkie i śliskie, więc rycerzowi udało się wyślizgnął z uścisku. Starł z twarzy cieknącą z głowy posokę. Przemieniony marynarz uniósł głowę w geście triumfu. Bartezzik wykorzystał chwilę rozkojarzenia u wroga i popchnął go w stronę zamkniętych drzwi. Roztrzaskali je. Razem wylecieli z głównej izby karczmy, wyrywając zawiasy z framugi. Po takim zderzeniu drzwi już nie będą się lekko otwierać. Stwór pierwszy upadł na ziemię i przemienił się z powrotem w człowieka.
- Nie wchodź do budynku zanim nie rozprawimy się z demonem – polecił rycerz i wbiegł ponownie do karczmy.

Ciemność to nie tylko był brak światła na pięterku. Coś się czaiło, mogło zaatakować. Kanako chwycił Krzysiowicha za ramię i przeniósł ich do demonicznego wymiaru. Poczuli zapach siarki. Wszystko wyglądało podobnie jak w wymiarze śmiertelników, jednak postacie żywe były otoczone białym blaskiem. Tuż obok nich stał niski mężczyzna. Łuna go otaczająca była w kolorze czerwieni. Położył palec na usta, wskazując żeby milczeli. Smutek maluje się na jego twarzy - ma brwi uniesione w górę, oczy przymknięte, usta nieznacznie otwarte, a głowę pochyloną. Kanako i Krzysiowich dostrzegają jak jego oczy stają się szkliste, a po policzkach spływają łzy.

- Moje wspomnienia wróciły, kiedy słuchałem opowieści waszego kolegi... – wskazał na zakręcony słoiczek, który leżał pod jego nogami - Słoik z dobrymi wspomnieniami – dokończył. Doskoczył do Krzysiowicha i wbił dłoń w jego klatkę piersiową. Nieumarły pada i rozsypuje się w popiół. Tak przynajmniej to wyglądało. Nie minęły dwa oddechy, gdy popiół zebrał się w jednym miejscu i nekromanta powrócił na nowo do pionu. Koci demon wiedział co to oznaczało. Widział już coś takiego wcześniej z impami. Krzysiowich otrzymał dawkę demonicznej energii, która przejmie nad nim kontrolę, tak jak nad Laysanderem, który dalej zdawał się siedzieć i grać, lecz już bezdźwięcznie. Kanako zwiększył poziom wyzwalanej przez niego mocy, która wzbierała wokół niego. Płaszcz zaczął się unosić, jak gdyby silny podmuch powietrza wzniósł go w górę. Zdecydował się na decydujące pchnięcie krótkim mieczem trzymanym w dłoni. Nieskutecznie. Tylko odbił się od napastnika.

- Nie staracie się wcale. Co z was za przeciwnicy? - mężczyzna okazywał zmęczenie. Jego oczy zmieniły kolor z czerwieni na żółć. Demon ukrył się za rogiem, oparł o ścianę. Raptownie ze ściany wyłonił się wróg i chwycił go prawą ręką za szyję. Kanako spróbował dźgnąć go mieczem, ale nie dało to efektu.
- Pomóc? - muzyk wyciągnął lewą dłoń, jak gdyby chciał podźwignąć uzbrojoną w ostrze rękę kociego demona i samemu wbić je sobie między żebra. Arisa poczuła intensywniejszy zapach siarki w pobliżu ściany i przypadkiem przeniknęła przez grajka. Ten uśmiechnął się na chwilę i po jego twarzy popłynęła czerwona łza. Kanako wyrwał się z uścisku i wykrzyczał:
- Zaklinam cię w słoik!
Oszołomiony mężczyzna nawet nie pisnął. Czar przeniósł go do naczynka, został wchłonięty bez otwierania wieka. Lepszego pomysłu nie mógł wymyślić koci demon. To jedyne miejsce, gdzie grajek będzie miał okazję do zastanowienia się – otaczają go jego wspomnienia.

A Agon przebijał się przez chmary zergów i zwalczał inwazję ku chwale Imperium. Miał na palcu pierścień otrzymany od Kanako. Nagle dostrzegł błyszczący się podobny pierścień do tego, który miał na sobie. Podczas destrukcji pięterka przez Pikodragona musiał spaść głębiej. Podniósł go i założył na drugą rękę. Obydwa pierścienie zniknęły, a w drowa przepłynęła energia z połączenia tych dwóch artefaktów. Po chwili wyłonił się przed nim ogromny ultralisk, godny przeciwnik dla demona chaosu. Demon poprawił ułożenie rękawów i rzucił się na pędzącego w jego stronę potwora.

* * *

Kilka dni później, po remoncie Karczmy ktoś chciał się wzbogacić sprzedając graty, włączając w to słoik dżemu...

KONIEC