Gorące Dysputy

Słowo pisane - literatura - "Literatura - inna niż fantasy"

Aktualnie w Osadzie: Ognisko jest zgaszone.
Osada 'Pazur Behemota' > Gorące Dysputy > Słowo pisane - literatura > Literatura - inna niż fantasy
Wędrowiec: zaloguj, wyszukiwarka
Tabris

Tabris

19.06.2008
Post ID: 30093

"Frankenstein" Mary Wollstonecraft-Shelley

Jest to pierwsza książka science-fiction, napisana w roku 1818, kiedy autorka miała 21 lat. Chociaż o okrutnym potworze - Frankensteinie słyszał każdy to b. niewiele osób zna oryginał.
Sama książka ma ciekawą, dziwną, kompozycję; najpierw jest to powieść epistolarna, później szkatułkowa, a następnie szkatułka w szkatułce, pod koniec ponownie epistolarna.
Gdy czytałem tę książkę nadziwić się nie mogłem jak można aż tak zmienić postać. W książce, Frankenstein to nazwisko samego twórcy potwora, jego "dzieło" nie jest nazwane.
Książka, pierwsza w tym gatunku, znacznie odbiega od swej dzisiejszej formy, jedyną rzeczą science-fiction jest właśnie umiejętność zamiany nieożywionej materii w ożywioną. Jeśli ktoś mówi, że fantasy Tolkiena różni się od współczesnego, niech przeczyta tę książkę. Warto znać absolutne fundamenty, a pewien ważny problem, poruszony w tej książce, pojawia się do dziś.

Grenadier

Kanclerz Grenadier

20.06.2008
Post ID: 30110

Dzięki, że zwróciłeś na nią uwagę.

To dość trudna lektura ze względu właśnie na formę no i przyzwyczajenie czytelników do filmów, które zaszczepiły swoją, dość odmienną, wersje legendy.Wymaga sporego skupienia przy czytaniu, ale w tym cała radość ;)

To tak tytułem off topa.

Wspomniałem w temacie "Co aktualnie czytacie" o ś.p. Robercie Shackley'u - amerykańskim mistrzu SF. Tak mnie naszło czytając jego zbiorek opowiadań sprzed kilku dekad, że one wcale, a wcale się nie zestarzały. I nie dlatego, że autor miał super mózg i wymyślił technologie, których jeszcze nie znamy (w przeciwieństwie do wielu autorów, których pomysły zestarzały się szybciej niż papier ich książek). Dlatego, że człowiek się wcale nie zmienił mimo galopującej rewolucji technologicznej.
Polecam zwłaszcza dwa opowiadania: "Tranai" i "Oficjalny bandyta". To pierwsze mi zgrzyta trochę, bo autor kopie moje poglądy, ale także dokonuje doskonałej wiwisekcji społeczeństwa amerykańskiego i nie tylko. Drugie to świetna satyra na współczesny system prawno-społeczny i tęsknota za... Aż boje się pomyśleć za czym.

Moandor

Strażnik słów Moandor

1.11.2008
Post ID: 35906

Bogowie, groby i uczeni C.W. Ceram - mogę tę książkę z czystym sercem polecić wszystkim miłośnikom historii, a w szczególności archeologii. Jest to książka zarówno o wielkich odkryciach i odkrywcach, jak też i o ciężkiej i żmudnej pracy archeologów. Pokazuje historię znalezisk, o odkryciu których często decydował niewiarygodny przypadek.
Ceram wreszcie opisuje wielu ciekawych badaczy starożytności. Champolion, Petrie. Dowiecie się z tej książki, komu zawdzięczamy odcyfrowanie pismia hieroglificznego i w jaki sposób tego dokonano. Będziemy towarzyszyć archeologom przy odkrywaniu Troi, grobowców faraonów i wielu innych fascynujących znalezisk.

Dodać należy, że choć jest to książka o nauce, bo archeologię do nauk niewątpliwie należy zaliczyć, to napisana jest tak przystępnie, że czyta się ją z prawdziwą pasją.
Poleciła mi ją znajoma, która była książką Cerama zafascynowana. Ufając jej ustom kupiłem Cerama w księgarni w ciemno i to był bardzo udany zakup. :)

I choć Bogowie, groby i uczeni napisani są przez autora, który nie jest archeologiem z wykształcenia, to dołożył on wszelkich starań by wiadomości w książce zawarte były sprawdzone i rzetelne. Żeby wszystkie podręczniki historii były pisane w takim stylu to każdy odczuwałby wielką przyjemność z jej nauki. :)

Moandor

Strażnik słów Moandor

2.01.2009
Post ID: 38982

[color=#00FF00]Archipelag GUŁag[/color]

Czytam aktualnie Archipelag GUŁag Aleksandra Sołżenicyna i jestem pod wrażeniem. Po pierwsze wydaje mi się, że literacko jest to bardzo dobra książka. Spodobał mi się styl opowiadania Sołżenicyna, z nutą ironii. Ogromna część opowieści, zwłaszcza o wymiarze sprawiedliwości ZSRR byłaby groteskowa, gdyby nie była przerażająca.

Warto po to dzieło sięgnąć. W szkole średnie zazwyczaj spotyka się fragmenty literatury obozowej - czy to Borowski czy Grudziński i jego Inny Świat. Archipelag GUŁag różni się od wyżej wymienionych dzieł tym, że ogarnia sprawę radzieckich obozów i wymiaru sprawiedliwości w sposób całościowy. Przytacza opowieści i historie bardzo wielu świadków. Grudziński natomiast napisał książkę bardzo osobistą traktującą głównie o jego pobycie w obozie.

Na lekcjach historii w szkole średniej nie ma zbytnio czasu na refleksje, gdy się człowiek uczy o pierwszej połowie XX wieku, o XX wojnie światowej. Podają nam jakieś cyfry, jakieś daty, suche fakty. Same liczby jednak nie odzwierciedlają w sposób właściwy tego terroru, tej ogromnej ilości cierpienia jakiej poddany był naród rosyjski.
Bezimienne liczby nie zobrazują nam prawdziwej twarzy radzieckiego reżimu. To tylko liczby. Ale jeśli liczbom tym nadamy konkretne nazwiska, konkretne historie, jak to niezliczoną ilość razy robi Sołżenicyn, wtedy dopiero uświadomimy sobie niewyobrażalną nieludzkość, niesprawiedliwość komunistycznego aparatu władzy.

Dinah

Dinah

26.02.2009
Post ID: 41477

Przeglądając ten temat, zdałam sobie sprawę, jak mało czytam obecnie książek innych niż fantasy. Z młodości pamiętam Musierowicz, Maya, Szklarskiego, Chmielewską (najbardziej lubię jej "końskie" książki) i wielu innych autorów. Z jednych wyrastałam, pojawiali się nowi.
Nowe tematy, nowe epoki. Starałam się zapoznawać z ważnymi dziełami literatury Polskiej i Światowej. Zawsze czytałam dość sporo i pochłaniałam co tylko trafiło mi w łapy :).

W pewnym momencie, zupełnie nie mogę sobie przypomnieć, jak do tego doszło, te wszystkie Inne książki odeszły w zapomnienie...
Czy to był "Władca", może King, Lem, Assimow lub Zelazny? Nie pamiętam...
To były na początku niepozorne, szare książki, wyszukiwane w bibliotekach i antykwariatach.
Trudno było je zdobyć i nosiły wyraźne ślady czytania. Takie egzemplarze "Władcy" i "Dilvisha Przeklętego" z luźnymi i poplamionymi kartkami mam do dziś, do moje Klejnociki :)
W każdym razie fantasy powoli i skutecznie zdobyło moje serce i już tak zostało do dziś.

Gdy wchodzę teraz do Empiku i widzę pełne regały fantastycznych książek, ogromne ilości nowości, wielu wspaniałych polskich autorów- nadal się uśmiecham, choć to już młodsze pokolenia nie dziwi ani trochę :)

Przepraszam, zdaje się, że odrobinę się rozgadałam...

Wracając do tematu:

Mirabell

Polecam książkę "Buszujący w zbożu" Salingera.

Popieram Śliffkę z całego serca, to ważna książka i bardzo... inna.
Jest w niej coś, co mnie zaczarowało, zdobyłam własny egzemplarz i nie oddałabym go za żadne skarby Świata :).

Guinea

Faramir:
Umberto Eco - Imię róży

Czytać!

Czytać! Czytać!

Hmm...
Właściwie to ja postuluję, by czytać wszystko i samodzielnie oceniać, czy dana książka się podoba, czy nie. Czytać choćby po to, by przekonać się, że ten Autor to zupełnie nie odpowiada, a ta książka to jest dla mnie nudna... przekonać się osobiście i osobiście przemyśleć :).

Tabris

Tabris

5.03.2009
Post ID: 41779

Miałem zrobić to już dawno, ale...
Podróże Guliwera by Swift. Przede wszystkim ta książka mocno różni się od tego co zna większość ludzi. W XIX wieku stworzono z jej pierwszych dwóch części śliczną książeczkę dla grzecznych dzieci (wtedy się chyba zaczyna ten proces...). Jest to bowiem satyra i to bardzo ostra na ludzi. Autor rozprawia się doszczętnie z gatunkiem ludzkim, ukazując nam ułomność ludzi. O ile księga trzecia skupia się głównie na krytykowaniu czasów współczesnych autorowi to w czwartej księdze mizantropia sięga kumulacji. Warto tę książkę przeczytać aby przejść przez mocną krytykę istoty ludzkiej, no i tyle dziwnych nazw autor stworzył...

Moandor

Strażnik słów Moandor

28.05.2009
Post ID: 44519

Pies Baskerville'ów - Arthur Conan Doyle

Przyznam się szczerze i bez przymusu, że jest to pierwsza powieść Arthura Conan Doyle'a, z jaką dane mi było kiedykolwiek się zetknąć. Pomimo wielkiej sławy Sherlocka Holmesa spisane wersje jego przygód nigdy nie trafiły w moje ręce. Aż do niedawna, kiedy to brat przyniósł tę książkę do domu. Powieść opowiada historię pewnej dawnej, tajemniczej i bardzo zagadkowej legendy, właściwie klątwy, która ma prześladować kolejnych członków rodu Baskerville'ów. Dawno temu, na długo przed tym, gdy doktor Mortimer zjawia się na Baker Street, by prosić Sherlocka Holmesa o pomoc, przodek Henry'ego Baskerville'a został zagryziony na moczarach przez, jak twierdzili świadkowie, ogromnego, piekielnego psa. Od tamtego wydarzenia urosła legenda o klątwie.
Piekielny zwierz po latach pojawia się ponownie, doprowadziwszy do śmierci Charlesa Baskervile'a, którego klient Sherlocka jest bezpośrednim spadkobiercą, ostatnim z rodu Baskerville'ów i, jak się okazuje dziedzicem znacznego majątku.

Tak w skrócie można opisać początek historii, zapowiadającej się jak powieść fantastyczna, w której znaczną rolę grają siły nieczyste, prześladujące ród i siedzibę Baskerville'ów. Oczywiście Sherlock Holmes, jak możecie się domyślić, nie da wiary temu prostemu, choć sprzecznemu z logika wyjaśnieniu, dopóki nie wyczerpią się wszelkie możliwości rzeczywiste.

Powieść Conan Doyle'a czyta się bardzo przyjemnie. Jest to, jak na mój gust, bardzo dobra książka dla młodzieży. Wciągająca, zawierająca ciekawe zagadki, ciekawą i nieco mroczną, ponurą scenerię zamku Baskerville Hall (aczkolwiek do ponurości Wichrowych Wzgórz dużo mu brakuje). Ale mimo to znajdą się w niej pewne minusy, które bardziej doświadczony wiekiem i oczytaniem czytelnik na pewno zauważy. Szczególnie mam na myśli pewne, wręcz dziecinne uproszczenia fabuły. Ot choćby kobieta kryjąca występki pewnego człowieka, w którym była zakochana, po dowiedzeniu się faktu, że ów mężczyzna ją oszukuje w jednej chwili zmienia diametralnie swoją postawę postanawiając ujawnić wszystkie fakty interesujące detektywów. No, moim zdaniem psychika ludzka jest trochę bardziej skomplikowana aniżeli to zostało tu opisane. Jeszcze kilka takich scen w książce można odnaleźć. Być może w wieku 14 lat bym nie zwrócił na to uwagi, ale teraz rzuciło mi się to w oczy od razu.
Niemniej jednak można trochę przymknąć oczy na drobne uchybienia, choćby przez fakt, że jest to właśnie książka dla młodzieży, książka przygodowa, która ma dostarczyć nam dobrej rozrywki i ciekawej historii.

Cieszę się, że przeczytałem "Psa Baskerville'ów". Po pierwsze dlatego, że jest to książka bardzo znana, niemal klasyka, której nie zaszkodzi poznać. Po drugie dlatego, że przyjemnie mi się czytało, stała się chwilową odskocznią od kłębiących mi się w głowie codziennych spraw. Odskocznią bardzo dobrą, bo chęć czytania była we mnie silniejsza od chęci zrobienia czegoś innego w danej chwili.
I po trzecie, Baskerville Hall i okolica to bardzo ciekawe, choć nieco ponure miejsce. Zawsze miałem słabość do krajobrazów XVIII i XIX wiecznej Anglii. Zwłaszcza krajobrazów wiejskich.

Moandor

Strażnik słów Moandor

28.08.2009
Post ID: 47889

Archipelag GUŁag był książką, którą jeszcze w liceum chciałem przeczytać. Trudno ją jednak było dostać na rynku. Dopiero niedawno, dzięki Rebisowi pojawiła się piekna, trzytomowa edycja.

Czytałem w czwartej klasie liceum Inny świat Grudzińskiego, bardzo poruszająca to była książka, obrazująca nieludzkość sowieckiego systemu represji. A jednak czytając Archipelag ma się wrażenie, że u Grudzińskiego więźniowie nie mieli tak źle. Wydawało się, że już bardziej nieludzkim człowiek chyba być nie może. A jednak... Wystarczy poczytać Sołżenicyna.
Cieszę się, że mam Archipelag GUŁag w domu. Takie coś każdy w życiu powinien przeczytać. Choćby teraz, kiedy zbliża się kolejna rocznica wybuchu wojny a Rosjanie ciągle zapierają się swojej historii i zbrodni swojego systemu. Żeby każdy Rosjanin przeczytał Archipelag może inaczej postrzeganie historii wyglądałoby w Rosji.

Silveres

Silveres

12.11.2012
Post ID: 71991

Pragnę odświeżyć temat książką, moim zdaniem, niezwykle ciekawą i zasługującą by poświęcić jej choć chwilę, mówię oczywiście o: "Cień wiatru" spod pióra C.R. Zafóna.
Daniel Sempere, którego ojciec zaprowadził na Cmentarz Zapomnianych Książek, znajduje w wcześniej wymienionym miejscu książkę "Cień Wiatru". Książka zafascynowała go do tego stopnia, że zapragnął przeczytać również wszystkie inne powieści Juliana Caraxa. Jednakowoż książek tych nie można nigdzie dostać, bo ktoś zawzięcie wyłapuje każdy egzemplarz i, miast przeczytać, po prostu pali go.
Tak jak wspominałem na początku, książka jest niezwykle wciągająca i zasługuje na chwilę uwagi.

Architectus

Architectus

8.07.2016
Post ID: 82168

W ostatnich dniach ukończyłem przypadającą do mego gustu książkę "Dzień tryfidów". To pozycja z gatunku literackiego fantastyki naukowej w konwencji postapokaliptycznej, pióra pana Johna Wyndhama. Ukazuje ona wpływ przeciwnych do zamierzonego efektów osiągnięć nauk, głównie przyrodniczych opartych na krzyżowaniu gatunków, na życie wielu społeczności, i łączy go z globalnym kataklizmem jakim jest oślepienie mas ludzi.

Pośród tych katastrofalnych warunkach autor, w stworzonym przez siebie świecie przyszłości, profesjonalnie ukazuje kwestię podejmowania trudnych wyborow dotyczacych zapewnienia środków materialnych umożliwiających przeżycie tym, którzy do trwającej tam pory nie imali się zagłady. Smak odkrycia dokładnego znaczenia tytułu książki pozostawię dla przyszłych jej czytelników.

Narracja wymienionego utworu jest pierwszoosobowa, a pojmowanie przedstawionego w nim świata przejawia się poprzez przemyślenia głównego bohatera i jego interakcje z otoczeniem, które znajduje się w Albionie. Co się z tym wiąże, kolejną mocną stroną tego dzieła jest realistyczne przedstawienie zmagań postaci z kwestią powstrzymania zagłady ludzkości oraz uniknięcia cofnięcia cywilizacji w rozwoju. Bohaterowie wystepujacy na jego kartach, którzy zachowali wzroku, nie zrobili tego dzięki swoim umiejętnościom, ale zawdzięczają to sytuacjom losowym, a wręcz przypadkowi, przez co ich dobór doprowadza do zaskakujących zdarzeń.

Poza tym w książce zachwyciło mnie budowanie przez pisarza wciskającego w fotel napięcia, gdyż kiedy podczas czytania wydaje się, że nastąpi punkt kulminacyjny opisywanych wydarzeń groza wzrasta, czym skłania do intensywnych przemyśleń. Myślę, że osoby cieszące się publikacjami spod znaku postapokalipsy poczują satysfakcję ze spędzonego nad zakończoną lekturą czasu.