Oberża pod Rozbrykanym Ogrem

Baśniowe Gawędy - "Leniwe pogawędki"

Aktualnie w Osadzie: Ognisko jest zgaszone.
Osada 'Pazur Behemota' > Baśniowe Gawędy > Leniwe pogawędki
Wędrowiec: zaloguj, wyszukiwarka
Denadareth

Denadareth

15.06.2004
Post ID: 12023

- Wspaniał Nami, nie wiem kogo znasz więc przedstawię Ci wszystkich - zaczął Denadareth - ta bardka to Sharwyn, druidka to Delein, zakapturzony mroczny elf to Lobo. Ten pół-elf to Iscandel czy też Isc-O-Ciekawej-Przeszłości. Ten uśmiechający się pod nosem elf to mag, Mistrz Islington...-
- Jam jest Mistrz Islington ! - wykrzyknął Mistrz Islington
- Ten zaś wojownik to Amran z Zapomnianych Królestw - Denadareth wciąż utrzymujący ludzką postać rozejrzał się... - to chyba wszyscy. Witamy Cię Nami. Czy powiesz nam coś o sobie ? -

Iscandel

Iscandel

15.06.2004
Post ID: 12024

- Nie wyobrażacie sobie jak cudownie jest latać...
- Isc uśmiechnął się pod nosem, oj cudowne uczucie z tym się z tobą zgadzam Denadareth.

Do karczmy nagle przeszła przeaz portal zakapturzona postać. Kiedy Denadareth przedstawiał wszystkich zebranych Isc podszedł do Ilnessa, zabrał pierwszy lepszy kufel jOjOwego i wręczył Nami.
-Czuj się u nas jak u siebie w domu - powiedział tylko tyle i zaczął dalej zabawiać rozmową Delein.

DruidKot

DruidKot

16.06.2004
Post ID: 12025

Drzwi ponownie otworzyły się z hukiem lecąc na ścianę. Były już mocno poobijane, więc tym razem wypadły z zawiasów. Wędrowiec westchnął i wstawił drzwi na ich pierwotne miejsce. Skarcił się w duchu, że to akurat on je zepsuł, po czym podszedł do Ilnessa.

- Herbatę Ice Di poproszę, jeśli można...

Ruszył w kierunku największego stolika. Był mocno przeludniony... Półelf westchnął i usiadł przy stoliku obok.

Lobo

Lobo

16.06.2004
Post ID: 12026

-Już się znamy... - rzekł Lobo kłaniając się nisko przed nowoprzybyłą - choć dawnośmy się nie widzieli - rozejrzał się wokół i sięgnął po kufel - Ech, ale nas się tu nagromadziło...jeszcze parę kolejek postawicie to wam pieniędzy braknie... hehe. W każdym bądź razie mi już proszę nie lać!

[color=olive:7532aa0bc1]Lobo...jak nie Word to proszę o cokolwiek co błędy wyłapuje. Albo... 8) Isca też proszę o pisanie w Wordzie. Albo... :P
Sulia[/color:7532aa0bc1]

Delein

Delein

16.06.2004
Post ID: 12027

Delein uważnie przyjrzała się nowoprzybyłej Nami.
-Witaj. Wiele o Tobie słyszałam z opowiadań Denadaretha- powiedziała, odrywając się na chwile od bardzo przyjemnej rozmowy z Isciem-a tak nawiasem- miałaś niezłe wejście.

Zauważyła postać, która przemknęła się obok ich stolika. Lekko ją to zdziwiło, biorąc pod uwagę fakt, że chwilę przedtem wstawiła ona wyrwane przez siebie z zawiasów drzwi z powrotem na swoje miejsce.

Elfka wróciła do rozmowy z Iscandelem...

Nami

Mistrzyni Zagadek Nami

16.06.2004
Post ID: 12028

- Witaj Delein.

Nami wyszczerzyła zęby w uśmiechu, co, po części, groźnie wyglądało....

- Den, co jej naopowiadałeś o mnie? 8)

Eon

Eon

16.06.2004
Post ID: 12029

*Przez rozklekotozbiodegradowane drzwi wszedł mnich..
Znał to miejsce, bywał już tutaj - uśmiechnął się do Ilness'a i skierował swe kroki q stolnicy Oberżysty..
Po drodze zauważył pękaty stolik, przy którym to siedziało zacne grono:
kilku elfów, ludzi, morfujący smok (miał przyjemność już poznać poza lokalem tymże), który zasłaniał resztę..*
(..goblinów..? chochliqw..? pijanych ogrów..? - jakkolwiek - nie widać było wszystkich..chehie..)
- Nalejta waćpan miodu pysznego; mmm..!..miętą pachnący.., do tego jarzyny jakoweś i mleka koziego..
*rymnął niechcący..
..ino w humorze dobrym był.. ..od zawsze..chehie.. ..i oparłszy się o blat, spoglądnął teraz baczniej, co to się w wystroju..chehie..oberży zmieniło..
Czekając na zamówienie wesoło do samotnego Druid'a skinął, lecz uwagę przykłuł ku biesiadnikom przy stoliku 17; czyli tym z obłamanym, kutym numerem z mosiądzu..*

Sharra

Sharra

17.06.2004
Post ID: 12030

Sharwyn, nieco zaspana, zerwała się nagle.
- Co się stało? - zapytała Delein.
- Nie... nic. Ja tylko pomyślałam sobie, że może zechcecie usłyszeć bardziej szczegółową historię mojego życia.
- Opowiedz ją nam - powiedział Iscandel.
Bardka wyciągnęła ręce przed siebie i wyszeptała słowa nieznanego nikomu zaklęcia. Oberża "Pod Rozbrykanym Ogrem" nagle zniknęła. Grupa pojawiła się w pięknym mieście pełnym ludzi, elfów oraz mieszanek tych ras.

Sharwyn wskazała kobietę stojącą niedaleko potężnego zamku w centrum grodu.
- To moja matka, a to miasto nazywa się Neverwinter - po chwili dostrzegła zdumienie na twarzy wszystkich, łącznie z przyzwyczajonym do magii smokiem Denadarethem. - To tylko iluzja, nie obawiajcie się.
- Tak jak wam opowiadałam, nie znałam mojego ojca, więc nie jestem w stanie wam go pokazać. Ale wróćmy do opowieści. Moja matka czeka na starego Lorda Matheeva Fadringthona, aby dokładniej omówić sprawy moich zaręczyn. W tej chwili zabawiam ludzi w Księżycowej Masce, więc nie powinnam nic wiedzieć o tym spotkaniu. I nie wiedziałabym, gdybym w tej chwili nie wyjrzała przez okno - bardka wskazała dziewczynę wyglądającą przez okno olbrzymiego budynku.
- Nic się nie zmieniłaś... - powiedział Lobo.
- Jako, że mój znajomy łotrzyk nauczył mnie kilku szpiegowskich sztuczek, odczytałam słowa mojej matki z warg. Postanowiłam, że będę udawać, że wszystko jest tak jak powinno.
Sceneria zmienia się, tym razem grupa pojawiła się w obszernym pomieszczeniu.
- To jest główny hall posiadłości Fadringthonów. Tu miał się odbyć mój ślub. Tak jak zapewne pamiętacie, nie odbył się i nigdy nie odbędzie.
Sharwyn machnęła ręką, znowu pojawiło się Neverwinter, pogrążone w mrokach nocy.
- Ta zakapturzona postać - bardka wskazała dłonią niewielką przygarbioną istotę - to ja, poddana efektom magicznej iluzji. Za chwilę opuszczę Neverwinter, aby nigdy do niego nie wrócić. Teraz wiem, że dobrze wtedy zrobiłam, chociaż mam nadzieję jeszcze je odwiedzić. Widzicie, bramy się otwierają, mój ukochany życzy mi powodzenia i wychodzę. Uciekam z płaczem w kierunku północnego traktu.
Bardka macha ręką.
- Teraz musicie biec dosyć szybko, jeśli chcecie zobaczyć wszystko. To jest Las Czarnydrzew, miejsce nawiedzone i opuszczone. Legenda głosi, że gdzieś w nim jest ukryta wioska wiecznej nocy, która czeka na swojego bohatera. Chciałam przebiec przez ten gaj jak najszybciej, słyszałam o wielu "tajemniczych zaginięciach" w tej okolicy. Do tej pory zastanawiam się, jak mi się to udało. Dobiegłam do miejscowości Port Llast, i myślałam, że znajdę tam kres mojej wędrówki.

Nagle, Sharwyn mdleje.

Denadareth

Denadareth

17.06.2004
Post ID: 12031

Danadareth ocknął się z głebokiego zamyślenia.

- Witajcie Eonie i Druidzie. Miło was widzieć wśród nas. - zwrócił się do Nami - Ależ milady, o tobie można mówić tylko w samych superlatywach. Tego co dla mnie zrobiłaś, nie zapomnę i jestem ci winien posłuszeństwo.
Coraz więcej nas tu jest. Islingtonie, Amranie czy możecie dosunąć nowy stolik? Dziękuję. Trzeba by nieco wszystko uporządkować. Dziękujemy ci Sharwyn za bardziej szczegółową wersję i to z efektami specjalnymi. Ja w szczegóły wdawać się nie będę, wybaczcie dalej zbyt mnie to boli. Niech opowie coś o sobie Nami, Eon, Druid, Islington czy Amran. I wspaniały Oberżysto jeszcze kolejkę dla wszystkich!

Tarband

Admirał Tarband

17.06.2004
Post ID: 12032

Do oberży zajrzał nieśmiało Tarband. Nieczęsto można go tu spotkać. Zwabiony ciekawością i informacjami, że pięknych dam na metr kwadratowy jest tu bardzo wiele. Przycupnął przy kominku i począł przyglądać się cudnym ...

Zastanowiło go tylko czemu nikt nie pomaga omdlałej Sharwyn.

Tak być nie może by damę w potrzebie samą sobie zostawić....

- Pani wszystko w porządku czy mogę jakoś pomóc?? - skłonił się nisko - Tarband do usług.

Denadareth

Denadareth

18.06.2004
Post ID: 12033

Ledwie Tarband zdążył przytrzymać Sharwyn i zapytać ją czy coś jej jest już był przy nich Denadareth. Spojrzał z wdzięcznością na Tarbanda i wziął odrobinę wody by ocucić elfkę. Tarband również w tym pomagał.
Po krótkiej chwili elfka otworzyła oczy...

DruidKot

DruidKot

18.06.2004
Post ID: 12034

Druid podszedł do Sharwyn, Tarbanda i Denadaretha. Elfka powoli otwierała oczy.

- Wszystko w porządku? Dobrze się czujesz? - zapytał Tarband.
- Tak... Chwilowo zasłabłam... Może później wrócimy do mojej historii... Wracajmy do stołu.

Po chwili wszyscy siedzieli przy jednym stole.
- Eee... Mogę się dosiąść, prawda?... - Kot uśmiechnął się nieśmiało.

Islington

Mistrz Islington

18.06.2004
Post ID: 12035

Islington nagle wyrwał się z zamyślenia, gdy Sharwyn ocknęła się a smok ucieszył tak głośno, że elf aż podskoczył
- Widzę, Denadarethie, że te przemiany w humanoida dobrze ci służą, stajesz się pomocny. A to u smoków rzadkość, przynajmniej w moich chłodnych krajach.
Witam Nami, Eona i druidakota oraz oczywiście Tarbanda - uśmiechnął się szeroko jak toz awsze miał w zwyczaju.
- Nawiąże do twojego wywodu na temat miłości wśród smoków.
Otóż w moim kraju na dalekiej północy była para smoków. Smoków zamieszkujących lodowe jaskinie, jednak mających gorące serca.
Czy to była miłość? Czy zwykła potrzeba przebywania w stadzie? Niestety nie wiem. Dlatego Denadarethie powiem ci, że nie wierzę w brak tego uczucia u smoków. U elfów to co innego - zaśmiał się Islington
- Tyle jeśli chodzi o moje filozoficzne wywody. Zapomniałem się trochę. Wybaczcie jeśli was znudziłem, jednak chciałem pokrzepić rozmową miedzianego smoka, bo zapomniał się już tak, że pije nawet z mojego kufelka - rzekł i uśmiechnął się szeroko do smoka, który go odwzajemnił
- To co, za nowoprzybyłych do akrczmy, staroprzybyłych i wogóle wszystkich, którzy mają końcówkę przybyli :-) - rzekł Islington pijąc zdrowie wszystkich sokiem jabłkowym z kufelka Denadaretha

Ghost

Ghost

18.06.2004
Post ID: 12036

Drzwi od oberży otworzyły się. Do środka wszedł mężczyzna w karmazynowej szacie, z fikuśną czapką na głowie. Przybysz dziarskim krokiem ruszył w stronę oberżysty, ale potknął się o próg i uderzył głową o drewniany parkiet.
- Arrgh. - wysapał, podnosząc się z ziemi. Fikuśny kapelusz spadł mu z głowy, odsłaniając wyraźnie zmęczoną twarz. Mężczyzna miał krótkie, rude włosy. Były strasznie potargane, i wyraźnie zaniedbane. Nieco haczykowaty nos i świdrujące spojrzenie dosyć zabawnie wyglądały na jego dosyć ładnej twarzy. Długi podbródek porośnięty był krótką, kozią bródką. Mężczyzna podniósł kapelusz, włożył go na głowę, wstał z ziemi, i podszedł do oberżysty.
- O, witamy Ghost. - odezwał się Ilness.
- Witam... Ech, powinniście wywalić ten próg. Któregoś dnia zabiję się o to. - powiedział Ghost.
- Odbierasz nam rozrywkę, stary. - zachichotał Kot.
- Widzę, że humoru ci nie brakuje. Mnie nie brakowało, dopóki nie potknąłem się o ten przeklęty próg. No, ale cóż. Ilnessie, kolejka dla wszystkich. - westchnął Ghost. Denaderath popatrzył na niego.
- Wyglądasz mi na maga. Czemu nie zaczniesz lewitować, żeby uniknąć tego progu? - rzekł w końcu.
- Arrgh. - Ghost uderzył się w czoło.
- Widzisz... Nasz przyjaciel NIE JEST magiem. - powiedział Kot. - Włożyli mu pergamin z Zakazanym Zaklęciem, kiedy uczył się czarów poprzez sekwencer. Zaklęcie wymazało z pamięci Ghosta wszystko co umiał, zostawiając tylko siebie, za co wyleciał z Czaroksięskiego Uniewersytetu.
- Rozumiem... Więc dlaczego ubiera się jak mag? - zapytał Denaderath.
- Bo znam jedno zaklęcie, uczęszczałem na Czarnoksięski Uniwerek i zjawia się po mnie sam Pan Śmierć kiedy przychodzi mi umrzeć. Czyli praktycznie jestem magiem. Może nie w stu procentach udanym, ale nie można powiedzieć, że nie jestem. - odpowiedział Ghost.
- Właśnie dlatego ma też bardzo zabawny przydomek. Mówi się na niego per "Nieudany". - rzekł Kot.
- Przychodzi po ciebie Pan Śmierć? - Sharwyn uniosła brwi.
- Taaaa... Przychodził po mnie pięćdziesiąt razy. Za każdym razem miałem cholerne szczęście i uchodziłem cało. Śmierć musi mnie nienawidzić, hehe. - odrzekł Nieudany. - Aaaale, Ilnessie, gdzie to piwo?

Islington

Mistrz Islington

19.06.2004
Post ID: 12037

- Hehe - zaśmiał się Islington - Widzę, że regularnie podlewasz swoje drzewko szczęścia - Islington zaśmiał się raz jeszcze, zastanwiając się, czy historia z zaklęciem nie jest naciągana. Wiedział bowiem, że magowie są przeczuleni na punkcie swojego bezpieczeństwa. Ten najwyraźniej nie był.
- Pięćdziesiąt razy? - spytał Islington - to zadziwiające doprawdy.
- odparł Islington usmiechając się do Druidkota, gdy zauważył, że ten dosiadł się do stolika
- A, że tak spytam, gdy jeszcze umiałeś rzucać zaklęcia. Jakie było twoje ulubione? - spytał Islington - Może "szczęście" - Ilsington zarechotał ponownie.
- Słyszałem o tobie niezdarny nieuchwytny czy jak ci tam jest - dodał po chwili - słyszałem, o kolesiu w karmazynowej szacie ze śmieszną czapką, który ciągle się o coś przewraca. Zaiste, nie wiem jak udało ci się cało dojść do stolika - Ilsington ponownie zarechotał - wybaczcie moi państwo moje poczucie humoru. Taki jestem i taki będe.
Islington spojrzał na Denadaretha i zauważył, że ten wygląda na zdenerwowanego. Zastanawiał się co spowodowało taki stan.
Po chwili zamówił jeszcze piwo

Ghost

Ghost

19.06.2004
Post ID: 12038

- Za wielu zaklęć, drogi Islingtonie, nie znałem... Wywalili mnie po pierwszym roku. Teraz ten cały czar blokuje mi dostęp do innych. Po prostu uczę się ich, a po godzinie zapominam. - westchnął Ghost. - A co do tylu moich spotkań z Panem Śmiercią, to podejrzewam, że Zaklęcie mnie chroni. Wadą tej teorii jest to, że kiedy uwierzę, że jestem nietykalny, zaraz ktoś odetnie mi głowę. Na zawsze.
- Ghost, a czym jeszcze oprócz unikania Śmierci się jeszcze zajmujesz? - zarechotał Islington.
- Pożyczam. Książki. Na określony czas. Najczęściej na tydzień. Tak. Jestem bibliotekarzem. - odpowiedział mag Islingtonowi. - Chyba taka safanduła jak ja może się dosiąść?
Przysiadł się do stolika, poprawiając miecz przytroczony do pasa.
- A ten miecz na co? - spytał Denaderath ze zdziwieniem.
- Do obrony. Ewentualnie po to, żeby ktoś się wystraszył i uciekał krzycząc "Ten mag ma broń!". Skutkuje zazwyczaj raz. Niestety. - powiedział Nieudany.
- I po co ubierasz się jak mag? Kompleksy? - zarechotał Islington.
- Nie. - odpowiedział krótko Ghost. - Żeby koledzy mogli mnie wykorzystywać do odstraszania wrogów. Mówiąc "Mamy maga, i nie zawachamy się go użyć". To też skutkuje tylko raz.
Miecz maga nie był żadnym arcydziełem. Należało jednak zwrócić uwagę, że został wykonany z umagicznionej platyny, która była w miarę lekka. Miecz był wykonany prosto - krótkie, aczkolwiek bardzo ostre ostrze, wygodna rękojęść, płaska niczym moneta głowica oraz łukowaty jelec. Żadnych skórzanych pokryć, nie był nawet włożony do pochwy. Zwyczajnie zwisał z pasa maga oślepiając innych.

Islington

Mistrz Islington

28.06.2004
Post ID: 12039

-Huh- odezwał się Islington - to żeś pewnie kopę książek w życiu przeczytał co? - spytał ghosta klepiąc rpzyjacielsko po ramieniu?
- ja nigdy nie lubiłem książek. To znaczy takich książek o rycerzach księżniczkach i innych tego typu pierdołach. Bo dobrze wiem, że to jeden wielki kit. - westchnął Islington - tak naprawdę ten świat to jeden wielki bajzel, oczywiście nie Jaskinia, bo to najbardziej uporządkowane miejsce na tym świecie - powiedział Islington tak głośno, by być pewnym , że zgromadzeni przy stole pretorianie to usłyszeli.

Iscandel

Iscandel

28.06.2004
Post ID: 12040

...tak naprawdę ten świat to jeden wielki bajzel, oczywiście nie Jaskinia...
Isc popatrzył na rozbite kufle i połamny stół i zapracowanego Ilnessa.
- Ilnessie!- krzyknął- Przydalby ci się golem sprzątający.
- Den chodź no tu.. pomożesz mi- obaj wyszli na zewnątrz, a w oberży słychać było tylko odgłosy spadających kamieni zakończone błyskiem.
Obaj wrócili z półmetrowym golemem
- Może jest mały ale za to będzie bardziej zwinny, potraktuj to jako taki mały prezent dla naszego ulubionego oberżysty.

Denadareth

Denadareth

28.06.2004
Post ID: 12041

- Moi drodzy - zaczął Denadareth zmieniając się w formę smoczą - zbliża się mój shal' mora i muszę odejść na pewien czas. Żegnam Was. - smok skłonił się, wywinął ogonem i wypełzł z karczmy.

Ghost

Ghost

28.06.2004
Post ID: 12042

- Eee... Shal'mora? - zapytał Ghost - Nie wiem co to jest, ale dziwnie kojarzy mi się to z odcinaniem głów o wschodzie słońca, mazaniu się krwią i tańcu na golasa po rozżażonych węglach.
Podszedł do Ilnessa i zamówił udziec barani w sosie miętowym.