Starożytna Biblioteka

Osada 'Pazur Behemota' » Starożytna Biblioteka » Literatura » Recenzje » Muzyka » „Maaäet” zespołu „Tenhi” uszami Hobbita i Architectusa

Biblioteka

Bibliotekarskie mechanizmy

„Maaäet” zespołu „Tenhi” uszami Hobbita i Architectusa


Nazwa zespołu: Tenhi
Tytuł albumu: Maaäet
Utwory: "Varpuspäivä", "Kuoppa", "Kuulut Kesiin", "Salain", "Viimeiseen", "Vähäinen Violetissa", "Sarastuskävijä", "Maa Syttyy", "Tuulenkaato", "Aatos", "Uuvu Oravan Luu", "Rannalta Haettu"
Język: fiński
Czas trwania: 60:14
Data wydania: 10.2.2006
Wytwórnia: Prophecy Productions
Barcode: 4-039053-708126


Legenda: A – Architectus; H – Hobbit.

A: Na wstępie, „Tenhi” został założony w 1996 roku przez Finów, którzy grają przy akompaniamencie instrumentów niezwykle dobranych oraz śpiewają wyłącznie po fińsku. Dziesięcioletnie nabieranie biegłości we wspólnym graniu członków tego zespołu pozwoliło na wydanie albumu, w dosłownym znaczeniu, niespotykanego. Płynna nastrojowość utrzymała się, mimo uzyskiwanej z czasem rutyny. Wyraźną zmianą, w porównaniu do poprzednich płyt, jest jeszcze większe wykorzystanie potencjału folkowych brzmień niż miało to miejsce wcześniej. Oprócz tego, wokalista prowadzący, Tyko Saarikko, nabrał znacznej wprawy w wydobywaniu ze swojego głosu jeszcze więcej odpowiedniej posępności. Dla zrozumienia podstawowego przekazu, warto wiedzieć, że w swobodnym tłumaczeniu nazwa albumu oznacza „Matkę Ziemię”.

H: Tak zresztą moglibyśmy streścić ten album. Natura. Słowo idealnie oddające charakter brzmieniowy całego krążka, doskonale wpasowujące się w każdą nutę, każdą sekundę każdego kawałka. To się właśnie nazywa folk. Muzyka, którą aż chce się słyszeć, przechadzając się po lesie, w górach, nad morzem... Choć z drugiej strony może właśnie ją słyszymy, tylko nie potrafimy jej sobie wyobrazić w formie instrumentalnej? Jeżeli tak, to ludziom z „Tenhi” udało się przetłumaczyć język otoczenia na coś wyjątkowego.

A: Przejdźmy do konkretnej zawartości. Podczas słuchania początku pierwszego kawałka, o tytule "Varpuspäivä" na myśl przychodzi brzmienie sceny rodem z kryminału lub westernu. Słowa naprowadzają nas na podróżującego wróbla albo żywiołaka ognia. Dźwięki odzwierciedlają beztroskość lotu. Interpretacja, gdzie leci podmiot liryczny należy do Ciebie. Słowa występujące w tym utworze przypominają o 20 Księżycu Pierwszych Kwiatów, gdy wcześniej wymienione ptaki mają swoje międzynarodowe święto.

H: Osobiście początek wydaje mi się dziwnie pozytywny. Mimo tytułu tłumaczonego jako "Dzień wróbli", skojarzenia z kwiatami zdają się być dość oczywiste. Dość szybko jednak odbiorcę dopada smutna melodia, jak gdyby na rozkwitające pęki spadł szary deszcz, na wpół żywy. W połowie pogoda się uspokaja, lecz słone krople wciąż pozostają na płatkach, ściekając powoli i smutno po łodygach. Po chwili zza chmur wydobywa się znowu słońce, osuszając rośliny powolnie, lecz jednocześnie jakby radośnie, choć wciąż nie bez goryczy.

A: Druga piosenka, "Kuoppa", oznaczająca głębię skojarzyła mi się z drugim z żywiołów, a zakopana w podziemiach postać może być elementalem ziemi. Głównie grającym instrumentem są tu skrzypce.

H: Idealny dobór instrumentów przywodzi na myśl góry. Typowo folkowe brzmienie i neutralne, głębokie męskie głosy - brzmi to jak pieśń krasnoludów, synów ziemi. Momentami zaś utwór schodzi w klimaty drone'owe, zespół zaś przypomina łagodniejsza i bardziej melodyjną wersję cięższych zespołów minimalistycznych. Skojarzenie z ziemnym żywiołem wydaje się być uzasadnione.

A: „Kuulut kesiin” – pięknie przeplata coroczny rozkwit roku z przemijającą młodością. To może oznaczać uosobienie lata.

H: "Lipcowy wieniec" to tytuł na pewno ukazujący lato, zwykle jednak lato kojarzy nam się z ciepłem i beztroską. O ile nie jest to utwór smutny, powolny i przygnębiający, o tyle już trudno go nazwać faktycznie beztroskim. Czuć z niego melancholię, gitary nadają nostalgicznego klimatu, podmiot liryczny zaś w postaci nut tęskni za... Właśnie, za czym? To pytanie zapewne ma pozostać bez odpowiedzi.

A: "Salain" określa zmienność kształtów w naturze, co przywodzi na myśl fantastyczne istoty leśne.

H: Bezkształt można wyczuć już w pierwszych nutach, łamiących tonację w sposób niezbyt nachalny, lecz zauważalny. Budowa utworu, zmienna dynamika połączona z pewnego rodzaju gracją przywodzi mi na myśl strumień wody, rzekę przebywającą krainy raz spokojnie, raz radośnie i wesoło, wciąż jednak z pewnego rodzaju smutkiem i dostojnością.

A: "Viimeiseen" – rośliny pokrywające pochówek i dotrzymujące towarzystwa duszy? Mistyczny kawałek.

H: "Poprzez ostrza rozkwitu"? Nie nazywałbym tego w takim przypadku pochówkiem, raczej powolnymi, bolesnymi narodzinami życia, co chwilę gwałtowniejszymi i głośniejszymi...

A: "Vähäinen violetissa" – skrzat grasujący w liliach i skaczący po ich liściach?

H: Początek faktycznie zawiera w sobie poczucie zwinności, jakby taniec na stawie... W pewnym momencie następuje zwolnienie. Zatrzymanie się postaci czy też może czasu? Wszystko jednak wraca do baletu, w bardzo znaczącym rytmie 3/4, niczym prawdziwy walc...

A: "Sarastuskävijä" – kobiecy upiór budzący się o poranku?

H: Skojarzenia z upiorem wydają mi się nieco dziwne, niemniej jednak zrozumiałe. Ja osobiście widziałem w tym jakąś opuszczoną świątynię skrywającą się wśród lasów, w której zbierają się wciąż duchy kapłanów odprawiających modlitwy. Nikt o tym nie wie, lecz życie pozamaterialne wciąż trwa.

A: "Maa syttyy" uosobieniem wiosny? Mocny chór. Najkrótszy utwór – szybkie przyjście wiosny?

H: Coś w tym może być, choć bardziej bym stawiał na jesień. Tytuł znaczący "Osierocona radość" oraz ogólne brzmienie utworu jest wyjątkowo przygnębiające.

A: "Tuulenkaato" kruchość materii? Utwór jest najdynamiczniejszy. Wskazuje na nieuchronny i postępujący rozpad? Mój ulubiony z całego albumu.

H: Zgodzę się, utwór zapowiada rychły koniec, ukazuje jego nagły charakter, choć jednocześnie nieuchronny i wszystkim znany. Od siebie dodam, że można w nim ujrzeć "rozmowę" między istotą boską a śmiertelnikiem zmierzającym do królestwa...

A: "Aatos" kojarzy mi się z morską tonią, głęboką, pełną potworów morskich.

H: O ile potworów morskich nie byłbym takim pewien, o tyle już wodne otchłanie z całą pewnością pasują do wymowy kawałka. Doskonałe do zadumy.

A: "Uuvu oravan luu" zawiera dźwięki gitary basowej przypominającej pękanie kości.

H: Utwór faktycznie zdaje się być o kościach, lecz czy na pewno o pękaniu? Perkusja buduje bardzo prosty przekaz, jednocześnie dość budujący. Widzę w tym, że tak to określę, "muzyfikację" rozwoju człowieka, jego rośnięcia fizycznego.

A: "Rannalta Haettu" opowiada o nadbrzeżu jeziora? Muzyka brzmi jak drobne fale omiatające kamienistą plażę. Jak we wszystkich poprzednich utworach, tutaj także mamy esencjonalny tekst piosenki.

H: Aż zaskakująco pozytywne zakończenie albumu jak na tak depresyjny materiał. Talerze i odrywanie palców i strun od gryfu doskonale budują niekoniecznie nadjeziorny, lecz na pewno nadwodny klimat. Efekt podobny do dokonań choćby i „Pelicana”, lecz z większą jednostajnością, lepiej wpływającą na myślenie i zadumę.

A: Zwieńczając, cała płyta została w całości akuratnie przemyślana, a niejednokrotne nazywanie stylu grania na tym krążku mianem progresywnego dla folku jest jak najbardziej zasłużone. Nie każdemu spodoba się potrzeba zasięgnięcia po rezerwowe pokłady cierpliwości podczas jego słuchania.

H: Istotnie, album jest wyjątkowo długi, może aż nazbyt długi dla typowych słuchaczy, którzy są przyzwyczajeni do 3- bądź 4-minutowych kawałków jako tych najdłuższych. Nie jest to co prawda coś strasznego i nieznośnego w porównaniu z wieloma innymi zespołami, niemniej jednak wybija się ponad średnią światową. Nie ryzykowałbym określenia tego "progresywnym", na pewno jednak stanowi dobre połączenie neofolku z post rockiem czy ogólnie muzyką minimalistyczną.

A i H: Chcącym udać się do mitycznej, nordyckiej krainy na całą godzinę, polecamy.


Hobbit & Architectus


Artykuł czytany 732 razy, liczba komentarzy: 0. Ostatnia edycja: 12 kwietnia 2012, 18:30 przez Architectus.

Historia zmian, zobacz komentarze (0).