Gorące Dysputy

Karczma Pazur Behemota - "La Lingvo Internacia"

Aktualnie w Osadzie: Ognisko jest zgaszone.
Osada 'Pazur Behemota' > Gorące Dysputy > Karczma Pazur Behemota > La Lingvo Internacia
Wędrowiec: zaloguj, wyszukiwarka
Tarnoob

Tarnoob

17.01.2009
Post ID: 39785

Wszystkie języki oddadzą swe najcenniejsze pierwiastki językowi jedności, który będzie czymś bogatym i przepięknym, jedynie godnym ludzkiej społeczności, albowiem zjednoczy on w sobie geniusz wszystkich narodów.
Carl Fourier (1772-1837), filozof francuski
„Théorie de l’unité universelle“

Coś mi odbiło, że zacząłem się uczyć esperanta. Wbrew stereotypom ten język jest wciąż żywy, głównie dzięki internetowi. Esperancka Wikipedia liczy sobie ponad 100 tysięcy haseł, a Wikisłownik w Ido (jednym z „odłamów” esperanta) jest jednym z największych wikisłowników w Internecie. Ciągle są organizowane jakieś zjazdy, imprezy, seminaria, a Polskie Radio codziennie publikuje ok. 20-minutowy esperancki podcast. Liczbę użytkowników Eo szacuje się na kilkaset tysięcy - kilka milionów. Sam się temu zdziwiłem.

Zarówno język, jak i sama idea mi się spodobały; nie mam zamiaru się z tym rzucać na słońce (choć i tacy maniacy się zdarzają) i próbować wypierać angielski. Po prostu naukę języka, w dodatku tak prostego i miłego dla ucha, tak odpowiadającego ludzkim oczekiwaniom, tak rzeczowego, precyzyjnego, bogatego i otwartego na żywy rozwój uważam za niezłą zabawę, a przy okazji nie najgorsze ćwiczenie dla pamięci. Właściwie wsparcie tego pomysłu nic mnie nie kosztuje, a nawet jeśli to strata czasu, to napewno mniejsza niż oglądanie „Plebanii” albo zarywanie nocy na podbijanie sobie miejsc w ligach gier. ;-)

A czego nie lubię, to jakieś dziwne, ignoranckie uprzedzenia, że to martwy język, a nowe słowa są wymyślane w ciasnych gabinetach wykształciuchów i zapisywane na żółtych papierach. I też przygnębiające potrafi być, że ludzie często ubzdurają sobie, że esperanto powstało do wypierania ojczystych języków. :-/ Przecież jest odwrotnie! Ma je chronić przed sytuacją, w której w rozmowie ludzi różnych narodowości jeden jest faworyzowany, a drugi dyskryminowany.

Jeszcze raz powiem: MSZ fajna idea, której wsparcie nic nie kosztuje – do płynnej rozmowy wystarczy kilka miesięcy, a nawet tygodni przyjemnej naŭki. Gramatyka ogranicza się do 16 podstawowych reguł, a słowa bazują na istniejących, więc nawet, jeśli jakiegoś nie znasz, możesz „na czuja” próbować się dogadać. Proste słowotwórstwo sprawia, że 500 morfemów esperanckich daje podobne możliwości komunikatywne co 3000 hiszpańskich wyrazów, a brak wyjątków, że nauka jest 9 razy krótsza niż angielskiego.

A co Wy o tym myślicie? Co na hasło „esperanto” przychodzi Wam na myśl? Kopsnij posta.

PS Polecam lekturę :-)

Konstruktor

Konstruktor

17.01.2009
Post ID: 39787

Co można powiedzieć, język ciekawy jak i intencja jego stworzenia. Jednakże wątpię aby można było się nim porozumieć z wieloma ludźmi. Niestety niewypał. Jak kogoś to interesuje to może się go uczyć lecz jak już wcześniej podkreśliłem jest raczej nieprzydatny. Bardziej przydatny jest zdecydowanie angielski. Pozdrawiam i życzę powodzenia w nauce.

Tarnoob

Tarnoob

17.01.2009
Post ID: 39788

Też tak na początku myślałem, ale to mi dało do myślenia:

Choć trudno w to uwierzyć, esperanto jest drugim najczęściej używanym językiem w kontaktach międzynarodowych przy pomocy informatycznej sieci. Co ciekawe, o ile najczęściej wpisywane w wyszukiwarkach internetowych hasła „sex” i „mp3” pojawiają się w około 220 milionach kontekstów, to „esperanto” - w 77 milionach.

Oczywiście angielskiego też się uczę i też uważam go za dużo bardziej pożyteczny, a w czerwcu mam nadzieję zdawać FCE. :-) Dzięki za życzenia.

Ĝis!

Invictus

Invictus

25.01.2009
Post ID: 40116

Przeczytałem ten tekst i muszę przyznać, że wzbudził on moje zainteresowanie. Nie byłem świadom, że jest on tak popularny w świecie. Szczerze mówiąc - żyłem w przekonaniu, że to sprawa marginalna. Jest on w dużej mierze oparty na łacinie - nieprawdaż? A więc czy ma również sześć przypadków i cechy odmiany łacińskiej?

Tarnoob

Tarnoob

25.01.2009
Post ID: 40125

Każdemu, kto zna łacinę, może przypominać łacinę.
Każdemu, kto zna włoski, może przypominać włoski.
Każdemu, kto zna …, może przypominać .... :-)

Eo opiera się głównie na językach romańskich, a łacińskie ma przede wszystkim spójniki (sed itp.). Oprócz tego ktoś jeszcze kiedyś powiedział o eo (to chyba był któryś papież), że „jest łaciną przyszłości”. Na tym kończą się podobieństwa z łaciną. :-P
Przypadki ma dwa – mianownik i biernik. A ten drugi polega tylko na dodaniu na dodaniu -n, żeby odróżnić podmiot od dopełnienia. Dzięki temu szyk zdania jest praktycznie dowolny, świetnie się to sprawdza w poezji i muzyce.

O ile słownictwo jest indoeuropejskie, to gramatyka opiera się głównie na azjatyckiej.

Nie ma żadnej deklinacji ani koniugacji, wszystko jest przejrzyste, proste i nie ma wyjątków, a mimo to eo jest niezwykle bogate, wolne i swobodne; wielu poetów, naukowców, filozofów, artystów, a przede wszystkim zwykłych ludzi uznaje je za doskonałe ujście dla swoich myśli, które ciężko było im wyrazić w innych językach.

Mimo, że esperanto ma 120 lat, to świetnie odnajduje się w świecie komputerów; nie ma homonimów ani wieloznaczności, dlatego bez problemu radzą sobie z nim automatyczne translatory.

Ptakuba

Ptakuba

25.01.2009
Post ID: 40130

A ile to-to ma z polskiego i innych słowiańskich języków? ;)

Invictus

Invictus

25.01.2009
Post ID: 40132

To, że brak temu językowi koniugacji i deklinacji to bardzo niedobrze. Jak ja nie lubię takich prymitywnych języków! A przecież mam z nimi kontakt codziennie. Zdaję sobie sprawę, że starano się ten język tworzyć tak, by był prosty, ale taki prymitywizm...
Jak wygląda słowotwórstwo? Podobnie jak w angielskim?

Hellscream

Hellscream

25.01.2009
Post ID: 40133

Invictus, nie unoś się i nie komplikuj sobie życia...To że jest prosty to zaleta języka. KAŻDEGO języka, poza poetyckim. Oczywista, moim zdaniem.
Pozdrawiam

Invictus

Invictus

25.01.2009
Post ID: 40134

Dla mnie to nie jest komplikacja. Języki, w których rzeczownik i czasownik się nie odmieniają, nie ma przypadków są dla mnie po prostu prymitywne. Niestety - nie wiem jak to się stało - do takich należy język angielski co wskazuje na to, że jestem w mniejszości. Powiedziałbym jak zwykle jestem w mniejszości :).

Hellscream

Hellscream

25.01.2009
Post ID: 40136

E tam, nie przejmuj się. Mniejszości zawsze rządzą ;) Nikt Ci nie broni uczyć się skomplikowanych języków. Ja po prostu uważam to za stratę czasu. Oczywista, wszystko zależy od tego, co dla kogo jest "skomplikowanym językiem".
Pozdrawiam

Tarnoob

Tarnoob

26.01.2009
Post ID: 40159

Zdaję sobie sprawę, że starano się ten język tworzyć tak, by był prosty, ale taki prymitywizm…

Bo ja wiem, czy taki prymitywizm… Poczytaj Sinjoro Tadeo, to zrozumiesz. :-) Na pocieszenie jeszcze dodam, że ma 9 imiesłowów (+ setki wariacji). Esperanto jest po prostu bogate w myśli i znaczenia, a nie reguły i wyjątki. I myślę, że to je czyni co najmniej równie wyrafinowanym co łacina. ;-)

Słowotwórstwo to tylko dodawanie przyrostków i przedrostków. Oprócz tego każdy rzeczownik kończy się na -o, przymiotnik na -a, a przysłówek na -e.

@Ptakuba: ze słowiańskich języków eo ma przede wszystkim autora, ale też fonetykę. Wszystko się czyta dokładnie tak, jak się pisze, a akcent pada zawsze na przedostatnią sylabę. Poza tym j się czyta jak j, a nie ż czy dż. Jest też literka ŭ (czytaj: ło), która mi jakoś dziwnie poczciwie brzmi. :-P

Invictus

Invictus

27.01.2009
Post ID: 40229

Nie napisałem dotychczas dwóch swoich skojarzeń z językiem esperanto.
Pierwsze to... tramwaj :). W Gdańsku jest przystanek Zamenhofa i jakoś to utkwiło mi w pamięci, chociaż - co dziwne - nigdy do tego przystanku nie dojechałem.
Drugie to wspomnienie z dzieciństwa. Gra logiczna pod tytułem Abelo. Dostałem ją dawno temu i już też dawno weń nie grałem. Celem gry jest zajęcie jak największej ilości komórek plastra miodu. Z nieznanych bliżej przyczyn zapamiętałem to, co napisano w instrukcji tej gry - abelo to w esperanto pszczoła.

Videletz

Videletz

15.02.2009
Post ID: 41090

Zabawne, moim pierwszym skojarzeniem z esperanto też jest wątek, że tak powiem, urbanistyczny.
W Radomiu, jadąc w stronę Kozienic natknąć można się na autentyczną ulicę Esperanto. A przynajmniej natknąć się można było jakieś 5-7 lat temu, bo to z tego okresu pochodzą moje wspomnienia. Nie wiem, jak w innych miastach.
Poza tym esperanto kiedyś kojarzyło mi się z drewnianymi klockami. Nie pytajcie, dlaczego. Jak się ma mniej niż 10 lat, to przychodzą różne rzeczy do główki. :D Przyznam, że z czystej ciekawości czytam też esperancką wikipedię.

Tarnoob

Tarnoob

16.02.2009
Post ID: 41104

I co, ile rozumiesz? :-)

Jeśli chodzi o skojarzenia „urbanistyczne”, to może je mieć bardzo wielu Polaków – w praktycznie każdym większym mieście jest ulica Zamenhofa.

Jeśli chodzi o naukę „z ciekawości”, polecam serwis lernu.net, szczególnie kurs „La zagreba metodo”. Bardzo wiele można się nauczyć w krótkim czasie, zwłaszcza, jeśli przeplata się to z programem „Kurso de Esperanto 3".

Videletz

Videletz

16.02.2009
Post ID: 41105

Tarnoob Jedwabislav

I co, ile rozumiesz? :-)

Coś tam rozumiem, szczególnie, jeśli jest to hasło identyczne nazwą z polskim. :)

Tarnoob Jedwabislav

(...) w praktycznie każdym większym mieście jest ulica Zamenhofa.

Zamenhofa tak, ale czy esperanto?

Invictus

Invictus

16.02.2009
Post ID: 41107

Videletz

Zamenhofa tak, ale czy esperanto?

No właśnie - ja długie lata nie wiedziałem co to za jeden był ten Zammenhof. I jestem pewien, że większość społeczeństwa nie ma o tym pojęcia.

Samete

Samete

10.01.2011
Post ID: 59947

Esperanto, mimo szczytnych założeń, nigdy nie miało szans stać się sztucznym językiem międzynarodowym, jednoczącym cały świat, z prostej przyczyny: czerpało wyłącznie z języków Europy, a sam Zamenhof nie stronił od arbitralnych rozwiązań typu "skoro dane słowo nie jest podobne w żadnym języku, wymyślę całkiem nowe". Współczesny stan wiedzy językoznawczej pozwala, niestety, na wysnucie wniosku, że utworzenie języka zrozumiałego dla wszystkich siedmiu miliardów mieszkańców Ziemi nie jest możliwe, bo poszczególne dialekty świata są zbyt różne, żeby można było wymyślić coś, co każdy mógłby (w wariancie utopijnym) pojąć w mig, lub (w wariancie bardziej realistycznym), czego każdy mógłby się nauczyć wkładając w to jednakowy wysiłek.

Obecnie tworzy się języki grupowo międzynarodowe, tzn. takie, które mają łączyć poszczególne rodziny językowe. Niestety, i tu są problemy, bo w prawie każdej rodzinie językowej są "dzieci" znacznie odstające od reszty pod wielorakimi względami, w rodzinie germańskiej jest to np. angielski, a w romańskiej - rumuński. Stąd też liczba potencjalnych użytkowników nowego języka maleje. I tak, po co rodzinie romańskiej interlingua, skoro jest już włoski, który też nie sprawia wielkiej trudności ani Francuzom, ani Hiszpanom? Po co rodzinie germańskiej sztuczny język, skoro jest niemiecki, którego powszechnie uczy się w krajach, w których dany sztuczny język mógłby wejść w użycie? Po co, wreszcie, wspólny język sztuczny Słowianom, skoro i tak się świetnie rozumiemy?

Podsumowując, lepiej uczyć się języków zanikających, dla ochrony dziedzictwa kulturowego. Przykłady mamy pod ręką: kaszubski, białoruski, dolnoniemiecki, waloński...

Grenadier

Kanclerz Grenadier

10.01.2011
Post ID: 59952

Uczmy się najpierw porządnie polskiego. Uszy więdną, słuchając mediów. Zresztą przykład mamy na naszej stronie głównej ;)

Wspólny język powstanie, ale za jakieś parę, peręnaście, parędziesiąt tysięcy lat, jeśli ludzkość odczuje taka potrzebę. Na razie nie odczuwa, bo mimo różnic dogaduje się bez problemu... Powstanie raczej drogą ewolucji, a nie narzuconego systemu.

MiB

MiB

10.01.2011
Post ID: 59953

Korekta jest zawsze mile widziana. Nasi newsmani to zlepek różnych ludzi, zazwyczaj bez choćby podstawowej wiedzy redaktorskiej.

Pozdrawiam

Trang Oul

Trang Oul

10.01.2011
Post ID: 59958

Samete

Podsumowując, lepiej uczyć się języków zanikających, dla ochrony dziedzictwa kulturowego. Przykłady mamy pod ręką: kaszubski, białoruski, dolnoniemiecki, waloński...

Właśnie przez takie sentymenty wynikają problemy z niezrozumieniem i brakiem wspólnego języka. Po co język, który rozumie ledwie garstka ludzi (może do szyfrowania...)? Parafrazując Rutherforda, byłoby to "zbieranie znaczków". Jak słusznie zauważył Samete, Europie wystarczyłby jeden język romański, jeden germański i jeden słowiański.

Grenadier

Wspólny język powstanie, ale za jakieś parę, peręnaście, parędziesiąt tysięcy lat, jeśli ludzkość odczuje taka potrzebę. Na razie nie odczuwa, bo mimo różnic dogaduje się bez problemu... Powstanie raczej drogą ewolucji, a nie narzuconego systemu.

Mamy już angielski, który jest absolutnie niezbędny, jeżeli chcemy gdzieś pojechać i nie uczyć się "jednorazowo" lokalnego języka. Możliwe jednak, że upadnie, podobnie jak łaciński, a następnie francuski.