Starożytna Biblioteka

Osada 'Pazur Behemota' » Starożytna Biblioteka » Shahibdyia - zwycięskie opowiadanie konkursowe z Dnia narodzin Smoków autorstwa Avonu/Alamara

Biblioteka

Bibliotekarskie mechanizmy

Shahibdyia - zwycięskie opowiadanie konkursowe z Dnia narodzin Smoków autorstwa Avonu/Alamara

„Krąg Magii z Shahibdiyi ma zaszczyt państwa zaprosić na doroczny Festiwal Snów z okazji nadchodzącego Dnia Narodzin Smoków. Czy jesteś wyznawcą Elratha czy Malassy, czy oddajesz cześć Arkathowi w czeluściach kopalń lub podczas pracy w kuźni, czy też jest modlisz się do Shalassy w górskich odstępach, przybądź do nas. W ten wyjątkowy dzień w roku zapraszamy również zwolenników Ojca Nieba i Matki Ziemi. Wszyscy są mile widziani… poza oczywiście kultystami Pustki i Okręgu. Was nikt nie zaprasza, a jeśli przybędziecie, bądźcie pewni, że przedstawimy was Inkwizycji Świętego Kościoła Światłości.”

- Witamy serdecznie! – zagadał strażnik przy bramie miejskiej Shahibdiyi – Witamy na Festiwalu Snów! Zdążyli państwo tuż na rozpoczęcie, ale jeśli mogę coś zasugerować, to proszę sobie opuścić wizytę na placu przed ratuszem. Nasi władcy potrafią długo i ze szczegółami przemawiać na różne tematy, a nie sądzę, by ich mowa powitalna was zainteresowała, raczej prędzej uśpi. Sugerują od razu udanie się do któregoś z dystryktów poświęconych danemu smoczemu bóstwu. Mężczyźni przeważnie lubują się w odwiedzaniu Świątyń Arkatha lub Malassy. Wiadomo, albo darmowe piwo, albo… że tak powiem podziwianie wyznawczyń Smoczych Ciemności, a chyba nie muszę mówić, że są to przeważnie mroczne elfki w strojach… reprezentacyjnych. – to mówiąc, strażnik mrugnął okiem.
- Jeśli chodzi o panie, zwłaszcza młode damy, to wybierają Świątynię Sylanny. Oczywiście, by podziwiać piękne ogrody i tamtejszą roślinność, a nie elfach młodzieńców, którzy chadzają bez koszul. – strażnik znowu porozumiewawczo zmrużył oko. 
- Jeśli jesteście państwo bardziej spragnieni rozrywki intelektualnej, a nie doczesnej, to Świątynie Shalassy i Ylatha będą dla was odpowiednie. Pozostałych Świątyń na waszym miejscu bym unikał, są równie ciekawe, jak przemówienia naszych władców.
Szczęśliwej drogi i bawcie się dobrze, w końcu to jedyny dzień w roku, gdy wszyscy jesteśmy razem.


Dwie postacie okryte płaszczami z narzuconymi kapturami stały przed tablicą ogłoszeń na rynku głównym, na której w ten dzień wisiała mapa z zaznaczonymi dystryktami poszczególnych świątyń i ich bóstw.
- Miasto w chmurach, widziałaś kiedyś cos równie wspaniałego? Na dodatek wiatr wcale nie wieje, a słońce nie piecze, jakby ktoś kontrolował pogodę.
Towarzyszka ukryła głowę w dłoniach, westchnęła ciężko i po chwili odpowiedziała:
- A jak myślisz, dlaczego nazywają to „miastem, w którym magia nigdy nie śpi”? I nie pamiętasz już tej przygody sprzed lat, w innym podniebnym forcie?
- Ale tamto to było co innego niż tu. Tu masz całe miasto tętniące życiem, a nie jeden budynek. To co? Idziemy na rozpoczęcie festiwalu przed ratuszem?
- Odbiło ci!? Chcesz tracić czas wśród starych pryków? Strażnik jasno dał do zrozumienia, by unikać tamtego miejsca. Lepiej chodźmy do którejś z tych świątyń.
- Tylko której? Tyle ich tu jest…
- Och, wybierz którąś albo chodźmy do najbliższej stąd.
- Mam wybrać? Dobrze, tylko którą… Świątynia Elratha jest tuż obok rynku, ale Świątynia Ylatha także. Ciężki wybór…
- Ani mi się waż godzinami nad tym rozmyślać! Po prostu zamknij oczy i wskaż na mapie palcem albo rzuć monetą, bo jak nie, to spędzimy przed tą tablica cały dzień!
- Ale to nie takie łatwe…
- Grrrr!!!
Dwójkę nieznajomych z opresji uratował przysłuchujący się im młodzieniec.
- Jeśli mogę coś doradzić, bo niechcący usłyszałem waszą dyskusję, to pozwólcie, że służę pomocą. Nazywam się Telh Ehbak i z chęcią posłużę za przewodnika.
- Poradzimy sobie…
- Oczywiście! Będziemy zaszczycone, jeśli pokażesz nam swoje miasto!
- Zwariowałaś! Nie wiesz kim on jest, ani jakie może mieć zamiary, a ty już się zgadzasz? Czy ci już… - tyradę przerwał jej palec towarzyszki położony na jej ustach.
- Przepraszamy na chwilę
To powiedziawszy, milsza dziewczyna złapała partnerkę za rękę i odciągnęła na bok. Telh słyszał z oddali zażartą kłótnie, ale nie mógł wyłapać z niej ani jednego słowa. W końcu „wredota” najwidoczniej dała za wygraną i obie zaczęły się z powrotem kierować do Telha.
- Wygrałaś, ale pamiętaj, że pod pewnymi warunkami.
- Dobrze, już dobrze. Miło pana poznać, Lethu Kebahie. Jestem – przerwała na chwilę jakby nad czymś myślała - Orchi, a to moja siostra Nela. Przepraszam za jej zachowanie, ale czasem jest zbyt opiekuńcza wobec mnie. Za bardzo się wszystkim przejmuje.
- Ktoś musi – wtrąciła Nela.
- Nic się nie stało – odparł Telh – To co, gotowe? W takim razie zacznijmy od najnudniejsze ze świątyń, Świątyni Elratha.


Świątynia Elratha mieniła się odcieniami różnymi odcieniami złota. Przed wejściem do niej stała warta honorowa ubrana w pełny złoty rynsztunek, nie wyłączając ciężkich zbrój płytowych i opuszczonych przyłbic. Pod wartownikami tworzyła się kałuża potu.
- Czy im nie jest przypadkiem za gorąca w tych strojach? – spytała się Archi.
- Nie, nie przypadkiem. – odparła Nela – Wystroili się jak choinka, to mają za swoje.
- Choinka? A cóż to jest? – zdziwił się Telh, po czym dodał - Do gwardii reprezentacyjnej Kościoła Światłości przyjmuje się tylko najwytrwalszych ochotników, a to właśnie ze względu na specyficzny ubiór, który ma symbolizować Elratha, Smoczego Boga Światłości. Każdy inny na ich miejscu już dawno by leżał trupem, ale im nic nie będzie… chyba, że przełożony dowie się, że zasnęli na służbie. Chodźcie do środka.
Środek świątyni okazał się mniej złocisty niż na zewnątrz, choć nie pozbawiony przepychu. Podłoga była wyłożona białym marmurem, do ołtarza prowadził krwisty dywan, zaś sam ołtarz, wyciosany z pojedynczego bloku granitu, okryty był tkaninami z najdroższych materiałów. Witraże za nim przedstawiały pierzastego złotego smoka. Po obu stronach dywanu stały rzędy ław, których siedziało jednak niewiele osób. Dach świątyni kończyła szklana kopuła, przez którą promienie słońca padały na ołtarz.
- Pięknie tu – zachwyciła się Archi.
- Bez przesady. – odparła Nela
- Akurat efekt zaciemniona całego wnętrza, by oświetlić ołtarz, wygląda dość widowiskowo. Poza tym, jest tu chłodniej niż na zewnątrz i osoby wchodzące dodatkowo ogarnia uczucie przyjemności. – wyjaśnił Telh. – Chodźmy przywitać się z kapłanem.
Kapłan był w średnim wieku, trochę przy wadzę i zdradzał pierwsze oznaki siwizny.
- Niech będzie pochwa… ekhm… Niech Elrath króluje nam na wieki – przywitał trójkę gości duchowny – Widzę Telh, że przyprowadziłeś mi dwójkę nowych wyznawców. Witam śliczne panie. Co was sprowadza w skromne progi sług Elratha?
- Skromne? – nie mogła uwierzyć własnym uszom Nela – To mają być „skromne progi”?
- Och, powinnaś panienko odwiedzić Pierwszą Świątynię Elratha w stolicy Świętego Imperium. Tutejsza świątynia to jedynie jej marny cień. – smutek zagościł na obliczu kapłana.
- Opat Benedykt mówi prawdę, nic nie może dorównać przepychowi Pierwszej Świątyni Elratha, choć wielu próbowała. I wątpię, by te dziewczęta zostały wyznawcami Smoka Światłości, ale spróbuj je przekonać. Po to tu jesteśmy, byś opowiedział nam o swoim bóstwie.
- Od czego by tu zacząć? Hmm… Może powiecie mi, co w ogóle wiecie o Smoku Światłości.
- Nic – odparła Archi
- Nic? Na pewno musiało coś wam się obić o uszy?
- Ona często zachowuje się jakby nigdy nie żyła na tym świecie – wtrąciła się szybko Nela – więc nie głów się nad  jej stanem umysłowym i po prostu opowiedz o swoim smoku, jakbyś to opowiadał dzieciom po raz pierwszy.
- Jak dzieciom? Hmm… no dobrze… Jak wiecie – opat spojrzał na Orchi – lub nie wiecie, Elrath został zrodzony przez naszą stworzycielkę Ashę jako pierwszy ze Smoków Żywiołów, dlatego jest potężniejszy od swojego rodzeństwa. Został strażnikiem światłości, prawości i honoru. Stworzył też anioły, by czyniły jego wolę. My ludzie pochodzimy od Ylatha, lecz przyjęliśmy wiarę w Elratha, gdyż jego drogi bardziej nam odpowiadały. Smoczy Bóg Światłości wskazuje nam drogę i określa jak mamy żyć. Bez jego rad błąkalibyśmy się jak ślepi we mgle, jak to już było w przeszłości. Elrath nie żąda od nas niczego specjalnego, jedynie byśmy podążali za jego przykładem. Większości ludzi to odpowiada, nieliczni pozostali niestety przy naukach Ylatha.
- Aha – odezwała się Orchi, zaś Nela zareagowała na tę uwagę przewróceniem oczyma.
- Nie nudź ich swoimi wywodami, lepiej opowiedz, co przygotowaliście na dzisiejsze święto.
- Ech Telh, ty to potrafisz wpędzić mnie w depresję, ale dobrze… Aby uczcić dzień, w którym narodził się Elrath, nasz Kościół pomaga wszystkim prawym i honorowym, nie ważne czy są zamożni czy też biedni. W południe wyprawiamy kapłanów inkwizycji z darami dla mieszkańców biednych dzielnic. Kapłan i dwóch gwardzistów pukają w do każdych drzwi i w zależności jak dani obywatele zachowywali się przez dany rok, otrzymują od inkwizytora statuetkę Elratha ze szczerego złota oraz koszyk z  jedzeniem lub baty, lecz także koszyk z jedzeniem. Elrath nagradza i każe, ale nikogo nie zostawia w potrzebie. Przyjęło się też, że w ten dzień w szlachetnych domach to panowie obsługują służbę, by raz do roku doświadczyli tego samego, czego zadają przez jego resztę. Jeśli jakiś szlachcic odmówi, albo po Dniu Narodzenia Smoków zacznie się mścić na służbie, to odwiedza go inkwizytor, bynajmniej już nie z batem. To samo odnosi się do biedoty, jeśli ich zachowanie podczas wizyty było na pokaz, to kapłan inkwizycji także do nich wraca. Elrath jest łaskawy, ale przede wszystkim sprawiedliwy. To jak, chciałybyście przysłużyć się Elrathowi?
- Nie ma… - Nela nie zdarzyła dokończyć, gdy Orchi zakryła jej usta ręką i odpowiedziała:
- Dziękujemy, ale krzywdzenie kogokolwiek, nawet jeśli na to zasłużył, nam nie odpowiada. Miło było z panem rozmawiać opacie Benedyktu. Jeśli można, chciałabym dostać trochę wody przed wyjściem.
- Oczywiście – kapłan poszedł na tył świątyni i przyniósł misę wody. – Szczęśliwej drogi i niech Elrath was prowadzi.
- Po co ci ta woda? – spytała się Nela, gdy opuszczały mury świątyni.
- To dla potrzebujących.
- Jakich potrzebujących?
Orchi nie odpowiedziała, tylko podeszła do gwardzistów i każdemu z nich wlała trochę cieczy przez szpary w wizjerach.
- Uhh… och… my wcale nie spaliśmy! – krzyknął jeden z drugim. Nela się tylko roześmiała.
Świątynia Ylatha była okrągłą, kamienną budowlą bez dachu i ścian. Pośrodku wznosił się wysoka kolumna ze schodami prowadzącymi na płaski szczyt. Na szczycie stał mag i zmagał się z wichrem wywołanym przez żywiołaka powietrza. U podnóża kolumny znajdowała się wielka klepsydra odmierzająca czas.
- Co on robi? – spytała się Orchi.
- Sprawdza swoja siłę woli – wyjaśnił Telh – To cześć oddawana Ylathowi, Smoczemu Bogowi Powietrza. Ylath ponad wszystko ceni sobie wolną wolę, ale także odporność na wpływ chaosu. Walka z wiatrem wywołanym przez żywiołaka reprezentuje walkę z samym sobą i pokusami. Wiatr zmaga się gdy wraz z koncentracją poddającego się próbie. Im dłużej ktoś wytrzyma, tym większą ma silę woli. Jak widzicie, Ylath nie ma właściwie kapłanów, a jego, że tak powiem wyznawcami, są głownie magowie i ludzie z Wolnych Miast. Dla wolnomieszczan to głownie zabawa, ale dla magów to kolejny trening. O patrzcie! Nasz ukochany radny zaraz pęknie i przegra! Nie martwcie się, jak tylko zacznie panikować, wiatr magicznie ustanie, a nawet jeśli przez przypadek by spadł, to żywiołak powietrz go pochwyci. No i po zawodach. W klepsydrze nie przesypało się nawet ćwierć ziarenek piasku, radny z pewnością będzie musiał teraz przełknąć gorycz porażki.
- A co można wygrać? – zapytała się Orchi?
- Wygrać? – zdziwił się Telh
- Skoro to jest próba, to musi być jakaś nagroda, inaczej nikt by nie chciał startować.
- Cha, cha, rzeczywiście. Ten rytuał trwa od tak dawna i nikomu nie udało się jeszcze dotrwać nawet do połowy piasku w klepsydrze, że mało kto pamięta, o co w nim chodziło. Obecnie to głównie hołd dla Ylatha i podzięka za jego wolną wolę, ale faktycznie, istnieje nagroda. Jest to biała szata ofiarowana pierwszym magom przez Ylatha, podobno bardzo piękna, ale nikt jej od dawna nie widział.
 - Każdy może spróbować? – spytała się Orchi.
- Tak… - odpowiedział zaniepokojony Telh – Chyba nie zamierzasz…
- A owszem – po czym wstała i ruszyła w stronę środka areny, ku zdziwieniu Telha, schodzącego po schodach przegranego maga i reszty obserwujących osób.
- Powstrzymaj ją, nie wie czym ryzykuje! – krzyknął do Neli Telh.
- Owszem, nie wie. – odpowiedziała całkiem spokojnie i… siedziała dalej.
- Nie powstrzymasz jej?!
- Musi zacząć się samo o siebie troszczyć. To jest równie odpowiedni moment jak każdy inny.
- Jesteś szalona!
Nela tylko uśmiechnęła się szeroko do Telha, któremu nagle zrobiło się chłodno.

Na szczycie kolumny wiała czarna wichura, zmagająca się z każdą chwilą. Przez zasłonę chmur nic nie było widać. Nagle wszystko ucichło, a żywiołak powietrza bezwładnie opadł na ziemię. Ze szczytu schodziła spokojnie Orchi przyodziana w biało-błękitną suknię na ramiączkach. Wyglądała by jak anioł, gdyby nie szopa rozwianych włosów, która była „pamiątką” po rytuale.
- Jak? – spytał z niedowierzaniem Telh.
- Co jak co, ale siły woli nie można jej odmówić. Jak czegoś chce, to tego dopnie. A następnym razem, nie wspominaj jej o fantach, bo będziesz miał ze mną do czynienia. Chodźmy, trzeba znaleźć jakiś grzebień i lustro.
Pół godziny później, po wizycie na straganie, przy miejskiej fontannie i w sklepie szklarza, cała trójka trafiła do Świątyni Arkatha. A właściwie przed, gdzie stały rzędy stołów zastawionych kuflami, dziczyzną i krasnoludami przemykającymi się pomiędzy „świętującymi” mężczyznami. Gdzie niegdzie pod stołem leżał osobnik, który zbyt długo „wychwalał” Arkatha. Jednak szybko został odnoszony na bok, do pobliskiej fontanny, by doszedł do siebie.
- Zawsze tak żarliwie… wyznają tego Arkatha? – spytała się Nela?
- Zawsze. Jeśli chodzi o ilość… hmm… „wyznawców” przyciąganych przez świątynie w dzisiejszym dniu, to żadna nie może się równać ze Świątynią Arkatha, jeśli chodzi o mężczyzn. Nawet Malassa musi ustąpić swojemu bratu. Jedynie Sylanna dorównuje Arkathowi, ale tylko dlatego, że zlatują się tam niemal wszystkie kobiety. Zresztą same później zobaczycie. Chcecie może spróbować „wyznawania” Smoczego Boga Ognia, czy przejdziemy od razu do wnętrza świątyni?

Tuż obok nich kolejny „wyznawca” podziękował do dna Arkathowi, uniósł się śmiechem, odchylił na krześle do tyłu po czym… złączył się ze swoim bóstwem, a dwa krasnoludy odniosły go pod fontannę i zrobiły miejsce dla kolejnego ochotnika.
- Nie… dzięki, ale nie. – odparła Orchi – Poza tym są tu sami mężczyźni.
- A ty dlaczego nie „świętujesz”? – zainteresowała się Nela
- Ja? No cóż, mam ciekawsze rzeczy do zrobienia dzisiaj niż… „wyznawanie” jednego boga. Chodźmy do środka, tam jest ciszej i zobaczycie z bliska jak krasnoludy świętują ten dzień. Zapewniam was, że inaczej niż reszta tutejszych wielbicieli Smoka Ognia.

Świątynia wyglądała jak replika dowolnego miasta krasnoludów. Wąskie, wysokie drzwi, po stronach których stały posągi smoka ognia zionącego ogniem, prowadziły do przestronnej hali, w której panował ruch i harmider. Krasnoludy i krasnoludki biegały tam i nazad, niosąc składniki trunków do kadzi, tace z  pełnymi kuflami na zewnątrz oraz wrzucając zanieczyszczoną zastawę do wielkiej kadzi z wodą.
- Ruch tu większy niż na pchlim targu w dniu gdy karawana przybywa. – zauważyła Nela. – Zawsze się tak gdzieś spieszą? Myślałam, że będą świętować, jak ci na zewnątrz.
- O co to to nie. Chodźmy do tutejszego kapłana run, on wam to wytłumaczy.

Kapłan run właśnie wrzeszczał na podwładnego, czy jak wyjaśnił Telh, „udzielał łagodnej reprymendy”. Gdy skończył łajać nieszczęśnika, ten jakby odkrył nową energię w sobie, bo przestał rozlewać piwo z kufli na tacy i jakby chyżej biegał.
- Witaj Hangvul. Kłopoty z nowicjuszami?
- A jakże! Ruszają się jak muchy w smole! Staram się być dla nich miły, a tak mi odpłacają! Mają szczęście, że nie ma z nimi naszego majordomusa, Wiadernego, on to by ich „zmotywował” do pracy! Sama jego obecność sprawia, że od razu podwajają efekty! No ale cóż cię tu sprowadza? Zazwyczaj omijasz nasz mały zakątek w Dniu Narodzin Smoków.
- Pozwól, że ci przedstawię: oto Orchi i Nela. - Orchi uśmiechnęła się i pomachała Hangvulowi, Nela tylko skinęła głową. – Służę im za przewodnika po mieście w dzisiejszym dniu. Chciały by się dowiedzieć czegoś o smoczych bóstwach.
- Dlaczego tak biegacie, zamiast usiąść i świętować? – spytała się Orchi.
Hangvul nie mógł powstrzymać śmiechu, cała hala zaś zamarła i spojrzała na niego.
- Do roboty lenie! – i tak zakończyła się niespodziewana przerwa w pracy – Przepraszam, ale jak się ich nie pogoni… sami wiecie. Co do pytania – ależ my cały czas świętujemy. To co tu widzicie, to nasze podziękowanie Arkathowi za jego trud i to czego nas nauczył. Widzicie, dla nas krasnoludów praca jest najważniejsza, a dobrze wykonana praca, to rzecz święta. Tego nauczył nas Arkath. Gdy ludzie upijają się, głosząc że tak czczą Smoka Ognia, my krasnoludy w ten dzień wykonujemy najlepiej jak potrafimy nasze obowiązki. Dzielenie się z innymi rasami naszym trunkiem i usługiwanie im, to chęć pokazania gościnności oraz zapału Arkatha. Nasz trunek, to dar od Arkatha dla ludzi – pijąc go, szukają dreszczyku emocji w swoim życiu, tak jak Smoczy Bóg Ognia.
- Dlaczego krasnale wynoszą na zewnątrz tace z piwem, a krasnalki wałki? – przerwała mu bezceremonialnie Nela.
Hangvul i Telh roześmieli się równocześnie, tym razem nikt nie przerwał pracy.
- To właśnie jest najlepsze w dzisiejszym święcie i muszę powiedzieć, że my krasnoludy mamy z tego trochę satysfakcji. Widzicie, piwo jest darmowe, ale jest cena, którą za nie trzeba zapłacić. Uprzedzamy gości, że „czczenie” Arkatha wiąże się z dreszczykiem emocji. Widzieliście tych, którzy „zjednoczyli się z Arkathem” przy fontannie, prawda? Otóż wałki otrzymują przy tej samej fontannie ich żony! – i wybuchnął śmiechem na całe gardło.



- Co taka smuta Orchi? – zaniepokoił się Telh
- Wciąż myślę o tych biedakach przy fontannie. Jak się obudzą, będą mieli kłopoty.
- Mogli pomyśleć, nim zachlali się na umór. Zasłużyli sobie na swój los. – odparła Nela. Widząc zaś posępną minę siostry, dodała – Nie przejmuj się nimi. Na drugi dzień wszystko wróci do normy. Hej, w końcu dziś jest święto, a to część tradycji.
- Tak myślisz.
- No pewnie. Rozchmurz się.
- Skoro o posępnym humorze mowa, to czas na wizytę w Świątyni Ashy.

- Ktoś chyba przesadził z zielenią. – oceniła Nela, przyglądając się Świątyni Ashy.
- Ale przynajmniej z daleka widać ją w nocy. – bronił budowli Telh.
- A kto nocą łazi po świątyniach? Chyba tylko zmarli.
- No… tak jakby.
Nela spojrzała na niego pytającym wzrokiem, on zaś tylko uśmiechnął się i wzruszył ramionami.
- Chodźmy do środka! Założę się, że w środku są jakieś kotki! – zaproponowała Orchi i ruszyła pierwsza do piramidalnego budynku z dwoma posągami czegoś, co przypominało lwy, przy wejściu.

Wnętrze było ponure, mroczne, chłodne, bez żadnej jaskrawej zieleni, na którą pomalowany był z zewnątrz budynek. Nie było też żądnych okien czy palących się pochodni. Na pierwszy rzut oka nikogo wewnątrz nie było. Do wielkiego posągu kobiety z sześcioma rękoma prowadziła długa, kamienna droga. Nigdzie nie było widać żadnych ław czy nawet podestów do siedzenia.
- Chyba nikogo nie zastaliśmy. Kotków też nie ma.
- Nie powiedziałabym. Przy posągu ktoś się kręci.
Telh był zdziwiony, że Nela zauważyła cokolwiek w tej ciemności. Zdziwił się jeszcze bardziej, gdy dojrzał skryte pod kapturem oczy Neli – były czerwone. Jakimś trafem przeoczył ten szczegół, gdy spacerowali w świetle słonecznym. Szybko jednak doszedł do siebie i pospieszył z wyjaśnieniem:
- To kapłanka Pajęczej Bogini, Aishuu. Zbliżmy się do niej.
- Może powinniśmy ją wpierw zawołać? Nie chcemy, by się nas wystraszyła.
- Nie ma takiej potrzeby, wie o nas od chwili wejścia, po prostu nie zwraca na nas jeszcze uwagi.

Aishuu okazała się okrytą w czerń od stóp do głów kobietą, z kapturem z welonem szczelnie narzuconym na głowę i zasłaniającym jej lico jeszcze skuteczniej, niż w przypadku Neli.
- Witaj Aishuu. Pozwól, że przedstawię ci Orchi oraz Nelę. Przyszły tu, by usłyszeć o Ashy.
- Witaj Telh. Takie młode i pełne życia… - kapłanka umilkła i wpatrywała się przez dłuższą chwilę w obie dziewczyny po czym nagle zastała – Skąd jesteście?
- Z daleka. – Nela odezwała się, nim Orchi zdążyła otworzyć usta.
- Hmm… Niech więc wam tak będzie, choć mam nadzieję, że jeszcze wrócimy do tego tematu.
- Może. – powiedziała bez emocji Nela.
- Widzisz cokolwiek przez ten welon? – wtrąciła się Orchi.
- Oczywiście. Inaczej nie byłoby sensu go nosić.
- A dlaczego go nosisz?
- To… długa historia.
- Opowiesz o tym?
- Może. – odpowiedziała Aishuu naśladując wcześniejszy ton Neli.
- Panie, panie. Nie zapominajmy po co tu przybyliśmy. Aishuu, czy możesz opowiedzieć Orchi i Neli o Ashy i dzisiejszym święcie?
- Przecież mamy czas Telhu. – spojrzała na gości i poprawiła się – Racja, one nie mają tyle czasu. A więc co chcecie wiedzieć? Czy chcecie usłyszeć o tym jak Asha stworzyła ten świat i pozostałych Smoczych Bogów? Czy chcecie wiedzieć, dlaczego Asha nie ma wyznawców, a nasz kult czci tylko jej jedno oblicze, zapominając niestety o dwóch pozostałych? A może od razu przejść do rzeczy i opowiedzieć wam, dlaczego mimo wszelkiej tej niechęci między czarodziejami a nekromantami, przybyliśmy do Shahibdiyi, jak co roku, i czcimy i pomagamy jak umiemy wszystkim, którzy o to proszą?
- Może od razu przejdź do rzeczy Aishuu, nie mamy całego dnia, na szczegóły, a znając ciebie, to zeszedł by i z tydzień – doradził Telh.
- Jak chcecie. Mimo wszystkich szykan ze strony magów, mimo waśni miedzy naszymi nacjami, obie strony szanują nieformalną tradycję, że raz do roku nic nie grozi nikomu z nas na ziemiach czarodziei, nawet szykany czy złe słowo, ani nie grozi nic żadnemu czarodziejowi w Hereshu. To jedyny dzień w roku, w którym możemy ofiarować swą pomoc ludom tych pustyń.
Telh zaczął kreślić w powietrzu palcami kształt klepsydry.
- Dobrze, już dobrze, Telhu, przejdę do rzeczy. Widzicie dziewczęta, my wyznawcy Pajęczej Bogini czcimy jej aspekt śmierci i odrodzenia. Wierzymy, że po śmierci odrodzimy się na nowo, w innym ciele. Dlatego przybywamy tu, by przygotować ludzi na tę podróż. Nie znaczy to, że chodzimy ubrani na czarno, z maską w kształcie czaszki i z kosą w ręku od drzwi do drzwi, głosząc rychłe odejście mieszkańców do Ashy. Nie. W ten dzień korzystamy z naszej wiedzy, by ulżyć rannym i schorowanym. I nie mówię tu o tym, o czym usłyszycie z ust kleryków światłości – nie zabijamy nikogo. Korzystamy z naszej wiedzy dotyczącej śmierci, w tym i chorób, by uleczyć tych, co nie mogą pozwolić sobie na drogie usługi Kościoła Światłości czy magii czarodziei.
Nasi balsamiści nastawiają złamania, leczą rany i stłuczenia, wyciągają z chorych nieuleczalne dla innych cyrulików choroby. Nie chcemy za to nic innego, jak uświadomienie sobie przez pacjenta, że śmierć jest nieunikniona, ale że są to też wrota do odrodzenia. Rzeczy materialne, ani tym bardziej kłamliwe oskarżenia o zapisanie nam przez chorych ich ciał czy narządów, nie mają dla nas znaczenia. Cieszymy się, gdy w ten dzień możemy pokazać innym, że Asha jest nie tylko śmiercią, ale i odrodzeniem, że niewidzialne organizmy i trujące ziela mogą służyć do uzdrawiania, że nic nie jest czarne ani białe, jak sądzą niektórzy uzdrowiciele i niestety także część z nas nekromantów. Chciałybyście wiedzieć cos jeszcze? A może potrzebujecie uzdrowienia – Aishuu przyjrzała się uważnie całej trójce – Nie, nie sądzę by wam nasza pomoc była potrzebna.
Odpowiedziała jej Orchi:
- Dziękujemy za wyjaśnienie i nie, nie potrzebujemy żadnego uzdrawiania, choć miło, że to zaproponowałaś. Niestety chcemy jeszcze odwiedzić pozostałe trzy świątynie, a czasu ubywa.
- Cztery.
- Słucham? – zdziwiła się Nela.
Aishu nie odpowiedziała, tylko wróciła do swoich zajęć.
- Chodźcie dziewczyny, audiencja skończona.
- Dziwna osoba i o dlaczego cała okryta jest tymi szatami?
- Jak powiedziała, to długa historia. – a widząc pytający wzrok obu towarzyszek dodał – Kiedyś była całkiem zwyczajna, ale trafiła w nieodpowiednie miejsce i teraz ponosi konsekwencje tego. A szaty są z powodu jej skóry – każdy kontakt z promieniami słonecznymi jest dla niej opłakany w skutkach. No dobra, dość tego grobowego tonu, to gdzie teraz? Do Smoczycy Wody, Ziemi czy Ciemności?
- Chodźmy zobaczyć w końcu te elfy. Z jakiegoś powodu muszą być tam takie tłumy.
- Co Orchi, koniecznie chcesz zobaczyć nagie  torsy elfach samców?
Orchi się tylko zaczerwieniła na uwagę Neli.


Dopchać się do drewnianej sceny, która jednocześnie była główną częścią Świątyni Sylanny, było ciężko. Chyba wszystkie kobiety z całego miasta przyszły uczestniczyć w przedstawieniu elfów w strojach „natury”, czyli w przepasce biodrowej. Co ciekawe, wśród tłumu znalazło się kilku mężczyzn, przeważnie o równie elfiej urodzie. Na scenie zespół elfów wywijał esy-floresy i inne skomplikowane figury taneczne, których nie powstydziłaby się niejedna tancerka. Orchi i Nela obserwowały przedstawienie z zainteresowaniem (jak każda z kobiet w tłumie) Telh zaś wyjaśniał im zawiłości tego rytuału:
- Jak powiedział mi kiedyś jeden z elfów, tańce te symbolizują nadejście wiosny, radość z tego, że Matka-Ziemia, czyli Sylanna, odradza po zimie leśne runo. Zauważył też, że chociaż sama Sylanna jest flegmatyczna, to traci te cechy, gdy zaczyna działać, jak wiosną właśnie Dodał też na koniec, że to wszystko nie jest prawdą, a taniec zwyczajnie ma utrzymać kondycje i umiejętności elfach wojowników podczas czasów pokoju. No i przyciągnąć uwagę kobiet innych ras, ku zazdrości ich mężczyzn.

Orchi ledwo słuchała Telha, gdyż jej uwagę przykuł jeden z elfów, któremu najwyraźniej także wpadła w oko. Z błędu wyprowadziła ją Nela:
- Zapomnij.
- Dlaczego? Przecież mrugnął do mnie.
- Mrugnął, ale do tego młodzieńca przed tobą.
- Jestem wykończona! – marudziła Nela – Jeśli gdzieś nie odpoczniemy, to będziecie musieli mnie nieść.
- Właściwie ja też. – wtórowała jej Orchi.
- Jeszcze kilka ulic i dojdziemy do Świątyni Shalassy. Nagi są mistrzami w sferze duchowej i fizycznej i z pewnością zregenerują wam siły. To już naprawdę niedaleko.
- Jeśli kłamiesz, po zaręczam cię, że pożałujesz – ton Neli nie pozostawiał żadnej wątpliwości, że żartuje.

Świątynia Shalassy okazała się okrągłym jadeitowym budynkiem postawionym wśród ciepłych wód. Z daleka odczuwało się wrażenie relaksu i uspokojenia. Przed budynkiem trójcę powitała naga-kapłanka, która zaprosiła ich do wnętrza i zaczęła opowiadać o Shalassie, jedności umysłu i ciała i o innych rzeczach. Orchi i Nela wcale jej nie słuchały. Widząc to, kapłanka zaproponowała im lekcję medytacji i treningu fizycznego, by pozbyły się zmęczenia. Nela głośno protestowała, ale po usłyszeniu na ucho od nagi, co zawierają te „treningi”, pozbyła się wszelkich oporów. Jako, że „medytacja” była przeznaczona tylko dla kobiet, Telh musiał poczekać na zewnątrz. Po godzinie obie wyszły ze świątyni zrelaksowane i wesołe.
- Widzę, że  humor wam dopisuje. Powiecie mi na czym polegają te medytacje? Przez wiele lat chciałem się tego dowiedzieć, ale nagi ściśle strzegą swoich sekretów.
Obie dziewczyny zachichotały, po czym Orchia zaczęła opowiadać:
- Najpierw skierowano nas do przebieralni i dano ręczni z poleceniem, by tylko je mieć na sobie. Potem poszłyśmy do tych ciepłych źródeł z tyłu świątyni, gdzie można było się odprężyć. Nagi nazwały to medytacją, a źródła dżak-juz-dżi. Potem przyszedł czas na ćwiczenia fizyczne. Kazano nam położyć się na płaskiej desce z jedwabnymi poduszkami. Gdy przyszli trenerzy zaczęły się ćwiczenia z mas-saż-ju. To było cudowne! Nawet nie wiesz, jak cudownie się czujemy po tym wszystkim, czego nag nauczyła Shalassa.
Telh stał jak osłupiały nie bardzo wiedząc, co ma o tym myśleć. Przypomniał sobie, że muszą jeszcze odwiedzić Świątynie Malassy.
Świątynia Smoczych Ciemności nie była budynkiem. Podobnie jak „budynki” mrocznych elfów w ich miastach, tak i tutejsza świątynia  nie posiadała ścian czy sufitu, była raczej otwartym placem, pośrodku którego stał kamienny ołtarz. Dokoła przechadzały się mroczne elfki w strojach… powiedzmy, że miały jakieś stroje, choć trzeba było wysilić wzrok, by to odzienie w ogóle dojrzeć. Plac przed ołtarzem był zapełniony mężczyznami. Elfki w ogóle nie zwracały na nich uwagi szepcąc swoje rytuały i modląc się do czarnego posągu smoka znajdującego się za ołtarzem.
- Pierwszy raz widzę coś takiego – zdumiał się Telh – Nigdy przedtem wyznawczynie Malassy nie posiadały ołtarza. Ciekawe dlaczego w tym roku go tu przywiozły?
- Czy to ważne? – rzuciła beznamiętnie Nela – Widocznie chcą uatrakcyjnić tegoroczny występ… choć sądząc po tych śliniących się gapiach, nie za bardzo wiem po co.
- Nie rozumiesz. Mroczne Elfki zawsze mają jakieś sekrety i nic nie robią bez powodu. A do tego jeszcze te plotki z ich miast…
- Nie przejmuj się. – odparła Nela – Cokolwiek to będzie, z pewnością będzie warte zobaczenia. Zwłaszcza, jeśli któryś z tych idiotów tutaj weźmie w tym udział.
Wyznawczynie Malassy przerwały swój obrzęd i zwróciły się w stronę tłumu.
- Co roku świętujemy urodziny Malassy, Smoczej Bogini Ciemności, która skrywa sekrety przed wzrokiem niepowołanych. Słyszy ona wszystkie wasze szepty i prośby. Dlatego rok rocznie oddajemy jej cześć przybywając tutaj i wznosząc do niej modły. Wy zaś przychodzicie i swoimi szeptami i komentarzami zwracacie jej uwagę. Malassa jest zadowolona z waszych szeptów, lecz dziś musimy upamiętnić jeszcze coś – krew przelaną przez Smoczych Bogów w walce z siłami chaosu. Dlatego prosimy wasz o ofiarę, kto z was jest chętny, by… - Mroczna elfa urwała w pół słowa, a z tłumu podniósł się las rąk. Po chwili wyjęła nie wiadomo skąd sztylet i kontynuowała apel - …by przelać tutaj swą krew?!
Las rąk opadł jak jeden mąż. Tylko jedna dłoń nadal wisiała w powietrzu. Kobieca dłoń. Telh usłyszał jeszcze zrezygnowany głos Neli „A jakże, kto by inny” i zobaczył, że Orchi zbliża się ołtarza.
- Bardzo dobrze dziecko. Połóż się wygodnie na ołtarzu, ręce wzdłuż tułowia. Obiecuję, że nie będzie bardzo bolało.
- Nie pomożesz jej?! – krzyknął Telh – Wiesz co te wiedźmy z nią zrobią?! Złożą ją w ofierze, jak w swoich miastach.
- Choć raz zamknij się i patrz! – zamknęła mu usta Neli.
Mroczna elfka uniosła sztylet wysoko nad Orchi, która nie wiedziała co się dzieje, i szybkim ruchem opuściła go nad ofiarę. Sztylet trafił w cel i szybkim ruchem przeciął opuszek palca Orchi, ku ogólnemu zdziwieniu tłumu, Telha i przybyłej na wezwanie straży miejskiej. Mroczna elfka podniosłą dłoń Orchi i kilka kropel krwi spadło do specjalnie podstawionej przez służki misy. Elfka pomogła wstać Orchi z ołtarza i zwróciła się w stronę tłumu.
- Dziękuję ci dziecko za te kilka cennych kropel krwi, które symbolizują krew, jaka spadła na Ashan i która skrywa wiele sekretów, chronionych przez Malassę. A co do was ludzie małej wiary… Naprawdę myśleliście, że składamy ofiary z ludzi? Warto było zobaczyć wasze miny w tym roku, po tych wszystkich oszczerstwach wobec nas.
Po czym wszystkie mroczne elfki wybuchnęły śmiechem, zaś tłum zrobił się czerwony na twarzy.
- No i po strachu. Coś taki zdziwiony Telhu, przecież na pierwszy rzut oka było widać, że te elfki nikogo nie skrzywdzą. – a widząc, że Telh nic nie rozumie, Nela wyjaśniła – Było widać po ich oczach jak i sposobie ruchu, że nie przygotowują się do konfrontacji, a ofiara z człowieka, na pewno do tego by doprowadziła. Jak tam Orchi, paluszek boli? To dobrze, następnym razem zastanowisz się, nim lekkomyślnie rzucisz się w wir wydarzeń. Chodź, zwiedziliśmy już wszystkie świątynie, czas ruszyć dalej.


- Nie do końca – Nela spojrzała zdziwiona na Telha – Widzisz, jest jeszcze jedna świątynia do odwiedzenia, ale nie każdy może tam trafić. Wy dwie wydajecie się, by ją zwiedzić. Macie dziwne szczęście i do znalezienia się w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie, jak i do wyjścia z takich sytuacji obronną ręką. To co, jesteście zainteresowane?
- No nie wiem, brzmi podejrzanie. – zastanawiała się Orchi.
- Jasne, że idziemy! Pamiętaj, że jesteś mi coś winna za tę wycieczkę. Prowadź Telh.

- Kanały?! Czego to jest świątynia? Pisków?
- Właściwie to tak Neli. Jest to Świątynia Pisków. Widzisz, żaden strażnik nie zajrzy tu, gdzie pełno jest szczurów i nikt też nie wpadnie na pomysł, że pogardliwa nazwa kanałów – Świątynia Pisków – jest też hasłem dla nas, wyznawców odrzuconego boga Asuanu, Urgasha.
- Urgasha? Nikt dzisiaj nie wspominał o takim bogu?
- To dlatego, że ludy Ashanu boją się wymawiać imię Smoka Chaosu. Nasze bóstwo jest dyskryminowane od zawsze przez wszystkich, a jedynie czego Urgash chce, to wolności, prawdziwej wolności, bez ograniczeń narzuconych przez innych. Chcesz coś wziąć? Proszę bardzo, o ile tylko masz siłę, spryt albo intelekt, by tego dokonać. Gdy ci się uda, to nie interes innych czy miałeś prawo czy też nie. Udało ci się, to znaczy że miałeś. Nie udało się, to znaczy, że jesteś martwy. Szybko i skutecznie. Urgash jest zachwycony ciągłymi zmianami, nienawidzi wręcz stagnacji. Wy dwie jesteście tego najlepszym przykładem, rok rocznie ten sam nudny festiwal, a tu proszę, mroczne elfy wymyśliły coś nowego i bez ciebie, Orchi, na pewno nie udało by się im tego dokonać. To samo z nagami – nikogo nie wpuszczają do siebie, ględzą swoje teorie o równowadze ciała i umysłu, a wy dwie dostaliście się bez problemów i doznałyście innej strony ich „filozofii”. Że nie wspomnę o Ylacie i minie tego radnego. Co roku przemierzam te duszne miasto, szukając nowych wyznawców i oznak Urgasha i w ten sposób czcząc ten parszywy festiwal na nasz sposób, ale dopiero w tym roku widzę oznaki Urgasha za każdym waszym ruchem.
Orchia wydawała się zmartwiona wyznaniem Telha, Nela zaś słuchała go z coraz większym entuzjazmem.
- No, jesteśmy na miejscu!
Ich oczom ukazała się duża komnata, zapewne suchy kolektor wodny, pełen ludzi i demonów oddających się czym tylko chciały: przemoc fizyczna, inkuby i sukuby flirtujące z kultystami, nawet kolczaste demony robiące „piercing” ludziom.
- Jak widzicie, tu każdy jest wolny i może robić co chce! W ten sposób świętujemy narodziny Urgasha, który podarował nam wolną wolę i ukazał sens nieustannych zmian! Róbcie co chcecie, nie poniesiecie za to żadnych konsekwencji!
- Naprawdę? – spytała z niedowierzaniem Nela, zaś Orchi zrobiła wielkie oczy i powiedziała cicho „Nie”.
- Oczywiście, żadnych kar za cokolwiek! – odparł Telh. Tym razem Orchi krzyknęła głośno „Nie” w stronę Telha, ten zaś spojrzał na nią zdziwiony, ale postanowił ją zignorować. Nie mogła mu wszakże w ogóle zagrozić.
- W takim razie… - oczy Neli błysnęły rubinowym blaskiem, a z dłoni zaczął wyłaniać się ogień. Telh Ekbah  zdał sobie sprawę z dwóch rzeczy: „Nie” wcale nie było skierowane do niego i że całkowita wolność nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem.



„Uzupełnienie do raportu Magicznych Ostrzy
Pogłoski ogniach piekielnych i o demonach wyskakujących z kanałów w Dniu Narodzin Smoków są jak najbardziej prawdziwe. Nie wiemy co się tam wydarzyło, ale cokolwiek wystraszyło Szaleńców, musiało być niewiarygodnie potężne. Ocaleli kultyści wspominają także, że Urgasha do nich zstąpił. Zważywszy na stan ich umysłów, nie sądzę by cokolwiek sensownego dało się od nich wydobyć. Dobre wiadomości to te, że potwierdzono istnienie Świątyni Psików i że już ona nie istnieje. Złe, że cały system kanałów został doszczętnie zdemolowany. Naprawa go zajmie lata, a tymczasem sugeruję, by powrócić do sprawdzonego systemu odprowadzania ścieków, jak w latach przed powstaniem kanalizacji. Zakazałem już lotów w dolnych częściach miasta, by nie narażać nikogo na nieprzyjemności jakie mogą ich potkać, jeśli zbliżyli by się za bardzo do okien mieszkalnych.
I przenieście gargulce z niższych poziomów na blanki, inaczej nikt ich nie doczyści. Tego nam jeszcze trzeba, by po buncie orków i zwierzoludzi, wybuchł bunt gargulców.”

Avonu a.k.a. Alamar, Decembrius A.D. MMXI


Artykuł czytany 1229 razy, liczba komentarzy: 1. Ostatnia edycja: 24 grudnia 2011, 15:04 przez Field.

Historia zmian, zobacz komentarze (1).