Starożytna Biblioteka

Osada 'Pazur Behemota' » Starożytna Biblioteka » Osada » Konwenty i zloty JB » Konwent 2007 - relacje

Biblioteka

Bibliotekarskie mechanizmy

Konwent 2007 - relacje

Witam!

Było miło, ale się skończyło... niestety :( Choć z drugiej strony - jeszcze kilka takich dni, a bym zaczął mieć Was serdecznie dość :P
Dziękuję wszystkim za przybycie i świetną zabawę - mam nadzieję, że w przyszłym roku spotkamy się w co najmniej tak samo licznym składzie :)
I tak na koniec ogłoszenie:

Pozdrawiam


MiB


Ano miło i krótko, niestety...

Szczególnie cieszę się, że poznałem osobiście kilka nowych osób i mogłem chociaż przez chwilę zamienić z nimi parę zdań. Za szczególnie udany uważam pomysł wystawy prac plastycznych. To trzeba kontynuować (nadal) bo to szansa na kolejny znak rozpoznawczy konwentu (Darki - szacunek).

PS. Gratulacje dla KOK - dobra robota.
PS1. Ta poranna burza w poniedziałek to nie była wasza sprawka? ;)
PS2 . Na liście konwentowiczów proszę dopisać Pana Zachariasza ;)


Grenadier


Kurcze... było świetnie!
To był mój pierwszy konwent i muszę powiedzieć, że nie mogę doczekać się następnego (przed-konwencia też).

To głównie wasza zasługa gdyż ani na chwile nie czułem się jak ktoś nowy.

Dzięki!!!


Dagon


Było naprawdę świetnie. Chyba wszyscy zgodnie stwierdzili, że to był najlepszy konwent ;]
No i już tęskno. Następny dopiero za rok, a szkoda.


Tarnum


To również był mój pierwszy konwent Heroesowy. Przyznaję, że cieszę się, że trafiłem do Byczyny. Poznałem masę wspaniałych ludzi, co według mnie było najważniejsze podczas całego konwentu. Turniej był ciekawy i poznałem kilka nieznanych mi jeszcze taktyk walki, a niedzielna sztuka była pełna humoru.

Już za Wami tęsknię misiaczki i mam nadzieję, że jakoś niedługo się zobaczymy :).


Zagubiony


Najlepszy z konwentów. Masa wspaniałych ludzi, turniej na wysokim poziomie, niezapomniany finał w Spichlerzu, nocne przesiadywanie przy mafii, emocjonujący mecz... Ale to wszystko i tak troszkę blednie przy narodzinach dwóch legend: SG oraz Pana Zachariasza :P

Było świetnie! Do zobaczenia :)

PS. Sztuka genialna.


Sulia


Nie wiem jaki był 3 konwent, ale z tych co byłem to 4 najlepszy może dlatego że byłem pierwszy raz na przed konwenciu:)

Pojawili sie nowi Jaskiniowcy którzy zrobili na mnie dobre wrażenie i pokazali sie z jak najlepszej strony.

Jedynie to tak średnio wypaliło ognisko, bo aura nie sprzyjała i zaczęło padać.

Teraz czas przyszedł na refleksje i podsumowania konwentu, i co najgorsze powrotu powrót do normalności - praca i obrona pracy we wrześniu:(


Raj


Ludzie byliście świetni - dzięki za super przyjęcie - bije się w pierś że wcześniej nie wybrałem się na żaden z konwentów ale teraz za to postaram się to nadrobić jak tylko będzie jakaś okazja :P. Wogóle duże dzięki i respect dla organizatorów za cierpliwość i poświęcony czas - na pewno niemała to była praca... Szkoda że nie było mi dane zobaczyć ostatniego starcia w finale :P BTW Raj moje graty dla Ciebie a co do ogniska to wg mnie było bardzo udane - cała frajda w tym deszczu i męczenie się z tymi mokrymi patykami :P Kiełbacha, która wpadła mi do popiołu tez była niczego sobie :P


Mosqit


Hardrigardzie to było bardzo, bardzo, bardzo udany Konwent !!!!!!! Nauczyłeś mnie grać w mafię, jesteś świetnym prowadzącym. Ale i tak najlepszym wg mnie prowadzącym okazał się MiB. Po słowach „miasto idzie spać” jeden mafiozo (czyli Wojrad) usnął naprawdę. Zresztą jak tu się nie słuchać takiego Diabła. Budzenie było na tyle dyskretne, że inni mieszkańcy chyba się nie dowiedzieli. Potem musiałem zdrowo kręcić dlaczego mafia tak długo się zastanawiała kogo wybrać. Super gra, dużo śmiechu.
Co do Heroes III to jest moja ulubiona gra i kiedyś prawie wszystko znałem na pamięć. Na konwencie zobaczyłem mapkę, w nocy wymyśliłem strategię i w eliminacjach się sprawdzała bardzo dobrze, szybko aby oczy nie bolały. Ktoś mnie pytał dlaczego zmieniłem taktykę i w finale eksperymentowałem, bo Heroes to piękna gra a dla takiej wspaniałej publiczności to warto coś zaprezentować ekstra trochę mi to wyszło a trochę nie ale zabawa była. Pomyślę o jakiś fajerwerkach na przyszły rok jeśli chcecie a ja będę miał troszeczkę czasu. Jeszcze raz gratulacje dla Raja.
Ps. Z Jaskinią Behemota jestem związany od 12.06.2001 znalazłem pierwsze zgłoszenie turniejowe do JOJO (przechowuję je na dysku na pamiątkę), dzięki którym awansowałem do II Mistrzostw Polski z turnieju off-line, awansowali jeszcze Mr.Pool, WWalker i ktoś czwarty ale już zapomniałem, może ktoś wie?
Ps. Zaraz mam wyjazd rodzinny, to już mnie nie ma.


Wojrad


Czas na mnie. ;)
Na początek czego żałuje, żałuje tylko jednego, że musiałam jechać w niedziele rankiem i ominęła mnie niedziela. Mam nadzieje, że wkrótce sztukę obejrzę na płytce.
Ludzie było świetnie, po prostu świetnie. Pełny szacunek dla nowych, jesteście naprawdę fajni i naprawdę do nas pasujecie. Tak trzymać! ;)
Do zobaczenia za rok! ;D


Infero


Co tu gadać, było niezwykle wprost przaśnie. Liczyliśmy z Morgrafem wracając i wyszło nam, że przybyło 15 nowych osób (znaczy takowych, które drzewiej na Konwent nie zawitały) W zeszłym roku wypisywałem wszelkie konwentowe rarytaśne eventy, ale perspektywa spędzenie 2 godzin przy kompie i wypisywania ich kapkę mnie przeraża. Pozostaje liczyć, że po kolei wszystkie zostaną tu wspomniane. Ze swojej strony, jako członka KOK mogę powiedzieć ze bardzo przyjemnie się wami zarządzało :] Mam nadzieję że wszyscy bawili się dobrze i że nikt nic ważnego nie zostawił. U mnie są kosmetyczka Artura, koszulka Hardrigara i kubek Ziela, ale coś tam jeszcze bezpańskiego zabraliśmy. Fajnie byłoby opisać cały nasz pobyt dzień po dniu, łącznie z przedkonwenciem, ale obawiam się że gdyby robiła to jedna osoba to sporo by umknęło. Dlatego jak ktoś pamięta kiedy pojawiło się coś zabawnego niech pisze, ustawimy to jakoś chronologicznie i wrzucimy na stronkę konwentową. Na przykład SG pojawiła się w poniedziałek, ale wnikliwa analiza zdjęć z poprzednich konwentów wykazała, że działała już prężnie i na 1 Konwencie.

Poza tym, Pan Zachariasz i sztuka, mafijne noce, przaśność ogólna i szczególna, wystawa prac, która mnie powaliła swoim poziomem, turniej zagadek w grupach :], cóż, mecz, ale okraszony wyrafinowanym dopingiem. I tak jeszcze długo by można, ale ogólnie - dziękujemy Wam, byliście wspaniali!


Vandergahast


Z góry przepraszam, będzie długo i nudno :P.

Pierwsze co mi przychodzi na myśl to podziękowania za uznanie. Do tej pory zastanawiałam się: "po cholerę wypruwam sobie flaki, żeby robić gadżety, na dodatek gryząc wszystkich po kolei, którzy mieli jakiekolwiek sugestie :P". Sprawa wystawy też mnie doprowadzała do białej gorączki, bo żeby zdobyć prace od większości autorek trzeba było co najmniej dwa tygodnie chodzić za każdą i nakłaniać (prac miało być jeszcze więcej, parę osób odmówiło udziału mimo usilnych próśb). Dopiero na konwencie poczułam się naprawdę szczęśliwa, że jednak praca dzień i noc przez parę tygodni została doceniona. Nie spodziewałam się tylu gratulacji. Bałam się, że będzie inaczej. Naprawdę wzruszyło mnie to do łez :). Chcecie czy nie - możecie w tej kwestii liczyć na mnie na następnych konwentach :P.

Z innej beczki: może niektórych to zdziwi, ale mi niesamowicie podobało się spotkanie w sprawie Jaskini po ognisku. Poczułam wtedy, że jestem częścią czegoś wielkiego i ważnego. Że mam w tym swój głos i udział. Byłam pod wrażeniem atmosfery, jaka panowała wtedy w świetlicy. Kto nie był, niech żałuje, bo było o czym posłuchać. Podziękowania dla MiBa oraz jego dwóch pomocników :).

Z eventów, które jeszcze przychodzą mi do głowy warto wspomnieć właśnie owo ognisko. Mi się szczególnie udzieliło, bo przez część drogi musiałam wlec na plecach z Byczyny do Polanowic prawie 6 kilo kiełbasy :P. Potem życzliwie wyręczył mnie Hubertus. O, a teraz bić pokłony, bo gdyby nie heroizm grupki zapaleńców to mielibyście figę, nie kiełbachę :P. Wymienię ich, a co :P, przynajmniej będziecie wiedzieć, komu dać napiwek za transport ;): KoK 4, Wojrad, Tenar, Hubi oraz moja jakże skromna osoba. Poza tym fajnie było sobie posiedzieć, pogadać i powypijać piwo wszystkim w promieniu 5 metrów ode mnie :P. Ach no i jeszcze deszcz przed rozpoczęciem spotkania dał wolne pole dla nowych idei. Mam na myśli oryginalne okrycie głowy Sandra uwiecznione na zdjęciach przez Grena. Ogólnie było fajnie, dużo zdjęć, mnóstwo śmiechu. Popularnością cieszył się cudzy karwasz, który cudownie znalazł się na mojej ręce. Zostało z tego parę zdjęć, jak próbuję kogoś zabić, bądź udusić :P. Oczywiście KOK 4 swoim zbiorowym opierniczem musiał zepsuć atmosferę :P. Nie no, żartuję, czasami przydaje się kropnąć w łeb konwentowiczów, coby grzeczni byli.

_

Na początku był chaos...

Potem ciemność...

Następnie światło w tunelu...

Po czym obudziło się miasto :P.

Oczywiście grałam w mafię, ale zdarzyło mi się to 2 albo 4 razy, nie jestem do końca pewna. Ale wiem, że jeden jedyny raz byłam w mafii i mnie nie wyskubali, dzięki czemu ciemna strona mocy wygrała :). Większość czasu spędziłam jako obserwator i jak dla mnie miałam w tym lepszą zabawę, niż gracz. Obserwowanie trzech różnych sposobów prowadzenia mafii było fajne. Jako graczowi szło mi kiepsko niestety, chociaż ani razu mnie nie zabito :P. No nieważne, w każdym bądź razie pomysł zabawy w mafię bardzo zacny i snadny jest :).

_

Codzienne wyprawy do Byczyny strasznie mnie denerwowały, ale miały też swoje dobre strony. Bliżej poznałam wtedy Wojrada, wartościowego człowieka, który na konwencie był po raz pierwszy. Dzięki jego zaangażowaniu wiele rzeczy trudnych do zrealizowania wykonaliśmy szybko i sprawnie. WoGle z nowych wielkie gratulacje dla Hardrigara, Dagona, Zagubionego, Migileta i paru innych (nie sposób mi wymienić, a nie chciałabym nikogo pominąć). Jesteście świetni, oby więcej takich osób, jak Wy w Jaskini. Heroesmaniakom gratuluję udziału w turnieju, dzięki wam zyskał on w tym roku bardzo wysoki poziom.

A propos turnieju:
Pamiętam, jak w zeszłych latach ledwo można było uzbierać pełen skład zawodników, a teraz było ich aż nad stan :). To był pierwszy turniej, który trwał dwa dni :D. Na dodatek wprost rozgramiający poziom zapewnił wiele atrakcji, świetną zabawę i niezwykłe emocje. Sam finał także był super, szkoda tylko, że wypadł tak późno. Mimo całego mojego szacunku dla Wojrada obawiam się jednak, że moja kasa na zakładach zostałaby podwojona dzięki zwycięstwu Raja, no ale cóż...następnym razem naprawdę się założę ;). Nagrody w tym roku były fajne, może więc zachęcą do startu w turnieju w następnym roku. Ostrzegam, ja też startuję :P (zacznijcie się śmiać. Tfu! Bać :P). Na tegorocznym natomiast wcieliłam się w rolę sierotki Marysi i z Wojradowego kapelusza, w którym paradowałam pół dnia losowałam pary do turniejów (dla niektórych szczęśliwe, innym mój wybór dał srodze w kość)

Wszystkiego nie sposób tu opisać. Szczególnie zjawisk odbywających się w Menedżment Rum :P. Łoooo było sporo zamieszania, ale stadko organizatorów dzielnie dawało sobie rady z problemami pokojów i ogólnego porządku. Wielkie brawa dla naszej najznakomitszej czwórcy z SG: Codiego, Isliego, Morga i Vana. Z doświadczeniem zdobytym w tym roku możemy się spodziewać, że następny konwent będzie jeszcze lepszy :P (chociaż ten ciężko będzie przebić). No i sama z siebie chciałabym podziękować oprócz tego paru bliskim mi osobom: Sulii, Infero, Denowi, Hubiemu, Acidowi, Tenar, Ingiemu, Crazy`emu, MiBowi i paru innym ludkom/nieludkom którzy dzielnie znosili moje fochy i fanaberie :P.

Ach no i sztuka! Była ci ona przednia, przaśnością swą nad inszymi górująca (chociaż ta z drugiego konwentu też zasługuje na nie mniejsze oklaski). Bardzo mi się podobało, poziom naszej trupy aktorskiej z roku na rok staje się coraz wyższy. rawo dla panów: Guiego, Faramira, Dena, Ingiego, Sandra, Gala oraz gości specjalnych: Pana Zachariasza oraz Hubiego. Odwaliliście kawał dobrej, niom niepotrzebnej roboty :P (nie no, żart, skończmy na "dobrej roboty"). Eniłej, jeśli będzie już sztuka skompresowana i zgrywana na płyty to poproszę sztukę sztuk jeden ewentualnie do tego sztuki sztuk dwie z poprzednich konwentów (na pierwszym nie nagrywano, prawda?). To samo zdjęć się tyczy.

No i dziękuję wszystkim, którzy podzielili się ze mną swoimi zasobami muzycznymi oraz jedzeniem :P. Przyznam szczerze: nasi Jaskiniowcy nie dadzą nikomu umrzeć z głodu, gdy kryzys sytuacji każe zaciskać pasa ;). Chociaż do dziś się zastanawiam, gdzie pewien gnom znalazł sklep, gdzie mówią: jeśli dla Darkeny, to wodę dajemy za darmo :P.

Ach no i wielkie dzięki dla trzech anonimowych osób, które głosowały na moje prace :). Prawdę mówiąc spodziewałam się głosów sztuk 0 ;). Za lenistwo się płaci, na przedkonwenciu nie miałam ani jednej pracy na wystawę.

Żeby nie skończyło się na samych podziękowaniach (za dobrze by wam było, a co!) słówko od sponsora tego posta, czyli Pana Zachariasza:

"Szur, szur" (szelest plastikowych dredów)

_
A zagadki były zagadkowe ;).
_
No i marzenia się spełniają :)
_
Ach, no i przedkonwencie było fajne, ale mało z niego pamiętam (nie, ja nie piłam :P)

Jak mi jeszcze coś wpadnie do głowy to zapiszę


Darkena


Szkoda że już po, ale było naprawdę ciekawie, lepiej niż się spodziewałem wyjeżdżając.
Byłem w Byczynie od czwartku do poniedziałku , a czułem się tak jakbym był tam tylko 2 dni, tak szybko i przyjemnie minął ten magiczny czas, w przyszłym roku, jak tylko okoliczności pozwolą, przybędę na cały tydzień.

Duże wrażenie zrobiły na mnie osoby nowe, Har, Dagon, Wojrad, Zagubiony, Mosqit którzy wspaniale wpisali się w konwentową atmosferę i weszli w naszą społeczność, cieszy fakt że wciąż znajdują się nowi tacy jak my. :)

Konwent dostarczył dużo emocji i wrażeń, mnóstwo śmiechu i radości. Zwłaszcza wystawienie sztuki, przygotowania, uczenie się roli, a potem sam występ, bardzo ciekawe doświadczenie i dające sporo satysfakcji, cieszę się że moja i Pana Zachariasza obecność sprawiła Wam tyle frajdy. Dziękuje też Trupie Konwentowej że namówiła mnie do występu, bez waszej życzliwej zachęty pewno bym się nie odważył ;p

Z niezapomnianych zjawisk wymienić należy przede wszystkim sandrowego Pana Zachariasza oraz SG, a także atmosferę meczu i finał turnieju w Spichlerzu i wiele innych wspomnień których nie sposób wszystkich przywołać bo się jeszcze nie uładziły w mym umyśle.

Panowie z KOKu, gratulacje za dopilnowanie i przygotowanie wszystkiego na naprawdę wysokim poziomie, pewno przyszłe konwenty będą jeszcze lepsze i ciekawsze niż właśnie miniony, dzięki za organizację tak wspaniałego spotkania.


Hubertus


A propos Pana Zachariasza: krążyły słuchy, że zginął śmiercią haniebną, ale nie martwcie się, on żyje! Jednakowoż przeszedł operację plastyczną i stał się murzynem :P (zniszczony biały kubek został zastąpiony przez nowy, ładny, ale czarny do gorących napojów :P). Chyba Den go teraz ma ;).


Darkena


Ciężko opisać wszystkie pozytywne uczucia, które dopadły mnie po zakończeniu czwartego już konwentu (i, nota bene, czwartego, na którym byłem). Wydaje mi się, że śmiało mogę potwierdzić tezę, że był on najciekawszy ze wszystkich dotychczasowych, ale równocześnie muszę zaznaczyć, że porównania takie nie przychodzą mi łatwo, bowiem każdy konwent jest inny, oraz na każdym pojawiamy się rok starsi, a więc trochę inni.

Nie jestem w stanie opisać wszystkich wydarzeń i ciekawych haseł, które pojawiły się w Byczynie w tym roku, a techniczną niemożliwością jest dla mnie jakakolwiek chronologia zdarzeń - wszystkie 6 dni w ośrodku w Polanowicach zlewają się w jedną, wielką, wspaniałą i nieprzerwaną zabawę. Spróbuję jednak sporządzić krótką listę rzeczy, które wywarły na mnie największe wrażenie.


Zacznijmy może od rzeczy najbardziej dla mnie znaczącej - fenomenu ludzi, z którymi miałem przyjemność obcować przez cały czas trwania konwentu. Nie potrafię tego wytłumaczyć, nie potrafię tego opisać, nie potrafię tego przekazać w jakikolwiek inny sposób - trzeba było po prostu być z nami i odczuć tą prawdziwie ludzką więź, łączącą wszystkich Jaskiniowców. Przez te dni spędzone w Byczynie miałem bardzo wielu braci i wiele sióstr.
Także ludzie, którzy po raz pierwszy zetknęli się z nami w prawdziwym życiu stanęli na bardzo wysokim poziomie. Nie pozostaje mi nic innego, jak stwierdzić - Hardi, Wojrad, Zagubiony, Dagon, Mosqit i wszyscy inni - jesteście niesamowici!

Kolejną rzeczą, o której muszę napisać, jest nocne granie w mafię - przyciągające z dnia na dzień coraz większą rzeszę graczy. Grając w różne odmiany, od gry psychologicznej, przez logiczną, aż do prawdziwej sesji RPG (w zależności od prowadzącego), integrowaliśmy się i poznawaliśmy, a po to wszak pojawiliśmy się w Byczynie.

Czwarta już Sztuka (sHt00k4 przez duże "h", jak głosił plakat reklamowy) porównywalna jest, jak dla mnie, z tą z drugiego konwentu. Wspaniała gra aktorska naszej trupy teatralnej pokazuje, że z roku na rok stają się coraz lepsi. W tym miejscu muszę wspomnieć o debiutach Hubertusa oraz Pana Zachariasza na scenie, które wywołały dużo śmiesznych komentarzy.

Turniej zagadek fantasy mógłbym poprowadzić zdecydowanie lepiej, ale wydaje mi się, że nie było tak źle - ważne, że udało mi się Was zaciekawić. Za to mistrzostwa Heroes III, a w szczególności finał w Spichlerzu, były naprawdę super - klimat jeszcze lepszy niż rok temu.

Ostatnia rzecz, o jakiej chciałbym wspomnieć, nim przejdę do prywaty, jest mecz. Dużo było z nim nerwów, ani razu nie udało nam się przeprowadzić treningu w pełnym składzie - a mimo to poszło nam wcale nieźle. Wszak nie chodzi tylko o zwycięstwo, ale o miłą rozgrywkę i rozrywkę dla kibiców, którzy stanęli na naprawdę bardzo wysokim poziomie - miło było dla Was grać.


Chciałbym serdecznie podziękować wszystkim, którzy w Byczynie się pojawili i zapewnili mi tydzień niezapomnianej zabawy. Dziękuję KOKowi za zorganizowanie konwentu. W szczególności zaś dziękuję paru najbliższym mi osobom - Ae, Acidowi, MiBowi, Darki, Hubiemu i paru innym - za tydzień, który będę wspominał przez najbliższy rok, aż do następnego konwentu, który, jestem tego pewien, będzie jeszcze lepszy niż tegoroczny.

Cóż mogę jeszcze dodać?
V^ chlup!
Pan Zachariasz Forever!

A teraz miasto idzie spać.


Crazy


A mi się przypomniało jak czekaliśmy chyba na Hubiego i kogoś jeszcze na "peronie" w Byczynie i wtedy wpadliśmy na 2 dobre skojarzenia( czyt. hasła) z 2 miejscami

Zapewne wielu z was kilka razy wysiadało bądź wsiadało na stacji w Byczynie.. Dzięki temu, jeśli jeszcze nie wiecie to zaraz się dowiecie. "Dworzec" ten nosi nazwę BYCZYNA BC co po rozszyfrowaniu daje:

BYCZYNA "BEHEMOT CLAW" => Byczyna- pazur Behemota :D

a drugą taką rzeczą powstałą z rozszyfrowania słowa SPICHLERZ => Spij się i leż :D
***************************

Co do samego Konwentu.

Wtorek
9:30 -> spotykam Izę w autobusie 131 i dowiaduje się, że Ona także wyjeżdża na konwent
10:00 -> Spotykamy się z Enem pod zegarem na dworcu Wrocław Główny
10:30 -> Wsiadamy do pociągu i ruszamy na podbój świata
10:49 -> Niewielka kłótnia z konduktorem spowodowana nieuwzględnieniem mojej zniżki na kartę Euro24, co wywołało moje
jakże wielkie zdziwienie oraz musiałem poszukać swojej legitymacji. Na szczęście Zawsze ją mam:D
13:04 -> Wysiadamy na dworcu w Byczynie i zostajemy powitani przez Vandergahasta alternatywnie VAN w nawiasie, który
zapoznał nas z historią swojej koszulki, oraz jeśli dobrze pamiętam przez Islingtona.
13:24 -> Jesteśmy w ośrodku. Dostajemy przydział do pokoju nr 11 naprzeciw Menedzment rum( jest) nie opodal łazienki
15:00 -> Idziemy coś w szamać do Hetmańskiej. Pizza po 10 zł. Pamiętam się że zamówiłem 12 a dostałem 11. Później okazało się
że jednak zamówiłem 11 :D
18:00 -> Trening.... Taaaa. Pamiętam to jak by było wczoraj. Wtedy byłem świadkiem 2 meczy. Naszego z jakimiś gośćmi,
którzy tak mnie skopali, że przez następne dni było widać. A drugi mecz odbywał się w moim żołądku: Cebula vs sos
pomidorowy, i muszę przyznać, że zacięta walka w obydwu meczach.
20:00 -> Kąpiel( bez szczegółów)
21:00 -> Chyba gadałem z kimś....
22:00 -> CIEMNOŚĆ

Jak mi się przypomni środa to ją opisze:D


Hardrigarr


Czas i na moją opinię:

1. Już zapomniałem jak wspaniale się jedzie na spotkanie z tak wieką grupą ludzi, to jak niezapomniane wycieczki licealno - studenckie
2. Było mi baaaaardzo miło cały czas i w ogóle nie odczułem że to pierwszy konwent.
3. Dobry mecz i nie wiem co mówiliście o poprzednich że niby tak odbiegaliście umiejętnościami (no może formą), za rok wygramy!
4. Turniej - niezapomniane emocje - sam nawet grałem (co prawda od razu odpadłem po wspaniałej grze z Acidem - gorące pozdrowienia). Finał fenomenalny - piwo i naprawdę fajna jazda.
5. Dobre knajpy - dobra cena.
6. ..........cdn.
Muszę na razie spadać, zaktualizuję go po weekendzie Sulia


Greenman


Oto konwent widziany z mojej perspektywy. Próba uporządkowania wszystkiego chronologicznie. Brak emotów, więc pamiętajcie – pisane z przymrużeniem oka ;) Błędów interpunkcyjnych może być sporo, ale ja preferuję styl angielski („nie stawiaj przecinków, są zbędne”). Dodawanie, uzupełniania, poprawianie mile widziane. Zażalenia na priva :P

PS. Przepraszam za tak długi post :D

Przedkonwencie

W tym roku dojazd na konwent był niezwykle udany, a to ze względu na gromadę ludzi, którym udało się w końcu porozumieć co do czasu i pociągu. W Lublińcu grupę warszawsko-białostocko-częstochowską przywitały okolice Katowic i Krakowa. I tak wspólnie dnia 14.08 o godzinie …. pominę ten fragment, kochane PKP się spóźniło…. wysiedliśmy na stacji w Byczynie Kluczborskiej, gdzie oczekiwał nas przedstawiciel KOKu i paru innych poniedziałko-wtorkowych przybyszów. Pamiętam mnóstwo uścisków i okrzyków radości, czyli powitanie było jak najbardziej zwyczajne. W drodze do Polanowic zostaliśmy zaznajomieni z ogólną sytuacją konwentową: pokoje, odbieranie, obiady itd. Rozmowa w pewnym momencie urwała się, gdyż zauważono puste! pola. W promieniu kilometra zabrakło kukurydzy. Koniec legendarnych spacerów. Smutne myśli rozproszył za to widok ośrodka w Polanowicach i znajomych osób rozłożonych na trawie na boisku. Według starego/nowego zwyczaju to dojeżdżający – zmęczeni, dźwigający bagaże – podchodzą do tych leniuchujących na kocykach i witają się z nimi. Oczywiście czasem zdarzą się osoby, które przemierzą trawnik i rzucą się na szyję bez zbędnego czekania, ale nie zachęcajmy tutaj do łamania tradycji… Nowo przybyłym udało się rozlokować w pokojach, odwiedzić znajome miejsca (łazienka prawego skrzydła) i w ten oto sposób rozpoczęłam przedkonwencie. Zabrano mnie do Menedżment Rum serce mnie zabolało na widok napisu, że o bałaganie nie wspomnę i wręczono koszulkę oraz identyfikator. Czarna koszulka z logo Jaskini i moim nickiem – świetna sprawa. Darkuś jesteś genialna.

Wtorek to również mój pierwszy tego roku obiad/kolacja w Hetmańskiej. Zapomniałam jakie tam porcje dają. Przestroga dla wszystkich – pizzy dużej nie zamawia się w pojedynkę. Zresztą, płeć piękna tam niczego w pojedynkę zamawiać nie powinna… I w tym miejscu składam podziękowania losowi, że do ośrodka w Polanowicach mamy ze 4 km. Aha, piłkarzyki tego dnia były lekko oblegane. Pojawili się również inni Jaskiniowcy, więc uściski i te sprawy.

Wtorkowy wieczór uwieczniony jest na zdjęciach. Takie typowo zlotowe zajęcia. Wydaje mi się, że po długiej podróży dość szybko poszłam spać. Niech wypowiadają się ci, co nie spali. I pamiętam jeszcze krzyki Isliego. Wziął na siebie trudną rolę uciszania Jaskiniowców na korytarzu. Naprawdę niewdzięczna i ciężka robota. Ale popieraliśmy go całym sercem.

Szczegóły osobowe:
+grupa warszawsko-białostocko-częstochowska – Ae, Tarnum, ja, Crazy
+grupa okolic Katowic i Krakowa – MiB, Raj i Sonia, Roch i Jola, Dagon
+grupa na dworcu byczyńskim – Isli, Acid, Iza, Enio, Hardi, Sam, Ziel (zdjęcia…)
+grupa leniuchująca w Polanowicach – Darki, Cod, Van, Morg, Moa
+grupa w Hetmańskiej – Sandro i Kasia, Far, Rion
+osoba, która nie obudziła się na wcześniejszy pociąg i przyjechała późno – Ingi

Po prostu tłoczno.


Środa to był zaiste piękny dzień. Pogoda dopisała, więc niemalże wszyscy konwentowicze wyciągnęli koce i udali się na trawę. Prawie każdy z książką w ręku. Jak nie było książki, to był laptop. Słońce przygrzewało, wiaterek (bryza morska) wiał, ludzie przysypiali… sielski obrazek. I tak od godziny 10 do 15. I to właśnie owe kocyki zobaczyły narodziny SG. Ktoś wyżej wspominał, że SG powstała już w poniedziałek, ale, jeśli mnie pamięć nie myli, oficjalną nazwą mogłam rzucić ja, robiąc SG zdjęcia. Ze zdjęć jestem niesamowicie dumna. Oczywiście, jako przedstawicielka obozu przeciwnego żałuję, że SG istnieje, ale cóż… żyć trzeba dalej. Pogodziłam się ze stratą. Wybrano prezesa, honorowych członków, sympatyków. SG zaczęła działać. Nielicznym udało się oprzeć pokusie należenia do niej, a tym, którzy się przeciwstawili, serdecznie gratuluję. Tak trzymać!

W środę zjawił się sam Behemoth z nieodłącznym termosem (czy nawet dwoma). Były toasty. Były zgromadzenia. Było chodzenie z pokoju do pokoju. Nie ma to jak nocne wędrówki konwentowe – każdy pokój stoi otworem.

W tym miejscu wypada skupić się na narodzinach konwentowej lekkiej obsesji – mafii. Ukłony w stronę Hardrigara, który bez reszty poświęcił się tłumaczeniu pewnej, jeszcze małej, grupie osób na czym polega ta zła, zła grupowa gra (mafia). Zaczęliśmy kłamać na potęgę. Z początku ciężko nam to przychodziło z pewnymi wyjątkami, ale wydaje mi się, że po tygodniu osiągnęliśmy pewien zadowalający poziom. Jako prowadzący, Hardi, był genialny – kombinował jak mógł. Gra wywoływała mnóstwo emocji, raz lepszych, raz gorszych, ale nigdy się nie nudziła. Dzięki niej kilka powiedzeń weszło do codziennego użytku: „Głosuję na Ziela, dla zasady”, „Czy jesteś w mafii?”, „I tak uważam, że jesteś w mafii” etc. Najważniejsze, że podczas posiedzeń mafii było niesamowicie wesoło. W niedzielę gra zgromadziła już około 17 osób.

Szczegóły osobowe:
+Imperator - Behemoth

Dzień wolny od wędrówek na dworzec.


Czwartek. Obudziłam się wcześnie rano i to z własnej woli. Zgłosiłam chęć pomocy przy wieszaniu prac plastycznych w Ośrodku Kultury w Byczynie. Razem ze mną przed godziną 9.00 wyruszyli: Darki (organizatorki zabraknąć nie mogło), Codi, MiB, Hardi oraz Moandor. Po krótkiej lekcji pokazowej (jak wieszać dzieła, aby nie uszkodzić ich w żaden sposób) zabraliśmy się za rozmieszczanie prac. Zabawa przednia. Koncepcji zawieszania mnóstwo – tam symetria, a tam asymetria, w centrum tablicy duży obrazek, wokół niego te poziome, czy też pionowe… Udało się. Wystawa po trzech godzinach prezentowała się naprawdę wspaniale. Nikt z nas nie miał wątpliwości, że JB będzie zachwycona poziomem prac plastycznych.

Koło godziny … pomińmy, PKP… odebraliśmy Infero. Kolejna przedstawicielka płci pięknej, której do SG zwerbować nie można! Yeah! Oczekując na jej pociąg natknęliśmy się na kolejny znak konwentowy: Byczyna BC czyli Behemoth’s Claw (tłum. Pazur Behemota). Co w tym czasie działo się w Polanowicach? Nie mam pojęcia. Ale jak dotarłam na miejsce, ujrzałam kocyki. Dołączyłam do wypoczywających i czekałam na kolejnych dojeżdżających w celu zebrania gromady i udania się do Hetmańskiej na obiad.

Po południu, samochodem ze stolicy przybyli Greenman, Wojrad i Zagubiony. Nie muszę wspominać, że serce mnie zabolało po raz kolejny… Ale wracając do głównego wątku jakim jest konwent, dość późno wyruszyliśmy do Byczyny. Hetmańska czekała - stoły ustawione, nakrycia przygotowane, muzyka ściszona. Atmosfera przy obiedzie jak zwykle wspaniała. Green, Woj i Zagubiony bardzo szybko znaleźli wspólny język z wyjadaczami konwentowymi. Z ich relacji wnioskuję, że konwent podobał się im wybitnie. Myśl jedna się nasuwa - jeśli się wahasz i masz obawy przed swoim pierwszym konwentem, przyjeżdżaj!

Szczegóły osobowe:
+osoba anty-SG i moja odwieczna współlokatorka - Infero
+grupa samochodowo-nowa – Wojrad, Greenman, Zagubiony
+przyszły aktor-niespodzianka – Hubi
+i najpewniej znaczna część trupy aktorskiej – Gal, Jagoda, Den, Gui
+król ataku – Mollach

W ilości i jakości siła.


Konwent

W końcu mamy piątek. Początek oficjalnej części konwentu. Początek obowiązków, prohibicji, przestrzegania pewnych punktów programu. Komputery w szkole podstawowej zostały przygotowane. KOK spędza długie minuty pragnąc zadowolić wszystkich i przydzielić konwentowiczom ich wymarzone pokoje i wymarzonych współlokatorów. Isli, moje gratulacje, że udało Ci się to przetrwać i zachować zwyczajową pogodę ducha. Jeśli mnie pamięć nie myli, zjawia się kolejny samochód – Szary Wilk i Tarband. Dojeżdża Tenar. Przybywa Grenadier, który w tym roku testuje na nas swój nowy aparat. Piątek szybko mija na powitaniach. Na obiad w Hetmańskiej (10% zniżki w końcu dostaliśmy) łapie się Mosqit (kolejny zmotoryzowany). Grupa Jaskiniowców robi się coraz bardziej wyraźna. Zjawiają się Migilet i jego kolega.

Wieczór mija niektórym na przygotowywaniu ogniska, zaś innym na komentowaniu, że nic z tego nie będzie. Jestem w drugiej grupie. Przyglądam się, jak nadzieja wygrywa z deszczem. Dzięki wytrwałym mamy ognisko i kiełbaski. Gdzieś obok toczą się dyskusje dotyczące literatury fantasy. Prym wiodą Tenar, Zagubiony i Michał (Byczynianin). Naokoło mnóstwo fleszy. Przecież to nasze pierwsze tak duże zgromadzenie. Obecny musi być każdy, gdyż Isli ma do powiedzenia parę ciekawych rzeczy. Na szczęście, Isli to nie Tarband. Jest krótko. KOK chwali, chwali, dziękuje, dziękuje, prosi. Zdarzyło mu się skrytykować, ale całość i tak zostaje nagrodzona brawami. Można wziąć się za kiełbaski, chleb i ketchup. Sądząc po ilości zdjęć, sesje zdjęciowe tego wieczoru były wyjątkowo intensywne. Aha, sprzątać miał Tarb. Nie wiem, czy się do tego sprzątania w końcu zabrał. Chyba kursy tańca urządzał. Isli w międzyczasie próbuje udowodnić, że JB to nie tylko SG. Fotografuje płeć piękną. ekhm, ekhm, a funkcja w SG?

O 22.00 zebraliśmy się wszyscy w świetlicy. Miała być wielka tajemnica tak myślę…, jednak chyba każdy wiedział, że za parę minut ujrzymy nową stronę główną. Brawa jednak za brak przecieków dot. layoutu. Po parominutowym przemówieniu Diabła (dłuższe chyba nie było) pozwalają nam w końcu obejrzeć ową rewolucję, bo nie ewolucję. Co za reakcja! Aż przyjemnie było patrzeć na to poruszenie (patrz zdjęcia), na te wyciągnięte głowy (patrz zdjęcia), na te rozszerzone źrenice (patrz Rion na zdjęciach). Strona główna wywołała dyskusję. Rozmowa ciągnęła się troszkę, ale na pewno nie była nudna. Podsumowując, nowa strona spodobała się najpewniej każdemu z tam obecnych. Było coś o bucie autorstwa Tarnuma, ale może na ten mały szczegół spuśćmy zasłonę milczenia…

Przeglądając zdjęcia z tego spotkania zauważyłam również, iż to właśnie tej nocy powstał Pan Zachariasz. A ja zastanawiałam się, dlaczego Sandro chodzi wszędzie z jednorazowym kubeczkiem… A jaki był oburzony jak próbowano P.Z. urwać jeden z włosów/jedną z macek/czy co to, tam było.

I tak dla potomności – Faramir i Behu wymknęli się na Off Festival w Mysłowicach. Far wrócił trochę nieprzytomny następnego ranka. Imperatora już nie zobaczyliśmy. Aha, Iza powróciła po dniu nieobecności.

W nocy panowała mafia. Na prowadzących zgłaszają się MiB i Crazy. Hardi może odpocząć.

Szczegóły osobowe:
+grupa krajan – Migilet, jego kolega
+osoba kontuzjowana – Tenar
+osoba zarzekająca się, że jest anty-SG – Grenadier
+osoba żałująca, że to jej 1szy konwent – Mosqit
+grupa taneczna – Tarband, Szary Wilk
- Behemoth

Jesteśmy prawie wszyscy…


Sobota. Dzień drugi. Nie daruję Isliemu tej miednicy i tego budzenia o 8.30… Osoby biorące udział w turnieju zapisały się w piątek u MiBa i zostały poinformowane o wczesnej pobudce. Ale mnie i Inf na tej liście nie było. Okrutne. Ae się nawet nie zbudziła. Na szczęście wszyscy sobie poszli i można było dalej spać.

I tu przydałaby się relacja kogoś kompetentnego z turnieju HOMM 3 prowadzonego w szkole podstawowej, więc ode mnie tylko kilka faktów. Kapelusz Wojrada służył jako pojemnik na losy. Rolę sierotki grała Darki. W turnieju wzięło udział 26 osób (nie było trzeba nikogo przymuszać a i miejscowych było kilku). Pojedynki trwały baaardzo długo. Poziom turnieju stał na wysokim poziomie – wg prowadzących. Drzewko turniejowe pojawiło się na tablicy. Wojrad wylosował mojego ava i nim wygrał. Dzięki! Dojechał Levy z Rafałem i Arturem. O godzinie 11 udało się nam (ja i Inf) dotrzeć na turniej i poobserwować parę walk. Nie biorąc w nich udziału, udałyśmy się na herbatę dzięki Greniu, a później na salę gimnastyczną. Niestety, nie dane nam było pograć w siatkę. Salę zajmowały stoły do tenisa stołowego. Musiały nam wystarczyć ping-pong oraz koszykówka. Po tej odrobienie sportu, czekał nas obiad. Hetmańska, ale tym razem byłyśmy sprytniejsze i nawet zapiekankę makaronową wzięłyśmy na pół.

W Ośrodku Kultury w Byczynie dokończone zostały ćwierćfinały. W międzyczasie oglądaliśmy wystawę i wybraliśmy najlepszą pracę. Dyskusji mnóstwo, gdyż najchętniej uhonorowalibyśmy parę dzieł, a tu ograniczenie do jednej. Wygrał smok. Po rozegraniu ćwierćfinałów kazano nam myśleć w turnieju zagadek. Co za grupowa praca. Podobała mi się. W moim rzędzie dziękuję MiBowi, Inf, Ae, Vanowi, Hardiemu współpraca szła niesamowicie dobrze. To od nas wyszło dwóch finalistów: Hardi i Ae. Inna grupa „posłała” Tenar i to ona zwyciężyła w całym turnieju. Gratulacje!

Mecz z władzami Byczyny odbył się z lekkim poślizgiem. Dzięki temu, udało się co niektórym dotrzeć do Polanowic. Mecz… zachrypłam kibicując naszym. No cóż, lubię krzyczeć na meczach, a ten był tak emocjonujący, iż nie sposób było siedzieć cicho. Szczególnie kiedy pan sędzia popełniał błędy. Sandro potwierdzi. Poza tym, Jaskiniowcy grali w żółto-czerwonych strojach. To obudziło wspomnienia. Kolory Jagiellonii Białystok. Mecz w wykonaniu naszych stał na bardzo wysokim poziomie. Do stanu 2:4 czyli do końca pierwszej połowy nie dali się zastraszyć przeciwnikom, w tym WBN (Wielki Biały Ninja). Grali swoje aż do 15 minuty drugiej połowy. Wtedy to, dość szybko stracili 6 bramek. Ale grali dzielnie i za to im chwała. Podobno my, jako kibice, nie zawiedliśmy również. Nasz głos niósł się po boisku. Van dyrygował. Jaskiniowcy zeszli z boiska z naprawdę zadowolonymi minami. Była nawet wymiana koszulek.

Skład drużyny Pazur Behemota: atakujący: Crazy, Galador; pomocnicy: Hardrigar, Mollach, Sam-UeL, Codhringher; obrońcy: Dagon, Ingham, Islington, Szary Wilk; bramkarz: Tarband.
Wynik 10:2 dla władz Byczyny.


I teraz wszyscy do Spichlerza, zwanego też Spiżem. Ech… w tym momencie powinno mi zabraknąć przymiotników. Cudownie, wspaniale, niesamowicie – tak było na finale turnieju. Zajęliśmy jak zwykle całe górne piętro. Ustawiliśmy stoliki wedle własnego uznania i czekaliśmy na główną walkę wieczoru, a, jak się później okazało, również nocy. Półfinał rozegrano szybko a w finale znaleźli się Wojrad i Raj. Oni grali i myśleli o strategii, my krzyczeliśmy. Zamieszanie wprowadzali głównie właściciele avatarów i nicków, którymi finaliści mogli rozegrać bitwę. Można było usłyszeć: „Ingham, Ingham!” albo „Sandro, Sandro!”. W innej wersji „Dlaczego nie wybrałeś Sandro?!” jak również „O, Wojrad gra Rajem!”. Cały czas między stolikami uwijał się bardzo miły właściciel, który cierpliwie zbierał zamówienia i równie cierpliwie zaopatrywał nas w trunki/frytki/pizze. A te ceny… Walka trwała do 2giej nad ranem. Przysypialiśmy trochę, niektórzy wyszli wcześniej, ale i tak Raj, zwycięzca, otrzymał gorące brawa. Przegrałam 2 zł.

Powrót do internatu przebiegł szybko i bez zakłóceń. Pośpiewałyśmy w towarzystwie Grenia i kogoś jeszcze… Bez mafii tej nocy się nie obeszło. Coraz więcej ludzi gromadziła ta zła, zła gra.

Szczegóły osobowe:
+grupa rodzinna – Levy, Rafał, Artur
+grupa szefująca Diabłu – Agata i Marcin

Serdecznie podziękowania idą w kierunku grupy szefującej MiBowi. Piękny layout.



W końcu mamy niedzielę. Odpoczynek i jeszcze raz odpoczynek. Więc i relacja skrótowa. Spaliśmy długo, prowadziliśmy rozmowy przed ośrodkiem, graliśmy w kanastę. Pożegnałam współlokatorkę. O 12.30 KOK wręczył nagrody. Dużo braw, dużo uścisków. Kolejny obiad, tym razem w Spichlerzu. Kanasta. O 18.00 przybyliśmy do internatu, aby obejrzeć sztukę. Czekaliśmy na nią prowadząc rozmowy na trawie. Bez kocyków. Później czekaliśmy, aż pani redaktor się zjawi. Zjawiła się, ale szybko zniknęła. Sztuka mnie osobiście zachwyciła. Na pewno dorównuje drugiej, ale czy była lepsza? Jeszcze nie wiem. Gratulacje dla reżysera i aktorów. Naprawdę było się z czego pośmiać. Aha, i to przez próby trupa aktorska tak rzadko była widywana poza ośrodkiem… Poświęcenie coroczne.

Skład trupy aktorskiej: Guinea (reżyser, chłop, śpiewające(?) ciasto, równik), Ingham (mnich, Jacek, pirat), Sandro (lisz), Galador (rycerz tolerancji, władca świata), Faramir (smutny chłopiec, półkula północna, Króliczek Wielkanocny), Denadareth (półkula południowa, mędrzec, Placek), Hubertus (psychiatra), Pan Zachariasz (Pan Zachariasz)

Wieczorem odbyła się jedna długa rozmowa na temat Osady. Dyskutowano długo i burzliwie. Pewne wnioski zostały wysnute. Opuściło nas również parę osób, w tym Isli, żegnany w glorii chwały.

I znowu mafia. Zagubiony wziął się za prowadzenie. Tym razem konwentowicze postanowili ostatnią noc spędzić bezsennie. Ja jednak położyłam się na te 3 godziny, by przed 7.00 opuścić konwent. Na szczęście dość liczna grupa wyjeżdżała ze mną… A jak smutno było przy pożegnaniach. Tyle z zakończenia konwentu, bo zrobię się jeszcze smutniejsza.

Szczegóły osobowe:
- Isli, Szary Wilk, Tarband, Infero, Levy i chłopcy, Mosqit nad ranem

Ech...


Dziękuję wszystkim, że byli :) I że jak zwykle byli wspaniali. Tworzymy wspaniałą grupę. Nie często netowe znajomości przeradzają się w coś tak mocnego i trwałego. Do zobaczenia za rok :)


Sulia


Czytam recenzje i czytam i widzę tutaj same dobre słowa o tych, którzy na konwent przyjechali pierwszy raz :). Jest to bardzo miłe z Waszej strony :).

Od siebie jeszcze dodam, że bardzo szybko znalazłem wspólny język z większością osób. Próbowałem też wymienić choć po parę zdań z każdym z Was, ale było tyle osób, że nie sposób było tego uczynić. Z tymi których poznałem, wiąże miłe wspomnienia.

Za przykład mogę podać chociażby czwartek - w Hetmańskiej okazało się, że Van również interesuje się literaturą SW, Tarnum jest specjalistą w dziedzinie anime, a SAMuel ma takie same zdanie co ja, jeśli chodzi o Mike'a Oldfiielda. W sumie odwiedziłem, ze trzy różne pokoje, w których znajdowały się przeróżne hm... napoje. Zdecydowanie mogę pochwalić trunki domowej produkcji: krupnik i coś na bazie wiśni. Jak już dotarłem późnym wieczorem do pokoju to po prostu ległem na wyrku pozostawiając w zapomnieniu całą pościel.

Jeśli chodzi o szczegóły turnieju to mogę podać niektóre fakty, które zapamiętałem. walka moja z Morgrafem - coś czego się nie zapomina. Dwie godziny wspaniałej gry. Morgraf w tym roku okazał się lepszy, dlatego też chciałbym z nim się spotkać na przyszłorocznym turnieju. nie ważne czy to będzie finał, czy 1/16 finału, nieważny będzie wynik - chcę jeszcze raz spróbować swoich sił :). Z innych gier, na które spoglądałem kątem oka. Przegrana Vandergahasta z Dagonem, Trzecia runda pojedynku Greenamana z Acid Dragonem (Feniksy, Feniksy i jeszcze raz Feniksy). Furorę zdobyli też "przaśni bohaterowie".

Do mafii dołączyłem w sobotę, a niedzielę pozwolono mi nawet poprowadzić. Ziela już wtedy nie było, więc funkcję osoby, która dosyć szybko wylatywała przejął Król Mollach, który dosyć... hm... ciekawie reagował na wszelakie akcje pań lekkich obyczajów. Zaś moje prowadzenie... powiem, że mi się podobało ;). Starałem się wprowadzić element narracji, która urozmaicała grę, a tylko nieznacznie ją przedłużała. Niektórym się to podobało, niektórym nie. Szczególne podziękowania kieruję Sandrowi i Vanowie, którzy docenili moje starania :).

Warto wspomnieć jeszcze o ciekawej funkcji "Jurnego Sympatyka SG", który został zakwalifikowany jako trzeci stopień wtajemniczenia ;). Ciekawe było też żonglowanie słowami "Kasia" + "Sandro". Wychodziły takie słowa jak "Cassandra" czy "Kaszanka" ^^.

Co do Pana Zachariasza, było to tak:
Sandro zadzwonił do Guiego ze smutną wiadomością: "Pan Zachariasz został w ośrodku". Gui szybko ruszył na poszukiwania... niestety, znalazł go dopiero w śmietniku, brutalnie potraktowanego przez sprzątaczkę. Kręgosłup mu pękł i jeden z dredów został masakrycznie wygięty. Po konsultacjach z Sandrem została przeprowadzona operacja i Pan Zachariasz stał się murzynem ;).

To chyba wszystko, co mogłem jeszcze dodać :).


Zagubiony


I w tenże sposób w Jaskini dokonano pierwszej udokumentowanej nekromancji... ;)

Żałuję, że nie mogłem wcześniej być, bo jak widzę było jak zwykle warto. Ze swej strony dodam, że obserwując konwenty od pierwszego - cieszy mnie to, że wszystko coraz sprawniej i lepiej przebiega. I za to jeszcze raz - gratulacje dla KOK.


Grenadier


Przeczytałem wszystkie wypowiedzi naraz.
Oczy mnie bolą, ale serce się raduje.

Bardzo się cieszę, że na Konwent przyjechaliście tak licznie.
Cieszę się, że poznałem ludzi wcześniej mi nieznanych, oraz że mogłem spotkać tych dawno nie widzianych.
Strasznie dużo ludzi wzięło udział w turnieju, udało nam się mimo sprzeciwu pogody zorganizować ognisko, sztuka była nieziemska, kibice na meczu odlotowi.
Wymieniać mógłbym bardzo długo, odkąd przyjechałem na drugi Konwent nie wyobrażam sobie wakacji bez tego.

Dziękuje, że wielu z was pomagało KOK 4 w realizacji tego konwentu i wykazało się często obywatelską postawą na samej imprezie.
Niesamowita była współpraca każdego członka KOK 4. W naszych dyskusjach zawsze rozmawialiśmy w niesamowitej atmosferze, bez wrogości, z pełnym zaangażowaniem i wieloma pomysłami.
Jeszcze nigdy nie spotkałem się z tak dobrze funkcjonującą grupą.

Cieszę się, że
- przywozimy na konwent ludzi spoza jaskini, którzy świetnie się aklimatyzują
- czas na każdym konwencie pędzi jak szalony
- nikt nie jest w stanie spamiętać wszystkiego co się dzieje
- ilość komicznych tekstów przekracza możliwości zapamiętania wszystkich
- nigdy nie śpię więcej niż 5 godzin dziennie (a nawet kiedy próbuje, to Van chrapie)
- nie zaspałem, tak jak na zlot częstochowski

KOK 4 postawił sobie ambitny cel, aby następny konwent był jeszcze lepszy!

Osobiście pomysł tytułu "wzorowego konwentowicza", który przypadł Ingiemu (przenoszącemu się prawie codziennie do innego pokoju) bardzo mi się podoba.

Jak zwykle nie pamiętam kto i kiedy, ale usłyszałem dwa lata temu słowa, które dobrze podsumują całą moją wypowiedź:

Magia Konwentu.

I za tą magię dziękuje każdemu z osobna.


Islington


Jeśli chodzi o wrażenia z konwentu, to mogę się podpisać pod postem Isliego. Było jeszcze lepiej niż się spodziewałem, a spodziewałem się wiele :)
Cieszy mnie również, że udało nam się uniknąć poważnych incydentów w internacie, dzięki czemu nie powinno być żadnych kłopotów z załatwieniem noclegu za rok. Co więcej, Byczyna jest zadowolona ze współpracy z nami, także za rok otrzymamy od nich jeszcze większą pomoc przy organizacji konwentu.


Codhringher


Hey konwent był naprawdę cudowny bardzo mi się podobało mam nadzieje ze rok będzie jeszcze lepszy.Nigdy nie poznałam naraz tyle wspaniałych ludzi,na takiej imprezie byłam pierwszy raz w życiu i nie zmieniłam nigdy na inne wakacje jesteś super mam bardzo fajnie wspomnienia
ps. pragnę mieć z wami kontakt przez gg wiec kto ma ochotę ze mną pogadać proszę niech się odezwie :D:D było by super pozdro dla wszystkich


Tonia


Artykuł czytany 968 razy, liczba komentarzy: 0. Ostatnia edycja: 5 września 2010, 13:44 przez Irydus.

Historia zmian, zobacz komentarze (0).