Starożytna Biblioteka

Osada 'Pazur Behemota' » Starożytna Biblioteka » Opowiadanie zdobywcy II miejsca w konkursie Dnia narodzin Smoków - Syriousa

Biblioteka

Bibliotekarskie mechanizmy

Opowiadanie zdobywcy II miejsca w konkursie Dnia narodzin Smoków - Syriousa

Ashan od początku świata jest wielkim nieustającym polem bitewnym, na którym jedynie co się zmienia to gracze, na nim uczestniczący. Jednakże przez jeden dzień w roku z rozkazu samej Ashy wszystkie bitwy są przerywane, a działania wojenne zaprzestane. Przez ten jeden dzień na całym świecie panuje pokój i radość, a sama Dawczyni Życia, Pani Porządku i Losu błogosławi wszystko co żyje i to co stworzyła. Nikt nie ośmiela się brukać świeżo uświęconej ziemi krwią, choćby i zacieklejszego wroga. Dzień ten nazwany został przez Smoczych Rycerzy- Dniem Narodzin Smoków. 
  Jak głosi tradycja rzesze ludów ze wszystkich krańców Ashan przybywają do przybytków swych smoczych bóstw i modlą się do nich by uprosili o błogosławieństwo od Ashy. Wtedy również odbywają się największe targi w stolicach krajów, a handel kwitnie jak nigdy dotąd. Kupcy różnych ras zawiązują nowe kontrakty i zakładają nowe szlaki dla produktów, wierząc że zawarte w tym dniu umowy handlowe przyniosą ogromne zyski na cały rok. Święto to ma również i polityczny aspekt. Władcy siedmiu ras przybywają w jedno miejsce wraz ze swym dworem i szlachtą by ucztować i rozmawiać o pokoju, bądź po prostu zapomnieć, że są wobec siebie wrogami. Co roku miejsce tej uczty zmienia się i tylko władcy wiedzą gdzie ono jest, by uniknąć groźby zamachu. Obowiązek zabezpieczenia podróży i przygotowania miejsca należy do Smoczych Rycerzy, wspomaganych przez Braci Ślepców. W tym roku miejsce uczty wypadło w Pałacu Wiecznej Cesarzowej w stolicy kraju Hashimy, dokąd właśnie zmierzał powoli płynący, ogromny, pozłacany galeon z żaglami na których widział sokół- symbol cesarza Imperium Sokoła- Liama Sokoła. Na mostku stali pretorianie- osobiści gwardziści cesarza, dowodzonych przez ciemnowłosą brunetkę o szykownej i bogato zdobionej srebrnej zbroi. Obok niej stał dużej postury mężczyzna w złotej zbroi ze smoczymi elementami. Obserwował on morze obawiając się czegoś. Kobieta spojrzała na Niego i zapytała:
-Czego szukasz Smoczy Rycerzu? Na otwartym morzy raczej demonów nie zobaczymy, chyba że nauczyły się pływać, albo chodzić po wodzie. 
Mężczyzna odparł:
-Droga Jezebeth, niedoceniany wróg bywa najtrudniejszym przeciwnikiem. Po za tym bardziej się obawiam piratów. Ci bezbożnicy nie czczą nikogo, ani niczego poza złotem. 
-Mówisz o orkach z wysp Pao?- spytała rycerza. On przekręcił głową i odpowiedział:
-Nie, orkowie czczą swoje bóstwa, które nie istnieją. Ich interesuje tylko walka i zabijanie demonów. Są raczej sojusznikami, niż wrogami.
Jezebeth prychnęła:
-To tylko zbiegli niewolnicy i tchórze. Kiedyś ich dopadniemy. Oni nawet nie mają dusz!
Mężczyzna westchnął i wyjaśnił:
 -To wy i magowie zrobiliście z nich niewolników. Oni byli stworzeni jako armia do zabijania demonów, a nie do wykonywania waszych wszelkich kaprysów. Po za tym kiedyś byli ludźmi, tylko że magowie zmieszali ich krew z demonicznym osoczem. Zatem skoro byli dziećmi Ylatha, bądź Elratha nim zostali orkami to raczej po zmianie krwi dusze im pozostały. Gdyby ich nie mieli niczym by się nie różnili od plugastwa Urgasha, nie sądzisz droga Jezebeth?
Kobieta odwróciła się od smoczego rycerza i kąśliwie rzekła:
-Filozofowanie zostawiam magom i kapłanom. Moim zadaniem jest tylko ochrona cesarza, oraz wykonywanie jego rozkazów.
 -Wszelkich?- z zainteresowaniem zapytał mężczyzna, gdy nagle majtek na bocianim gnieździe zawołał:
-Światła! Port na widoku! 
Jezebeth spojrzała przed siebie widząc rzędy lampionów zawieszonych na tyczkach, głęboko wbitych w dno morskie. Pochyliła głowę przed smoczym rycerzem, mówiąc:
-Wybacz Panie, ale muszę powiadomić cesarza, że przybyliśmy. 
-Oczywiście, ja tymczasem zajmę się resztą- odpowiedział mężczyzna i poszedł w kierunku steru obsługiwanego przez kapitana okrętu, zaś kobieta zeszła schodkami w dół, aż do drzwi z mahoniowego drewna, złota i srebra spod gór Ranaaru. Zapukała, a gdy usłyszał odpowiedź weszła. 
W środku pomieszczenia przy srebrnym stole rozmawiali ze sobą cesarz Liam wraz z Archaniołem Michałem. Liam spojrzał na swoją dowódczynię swej gwardii i zapytał zniecierpliwionym głosem:
-Tak?
Jezebeth oczarowana urodą archanioła, szybko wróciła do normy, słysząc głos cesarza. Natychmiast uklęknęła przed nim i wstając wypowiedziała:
-Wasza cesarska mość! Oznajmiam, że właśnie przybijamy do portu. 
Władca uśmiechnął się pod nosem i odpowiedział:
-Na Elratha! Po prostu wyśmienicie! Im szybciej zacznie się ta uczta, tym szybciej będę mógł załatwić z tą ich władczynię sprawę leku dla mnie. Przekaż te wieści moim lennikom w pozostałych kajutach. Muszą być gotowi nim zacumujemy.
Jezebeth pochyliła głowę i salutując wypowiedziała:
-Rozkaz, Najjaśniejszy Panie! 
…………………………………………………………………………………

Po niedługim czasie, gdy statek zacumował cała świta Imperium (po władcy z każdego księstwa) z Liamem i Michałem na czele stali już na mostku. Gdy kładka została położona zeszli do pomostu, gdzie na nich czekali smoczy rycerze. W mieście panował spokój, nikt z wyznawców Shalassy poza strażą żarłaczy i nagów nie wychodził na zewnątrz. Ciemne chmury zasłoniły blask Księżyca i tylko lampiony z latarni dawały światło, które prowadziło aż do  pałacu Wiecznej Cesarzowej. Budowle były głównie kamienne, jakby rzeźbione przez wodę. Niektóre były zdobione dachami o stromych kantach i symbolu lotosu na przedzie. Nagle z bocznej uliczki między takowymi budowlami pojawiła się pojedyncza kobieta nagów z laską. Perłowa kapłanka spojrzała na niecodzienną grupę ludzi w kapturach prowadzonych przez smoczych rycerzy. Na naginkę spojrzała tylko Jezebeth. Kapłanka w odpowiedzi na jej wzrok pochyliła nieznacznie głową i odeszła w cień. Liam z kaptura podziwiał harmonijność i porządek miasta. Słyszał o ich uwielbieniu spokoju i równowagi, lecz wyraz tych dwóch cech nawet w położeniu domów i ulic go zachwyciło. Pomyślał:
~[i]W ten sposób ułożę swój ogród w Falcon’s Reach. Muszę poprosić tą władczynię o kilku jej ogrodników[/i]~
Archanioł słysząc to o czym myśli cesarz powiedział:
-Mimo iż stwarzają pozór spokojnej wody to jednak są tylko niewierzącymi w światło Elratha i nie wiadomo co czynią tam w swoich głębinach. Jak to mówią cicha woda, brzegi rwie. 
Smoczy Rycerz podsłuchując rozmowę orzekł:
-Radziłbym uważać na swój język aniele. Jesteśmy w Królestwie Shalassy i to ona tu rządzi, nie Elrath, a zwłaszcza w tym dniu, kiedy dzieci Ashy nie kłócą się, tylko wspólnie czuwają przy Księżycu, tam gdzie przebywa Asha. Wszak trzeba pamiętać, że to Shalassa i Malassa leczyły i opiekowały się nad swą matką, a nie Elrath. 
Michał zmrużył oczy w kierunku rycerza i przypatrzył mu się. Potem prychnął:
-Cóż za bezczelność z twojej strony, ale wybaczam ci. Wszak to Ten Dzień.
Mężczyzna ogarnął włosy odsłaniając długie, spiczaste uszy uśmiechnął się ironicznie i odpowiedział:
-Cóż za wspaniałomyślność.
Przez więcej czasu archanioł nie wyraził ani słowa. Bramy do pałacu pilnowały para świętych kirinów. Zawarczały na widok gości i zablokowały przejście. Wtedy do bestii podszedł jeden ze smoczych rycerzy i ukłonił się nisko. Kiriny uspokoiły się i odstąpiły od bramy. Wrota w jednej chwili rozpłynęły się niczym mgła, okazując ogród pokryty grzybieniami i lotosami, pielęgnowanymi przez źródlane nimfy i śnieżne efemerydy. Wokół kwiatów latały różnokolorowe węże, o łuskach błyszczących niczym świeżo wypolerowane kamienie szlachetne. Widok zachwycił prawie wszystkich z wyjątkiem archanioła. Smoczy rycerze poprowadzili imperatora i jego szlachtę dalej. Przez ogród do dziedzińca. Tam przez wrota szli korytarzami i schodami, aż doszli do ogromnej sali udekorowanej wszystkimi symbolami Ashy i pozostałych smoczych bóstw (oczywiście poza Urgashem). Okrągły stół był równie bogato zdobiony jak i suto zastawiony potrawami z różnych stron świata. Nie zapomniano o niczym i nikogo nie pominięto. Były owoce i daktyle z Siedmiu Miast, wina z Imperium Gryfa, żurawina i piwo z Grimmheim, dziczyzna z Irollan jak i z Wysp Pao. Przy stole siedzieli już pozostali goście: Przedstawiciel Rady Magów z mistrzynią nowego kultu Ashy Mirandą i jej towarzyszem Haffayadem, ambasador Grimmheimu, przedstawiciel Wolnych Miast oraz poselstwo z Irollan, jak i również wszyscy dajmio i przywódcy duchowi kraju Shalassy z Wieczną Cesarzową na czele. Byli również ku niezadowoleniu Michała również czciciele Malassy: Bezimienny z Thuidaną i z jej córką Eruiną. Wszyscy przerwali rozmowy między sobą i stanęli. Królowa widząc Liama i jego dwór powiedziała:
-Jak zawsze spóźniony i z liczną strażą, czyż nie młody cesarzu?
Liam spokojnie odpowiedział:
- Jak widać wiatry nam nie za bardzo sprzyjały. 
Przedstawiciel Wolnych Miast zaśmiał:
-A czego się spodziewałeś? Że będzie jeszcze pomagał tym co go zdradzili dla bożka aniołów? 
-Licz się ze słowami, niewierny- syknął archanioł, gdy Smoczy Rycerz podniósł gwałtownie rękę z otwartą dłonią. Odezwał się:
-Przybyliśmy tu zgodnie z tradycją, by uczcić ten jeden dzień pokoju, bez żadnych waśni i sporów. Kłótnie proszę rozstrzygać poza Ashan. Krew nie może być przelana w tym dniu. Proszę zasiąść do stołu  Imperatorze Liamie z rodu Sokoła, oraz wy drodzy diukowie i książęta Imperium oraz ty Michale Archniele. Zaczynajmy ucztę!
 ……………………………………………………………………………………
Po kilku winach towarzystwo zaczęło coraz śmielej rozmawiać między sobą. Wychwalali dary jakie ich narody otrzymały od swych smoczych bóstw i jak poszczególnie z nich. Książe Gryfów Sławoj pochwalił się, że Elrath pobłogosławił go i Katarzynę dając im bliźnięta, które dał im na imię Anastazja i Kirył. Krasnolud zaś tym, że jego klan urósł w siłę i pozbył się raz na dobre wilków i śnieżnych małp ze swych ziem. Gerhart i Haffayad pomimo wstępnej niechęci znaleźli wspólny język w postaci miejsca orków na świecie i negowania ich dążeń do wolności. Uczona Miranda konwersowała jednym z elfów o imieniu Luna o harmonii i dążeniu do doskonałości. Przedstawiciel Rady zaś zagadywał Bezimiennego, głównie pytając się o specyfikę magii pierwotnej. Tylko Thuidhana ze swą córką unikały kontaktu z leśnymi elfami i skupiły się na nagach. W tym czasie Imperator Liam zbliżył się do Cesarzowej nagów. Hiroshi, który był najbliższy władczyni ze wszystkich dajmio w Hashimie, nie był tym zachwycony, lecz starał się to ukrywać. Nagini spojrzała na władcę Imperium Sokoła nie wyrażającym nic wzrokiem. Dla niej był tylko kolejnym epizodem, tak jak każdy władca ludzi, czy elfów. Oni byli śmiertelni, zaś ona była wieczna. Liam odezwał się jako pierwszy:
-Wspaniała uroczystość, czyż nie?
Cesarzowa odpowiedziała:
-Owszem, choć nie spodziewałam się tych słów od ciebie. Wszak każdy wie z czego słyniesz. Twa pycha sięga nawet krańców tego świata. 
Liam uprzejmie wyjaśnił:
-No cóż nie mam wielu zalet i owszem, lecz dzięki Elrathowi sądzę, że w końcu dojdę do doskonałości. Przy okazji chciałem zwrócić uwagę na porządek i doskonały gust w układzie tego miasta. Chciałbym właśnie w takim stylu stworzyć swój ogród, lecz moi ogrodnikom, jakby tu ująć… brak wyobraźni. 
Cesarzowa uśmiechnęła się lekko i chowając swoją minę za wachlarzem powiedziała:
-Przyślę do Ciebie kilku moich architektów i ogrodników. Sądzę jednak, że nie o to ci głównie chodziło, tak? Oto dar dla Ciebie z okazji Dnia Smoczych Bóstw. 
Cesarzowa pstryknęła palcami, nimfa będąca przy tronie znikła, by po chwili pojawiła się z kryształową szkatułą z lodu i otworzyła wieko. Cesarzowa wyjęła z puzderka flakon z kryształu wypełniony błyszczącą, żółtą substancją. Wyjaśniła:
-To lek, o który wcześniej prosiłeś. Przez ten czas radzę odrzucić rady aniołów, a być może szybciej się pojawi twój następca. 
Imperator pospiesznie schował flakonik do sakwy przy pasie i podziękował. 
Ambasador z Siedmiu Miast wstał od stołu i klasnął w dłonie. W sali zapanowała cisza. Mag chrząknął parę razy i powiedział:
-Skoro już cesarzowa dała dar Imperatorowi Sokoła to oznacza, że nadszedł czas na rozdawanie darów. Wedle tradycji każdy z obecnych tu zaproszonych gości daje dar jednemu z nich. Skoro Cesarzowa jako pierwsza dała podarunek, to teraz jej kolej. 
Po tych słowach podszedł do nagini i wtedy w lewej jego dłoni zmaterializowała się laska Ashy- biały kostur z głownią w kształcie siedmiu węży. Był to artefakt, którym więziono Matkę Namtaaru, zanim jeszcze została uwolniona i zabrana przez Sveltanę. Thuidhana otrzymała od Haffayada Miecz Zabójcy, Gerhard od dajmio Jubo ziemię na budowę nowej faktorii. Cesarz Liam wraz archaniołem Michałem dał prawo do kopalń kryształów na północy Imperium krasnoludowi. Eruina podarowała Sławojowi amulet, chroniący przed klątwami. Elfy od nagów otrzymały nasiona Gaeli. Atmosfera była ciepła i przyjemna. Jezebeth poczuła się tym przytłumiona. Od jednego z nagów otrzymała błyszczący fragment dysku Shantirii. Właśnie nim obracała przy okiennicy, do momentu aż strumień światła odbił się od fragmentu i poleciał prosto w jedną z uliczek miasta. Snop trafił prosto w głownię kostura nagińskiej kapłanki. Ta uśmiechnęła się i powiedziała:
-Siostry meduzy, czas naszej zemsty właśnie nadszedł.
Wypowiadając te słowa z uliczek zaczęły wypełzać kapłanki z zupełnie innymi kosturami, a węże na głowach naginek syczały złowieszczo i wiły się bezładnie. Wkrótce dziesiątki meduz opanowały ulice i zgromadziły się tuż przed fosą. Kiriny pilnujące bramy zawarczały. Przywódczyni meduz wysunęła laskę i syknęła:
-Tym razem nic nam zrobicie!
Podniosła kostur i w jednej chwili uderzyła ją o ziemie tworząc portale, z których zaczęły wyskakiwać demony.
……………………………………………………………………………………

Uroczystość sięgała ku końcowi, gdy nagle do sali wbiegł wanizame z okrzykiem:
-Pani! 
Cesarzowa zaskoczona nagłym wejściem jej strażnika zapytała:
-Co się stało?
-Zaatakowano nas! Meduzy i…
-Co?! W Dzień Narodzin Smoków?!  
Smoczy Rycerze wyjęli miecze. Jeden z nich powiedział:
-Demony!
Z dołu było słychać krzyki nimf i efemeryd. Na schody wbiegli niszczyciele i dementorzy. Dowódca rycerzy ryknął:
-Uciekajcie stąd! My ich zajmiemy! 
-Nie ma mowy!!- odezwał się Cesarz Liam i powiedział:
-Może i nie jestem pierwszej młodości, ale nie będę uciekać, a zwłaszcza przed demonami! Książęta Imperium, za mną!
Archanioł złapał Liama za bark i rzekł:
-Nie możesz! Jesteś…
Imperator odtrącił dłoń archanioła i warknął:
-To ja jestem Imperatorem! To ja rządzę w Imperium, nie ty! Nikt mi nie będzie mówił, co cesarz ma czynić! Do walki!
Nagle w Sali pojawił się Czarci Lord. Michał syknął:
-Baaral!
Demon zaczął się śmiać i powiedział:
-Tak pierzasta kreaturo! Jam jest wielki Baaral, władca nienawiści, sługa samego Pana Nienawiści, Syn Urgasha! Drżyjcie przede mną o śmiertelni! Wielbicie i drżyjcie bo wasz los jest przesądzony! Teraz w całym mieście panuje chaos, nasi nieoczekiwani sprzymierzeńcy zatrzymują straże, a my zrobimy resztę. Wprowadzamy Urgasha w poczet waszych bóstw i postawimy ponad nimi, byście wiedzieli kogo należy… czcić!!
Rycząc podniósł swe wielkie ostrze do góry, lecz nie zdążył do uderzyć go o ziemię, gdy zostało zatrzymane przez miecz archanioła. Michał syknął:
-Pozwolę szybciej panoszyć się sługom Malassy, niż oddychać tym powietrzem plugastwom chaosu. 
Baaral ryknął złowieszczo i wtedy do sali wbiegły demony. Książęta z Liamem na czele, wraz z elfami, nagami i pozostałymi gośćmi z okrzykiem wojennym ruszyli do walki. Rozpętała się bitwa z demonami. Hiroshi ochraniał Cesarzową, gdy ona złapała go za ramię i powiedziała:
-Posłuchaj mnie! Siłą demonów są ich portale, dzięki darowi od Shalassy możemy się ich pozbyć wraz z meduzami nie zabijając ich, wszak to dzieci naszej bogini, choć zbłądzone. Daj mi jak najwięcej czasu by przygotować zaklęcie.
Nag odpowiedział:
-Jak rozkażesz Pani!
Hiroshi zamachnął swą naginatą i warknął:
-Shalassaaaa!!!
Z okrzykiem tym poprowadził swych braci wprost na anihilatory przygważdżając ich do ścian i przebijając ich cielska swymi włóczniami i katanami. Krasnolud ryknął:
-Za kuźnie Arkatha!
Elfy ostrzeliwując sukuby i nieliczne czarty odezwały się:
-Za harmonię Sylanny!
-Za Światłość Elratha!- ryknęli rycerze Imperium, a Thuidhana z córką odkrzyknęły:
-W imię Malassy!!
-Za Ashę i jej dzieci!- niemal razem ryknęli nekromanci, mag i smoczy rycerze. 
Pomimo zapału walczących, demonów wciąż przybywało, a Baaral zdobywał przewagę nad archaniołem. Czart warknął:
-Chyba osłabłeś ostatnio, co aniołku, ha!
Demon odrzucił Michała od siebie z taką siłą, że archanioł upadł na kolana. Baaral widząc w tym szansę ruszył na niego i podniósł miecz. Ryknął:
-Będziesz kolejnym zabitym archaniołem. Za Azkaala!! Argh!!!
Nagle przez jego ciało przeleciał Bezimienny. Zawołał do Michała:
-Zabij go nim odbuduje mur swej duszy!
Aniołowi nie trzeba było powtarzać tego dwa razy. Niczym błyskawica podniósł miecz i przebił nim serce czarta sycząc:
-To ty dołączysz do zabitych… przeze mnie!
Baaral zawył z bólu, jego ciało pożarły płomienie, zostawiając duszę, lecz nim zdążyła się ulotnić Michał wyjął kryształ i wchłonął w niego esencję umysłu i duszy potwora. Po chwili archanioł stanął, spojrzał na Bezimiennego, który uratował mu życie i rzucił mu kryształ, mówiąc:
-Łap, to prezent ode mnie. Pilnuj go dobrze.
Kończąc wbił ostrze w najbliższego demona, a następnie sztylet i rozpoczął swój taniec śmierci z demonami. Przez krótki czas demony nie zauważyły straty wodza, lecz gdy się zorientowały zaczęły uciekać do portali. Liam chciał je gonić i dalej je wybijać, lecz Cesarzowa krzyknęła i zwróciła się do niego:
-Dosyć krwi, nawet urgashowej już upłynęło. Czas teraz, by wszystko wróciło do normy!! 
Uderzyła kosturem Ashy o podłogę i w tedy z ogrody coś ryknęło. Przez okiennice było widać Hai-Ryu, który spojrzał na meduzy i portale demonów, a następnie rzucił się na wrota. Atak nie tylko zniszczył portale, ale również wywołał tsunami, które zmiotło demony i meduzy w otchłań Jadeitowego Morza. Kiriny stróżujące przy bramach odrodziły się, a miasto wyglądało tak jakby meduz i ataku demonów w ogóle nie było. Hai-ryu ryknął i wskoczył prosto do morza. Elf widząc do przełknął ślinkę i powiedział:
-Zaiste wielka jest potęga Smoczycy Wód. 
Cesarzowa odpowiedziała:
-Hai-Ryu ruszył by upewnić się, że żaden demon tego nie przetrwa. Meduzy nie będę tknięte. Maja szczęście, następnym razem nie będę tak pobłażliwa. 
Nagle rozmowę przerwały konwulsje jednego z dotąd milczących Ślepych Braci. Zaczął się trząść i jęczeć, nagle poleciał kilka centymetrów ponad ziemię, a ze ślepych oczu biło światło. Zaczął mówić zniekształconym głosem:
-Sheogh rozerwie się, a Mury Ashany padną. Stary porządek w chaosie i w zniszczeniu zginie. Nowy świat z ciemności się wyłoni i na zawsze odmieni Ashan.
Potem ślepy brat upadł na posadzkę zemdlony. Cesarzowa zaszokowana nic nie powiedziała. Wszyscy milczeli. Ciszę przerwał jeden ze smoczych rycerzy:
-Oto przepowiednia! Nadejdzie kolejne zaćmienie. Ostatnie dla tego świata. Musimy się przygotować!
-A gdzie Archanioł Michał?
Dopiero wtedy okazało się, że anioł gdzieś zniknął. Rycerz westchnął:
-Zatem to koniec Dnia Narodzin Smoka. Asha dala nam cierpki dar, lecz musimy z Niego jak najlepiej skorzystać. Jest wciąż nadzieja i tego się trzymajmy. 
…………………………………………………………………………………….

W niecałe kilka godzin wszystkie okręty gości wypłynęły z portu i skierowały się ku swoim krajom z nowymi darami, jak i z nowymi troskami. Następnego dnia Liam poprowadził swych ludzi do walki z elfami Thuidhany wraz z królem Irolanu. Nagowie zaś z magami wciąż trudzili się z buńczucznymi orkami. Na nowo zapanowały wojny, a krew lała się codziennie. Tak kolejny rok minie, aż do Dnia Narodzin Smoków….. o ile świat wytrzyma do tego czasu.


Artykuł czytany 802 razy, liczba komentarzy: 0. Ostatnia edycja: 25 grudnia 2011, 11:48 przez Field.

Historia zmian, zobacz komentarze (0).