Gorące Dysputy

Ruchome obrazy - film - "Mania masowego oglądania - seriale"

Aktualnie w Osadzie: Ognisko jest zgaszone.
Osada 'Pazur Behemota' > Gorące Dysputy > Ruchome obrazy - film > Mania masowego oglądania - seriale
Wędrowiec: zaloguj, wyszukiwarka
Ymir

Ymir

29.12.2014
Post ID: 78837

W ramach mojego projektu serialowo-youtube'owego - prezentuję wam mój skrypt niedoszłej niestety recenzji serialu Sons of Anarchy:

Kilkukrotnie zbierałem się do napisania scenariusza recenzji Synów Anarchii. Te w większości były podobne do siebie w kwestii negatywnego nacechowania i choć wraz z kolejnymi poprawkami skrypt ten robił się coraz lepszy, tak nie byłem w stanie go skończyć. Zarzuciłem więc ten pomysł i poczekałem na premierę siódmego, a zarazem ostatniego sezonu.
Wraz z momentem otworzenia Guinnessa poczułem jak bardzo brakowało mi tego serialu po niespełna rocznej przerwie. Widzicie, serial ma wady i to całkiem spore, ale nie jestem w stanie patrzeć na niego krzywym okiem mając na uwadze to, że z każdym odcinkiem ciesze się jak dziecko podczas oglądania.

Tym nieco przydługim wstępem zapraszam na recenzję serialu stacji Fox: czyli Sons of Anarchy.

Tytuł opowiada o gangu motocyklowym – tytułowych Synach Anarchii i ich rozwoju, zmaganiu się z problemami rodzinnymi, ale również prawnymi.
Albowiem gang Synów należy do części tak zwanego jednego procenta. Do niego przynależą kluby motocyklowe, które poza zrzeszaniem ludzi o tych samych zainteresowaniach, nie hamują się przed ubrudzeniem sobie rąk handlem narkotykami czy bronią (to z tych mniejszych przestępstw).

Początkowo, choć wszystkich postaci jest sporo, można wyróżnić trójkę bohaterów która w serialu gra pierwsze skrzypce.

Są nimi Clay Morrow – grany przez Rona Perlmana współtwórca zakładu mechanicznego Teller & Morrow będącego również siedzibą klubu -prezydent i jeden z założycieli Synów, Jax Teller – syn nieżyjącego już wspólnika Claya, wice-prezydent, główna postać a w początkowych sezonach również narrator, w którego rolę wciela sie Charlie Hunnam
oraz Gemma Teller, grana przez katey Sagal, matka Jaxa oraz Old-lady klubu, którą to funkcję można by określić jako bycie powierniczką wszelkich tajemnic. Poza tym mamy też pozostałych siedmiu członków tego oddziału Synów, przewodniczących konkurencyjnych gangów, szeryfa miasta Charming i zaledwie kilka postaci kobiecych, będącymi żonami bądź dziewczynami motocyklowych zapaleńców.

Do nich zresztą jeszcze wrócę, ale najpierw poskarżę się na pierwszą rzecz która mnie nieco irytuje. Otóż postacie drugoplanowe są... i nie ma ich równocześnie. To znaczy, niby każda z nich pełni swą indywidualną funkcję i reprezentuje swoje racje, ale równocześnie w pierwszych trzech sezonach można je opisać tylko jedną lub dwiema cechami.

W ten sposób otrzymujemy: inteligentnego brytyjczyka o charakterystycznym akcencie, młodego i głupawego latynosa, perwersyjnego i podstarzałego sługę Claya i tak dalej i tak dalej.
To się nieco zmienia na lepsze wraz z kolejnymi sezonami, ale... no właśnie, sezonami, a nie odcinkami jak to powinno mieć miejsce. No cholera, w dziesięcioodcinkowej Kompani Braci więcej postaci miało więcej charakteru niż przez te pierwsze 40 odcinków Synów. Tym bardziej, że aktorzy spełniają swoją rolę conajmniej poprawnie i to nie ich wina, że scenariusz kuleje. To mnie właśnie boli, że mając taką kastę aktorską jak Perlman, Flannagan czy Sagal nic się z tym kreatywnego nie robi.

W ten sposób przejdziemy do mojego kolejnego problemu, a mianowicie w jaki sposób poprowadzono tę produkcję. Każdy kolejny sezon jest taki sam, przewijają się te same motywy. A więc uwaga, spoiler:

Do miasta przyjeżdża nowy szeryf oraz wyłania się nowy boss mafii co powoduje zamieszanie w okolicznych kręgach przestępczych, rodzina postaci martwi się i pojawiają się kłótnie. W międzyczasie Synowie chcąc przejść na dobrą stronę mocy rezygnują ze współpracy z gangiem X. Powoduje to ich złość, ginie Y i w ramach odwetu Synowie kumplują się z grupą Z by przy okazji na koniec pozbyć sie z miasta szeryfa. Ktoś trafia do więzienia i zostaje tam na parę odcinków, bądź do pierwszego odcinka następnego sezonu. W tle mamy całą masę pseudo-partnerstw, rozmów o tym jak ważna jest rodzina oraz parę scen akcji etc. Etc. Każdy. Sezon. Podpada. W. Ten. Sam. Szablon... A nie, trzeci dzieje się w Irlandi, jakby to coś zmieniało...

Przy ogólnym spojrzeniu nie wygląda to nawet jak serial o gangu, a bardziej jak serial o dużych chłopcach bawiących się w gang, tylko troszke bardziej na serio. Wszyscy chodzą po planie z groźnymi minami, czasem postrzelają, ale ogólnie to bardzo uczuciowi romantycy.
I mogłoby to brzmieć jako bardzo poważny zarzut, ale takim nie jest. A przynajmniej nie do końca. Widzicie, serial niespecjalnie traktuje się poważnie, jest bardzo luźny i raczej nie stara się być tym czym nie jest. To nie jest wspomniany ostatnio przeze mnie True Detective, gdzie atmosfera jest tak gęsta, że człowiek wpada w rozpacz po 10 minutach, nie. Tutaj, oglądając czuję się bardziej jak podczas zabawy w odwzorowywanie danego motywu (w tym wypadku band motocyklowych).
To właśnie takie spojrzenie na serial pozwala na cieszenie się nim. W innym wypadku raczej średnio jest tu czego szukać. Niestety, jak na serial gdzie motocykle powinny pełnić jedną z ważniejszych funkcji, tak brakowało mi większej liczby ujęć podczas których chłopaki jeździliby na nich w szyku.

Same zdjęcia też są raczej nudnawe. Nie ma tu żadnych zapierających dech w piersiach krajobrazów czy kreatywnie wykonanych ujęć. Wizualnie jest więc przeciętnie, ale scenografie i kostiumy nieco nadrabiają te braki.

Dobrze poprowadzono i zawiązano tutaj też niektóre wątki społeczne związane np. Z rasizmem, który istnieje tylko w zasadach. W praktyce każdy tutejszy gang niezależnie czy to latynosi czy murzyni, wyznawcy nazistowskich ideologii czy azjaci – wszyscy zarzucaja na bok swoje ‘ideały’ tak długo jak tylko płynie z takich partnerstw zysk.
Z innych dobrze pokazanych motywów, mamy tu relację toksycznej matki, wdowy, ze swoim jedynym synem. Bardzo dobrze pokazano tutaj przesadne przywiązanie do swojego prawie 30 letniego już dziecka oraz sposoby manipulowania nim.

To co, dosłownie i w przenośni, gra w serialu to jednak dźwięk. I nie mówię tu nawet o notabene całkiem przyjemnym warkocie motocyklowych silników czy o dobrej jakości fonii, ale o muzyce.
Sonsi bowiem kosztem własnej ścieżki dźwiękowej, której jest tu jak na lekarstwo, posługują się piosenkami – głównie z gatunków country, bluesa i rocka, ale znajdą się tu również cięższe brzmienia, czy nawet rap.

I naprawdę, chylę czoła bo spośród ok. 40 utworów na sezon, jestem w stanie wymienić dobre 30 które mi się podobały. Z zespołów, które się tu często przewijają można wymienić na pewno The White Buffallo oraz Forest Rangers, u których wokalu użycza zresztą nieraz Katey Sagal. Znajdą się tu też utwory m.in. Black Keys, Flatfoot 56, Flogging Molly, czy Yelawolfa. Jeżeli ktoś gustuje w tego typu muzyce będzie w siódmym niebie.

Jeszcze miałem powiedzieć słówko na temat kobiet w tej produkcji. Te są przedstawione raczej przedmiotowo. W ogólnym rozrachunku przez cale siedem sezonów przewinęły się tu chyba tylko trzy kobiety, które 1. Byłyby dobrze napisane i 2. Nie byłyby antagonistkami. Reszta to wspomniani wcześniej wrogowie klubu, bądź prostytutki w burdelu. Te zresztą mają najgorzej, bo często są bite lub zabijane. W ogóle brutalność jako taka jest pokazana tutaj od 3 sezonu coraz to dosadniej.

Mamy więc np. Zbliżenia na rycie swastyki na ciele czy wyrywanie zębów butelką. Przy tej dosadności ma się zresztą wrażenie, że wszystko to jest na pokaz. Tak jakby autorzy nie umieli pokazać brutalności klubu w bardziej subtelny sposób więc tu i ówdzie pokażą przegryzanie sobię języka albo wydłubywanie oka łyżeczką.

No i właśnie taki to serial. Szczerze przyznam, że gdybym tylko wiedział co będzie się działo po trzecim sezonie to prawdopodobnie bym go nie tykał, ograniczając sie tylko do słuchania muzyki w nim zawartej. Z drugiej strony kolejne odcinki ogląda się całkiem przyjemnie i luźno niczym osobiste guilty pleasure bądź też filmy klasy B. Jeżeli ww. Wady was jeszcze nie odstraszyły, to spokojnie możecie dać Sonsom szansę, bo serial nie jest tyle Zły, co przeciętny z nierzadko dobrymi momentami. W ogólnym rozrachunku jeżeli nie macie czego robić z wolnym czasem to polecam, ale czujcie sie ostrzeżeni.
Jeszcze takie słówko na koniec, siódmy sezon ssie i to bardzo. Jest obecnie najgorszym ze wszystkich i równa się wręcz poziomowi ostatniego sezonu Dextera albo House’a. Od drugiego odcinka ten serial zaczął pikować w dół, a zważywszy na fakt że nie był już na wyżynach tak szybko wyrżnął o ziemię. Tragedia, ale pierwsze wciąż można obejrzeć choćby z ciekawości.