Oberża pod Rozbrykanym Ogrem

Baśniowe Gawędy - "Gildia Alchemików"

Aktualnie w Osadzie: Ognisko jest zgaszone.
Osada 'Pazur Behemota' > Baśniowe Gawędy > Gildia Alchemików
Wędrowiec: zaloguj, wyszukiwarka
Volkolak

Volkolak

13.01.2010
Post ID: 52142

Hałasy na dole obudziły Volka, która spał w swojej trumnie na piętrze Gildii. Zszedł na dół po schodach i zobaczył trójkę przyjaciół zajętych codziennymi sprawami. Po chwili wszyscy skierowali wzrok na niego.
- Magh, może byś mi zrobił kubek gorącej herbaty, hę? - uśmiechnął się Wampir.
- Już myślałem, że nie żyjesz krwiopijco, hehe. Długo spałeś. - śmiał się Def.
- Ehh...który raz z kolei mam powtarzać, że ja już nie żyje! - denerwował się Volk.
- Volk! Ty żyjesz! - wrzasnęła Selina.
- Aaaaaaaaaa...dobra, nieważne... - westchnął nieumarły i popatrzył w sufit.
- I znowu ulewa. Ciekawe ile będzie jeszcze padało?!? - martwił się Maghdar.
Nad Osadą krążyła duża, ciemna chmura, z której lała się struga deszczu. Wkoło panowała szarość i pustka. Wampir stał przy oknie i popijał gorącą herbatę.
- Mnie taka pogoda nie straszna! - chwalił się Anioł. - Selina wie dlaczego, hehe. - dodał.
- Jak możesz być takim egoistą Magh? - żartował krwiopijca. - Myślałem, że wykażesz się większą pomysłowością.
- Tak? To jakie ty masz rozwiązanie na taką aurę? Bo jak na razie, to dostrzegam same przechwałki. - bulwersował się Alchemik.
- A żebyś wiedział, że wiem jak rozwiązać ten problem! - odparł zdecydowanie Volk.
Wampir odtworzył drzwi od Gildii i do środka zaczęły wpadać krople deszczu. Anioł szybko zasłonił swoje pergaminy, chroniąc je przed zmoknięciem. Volk wyszedł na zewnątrz i zamknął drzwi. Wyciągnął z pochwy swój potężny, dwuręczny miecz o czerwonym ostrzu i skierował w stronę nieba. Z oręża wystrzeliła długa wiązka błyskawicy, trafiając w czarną chmurę i powodując głośny huk. Chmura zaczęła się kurczyć, a deszczu było coraz mniej. Gdy znikła całkowicie przestało padać. Zadowolony Wampir wrócił do środka.
- No nieźle, nieźle mój Starszy Asystencie. - pochwalił go Def.
- Dziękuję. To nie było wcale takie trudne. - odpowiedział z dumą Volk.
- O nie! Zdaje się, że ostrze mojego miecza się stępiło...no i co teraz? - zmartwił się nieumarły, patrząc na swą broń.
- Co to za problem? Idź do kowala. Na pewno coś wymyśli. - poradził mu zdziwiony Maghdar.
- Na nic tu umiejętności i starania zwykłego kowala, bo na ten miecz potrzeba specjalnego kamienia. - klejnotu. - tłumaczył wojownik po czym zapytał. - Czy mamy w spiżarni taki minerał?

Selina

Selina

13.01.2010
Post ID: 52150

- Skądżeś wytrzasnął ten miecz, wampirze? - spytała Selina. - Nie mogłeś mieć normalnego, nie miałbyś problemu z naprawą... - Sylfka poszła na górę, by zmienić ubranie. Stanęła przed szafą, otworzyła ją delikatnie, ale wbrew swej nadziei ujrzała tylko jedną suknię, purpurową i płaszcz wysadzany rodzinnymi klejnotami. Ze zgorzkniałą miną zmieniła sukienkę i zeszła na dół. Zobaczyła Defa patrzącego za okno.
- Co jest? Wydajesz się... smutny... czyżby papier był zły? - zaśmiała się, choć nie była to sposobna chwila. Chwile później zrozumiałą swój błąd i również zaczęła oglądać świat za oknem. A trzeba przyznać, ze był ciemny, acz ciekawy. Pełen tajemnic... Tak jak Def, który w milczeniu stał tak i rozmyślał.

Def

Def

13.01.2010
Post ID: 52151

Wtedy wampir stwierdził, że wybiorą się z Maghiem razem do kowala, bo Magh po prostu się nudził, a wtedy Def pozostał sam na sam z Seliną...
- (taaaa, to może sie udać) - pomyślał Def i pobiegł na wierzę, po drodze złapał "Historię Życzeń". Selina natomiast się zamyśliła, nie wiadomo nad czymś. Minęła godzina, dwie, a naglę posłyszała jakiś potworny ryk z góry i głoś Defa. Nagle odgłosy ucichły, Selina pobiegła na górę, gdy weszła na szczyt ujrzała wielkiego, nieumarłego tyranozaura. Był on nadgniły w paru miejscach, poza tym miał w sobie wielką dziurę, przez którą było widać żebra, oprócz tego nie miał ogona i skóry z przodu pysku, a dobry obserwator zauważy, że nosił buty... Selina wydała z siebie okrzyk, a wielki dinozaur zaczął ryczeć, a gdy ryczał skóra całkowicie osuwała się z głowy ukazując gnijące mięso.
- Siad! Gergoth! Spokój! - wrzeszczał Def próbując utrzymać stwora na smyczy. Mimo to jednak Gergoth roztrzaskał smycz w drobiazgi i zaczął szarżować na Selinę, ta krzyknęła jeszcze raz. Def ujrzał znajomą perłową czaszkę na ziemi, ale to nie pasowało! po chwili obok czaszki pojawił się napis: "prezent na święta :D. zasłużyłeś sobie :)". Def bez zbędnego namysłu wziął czaszkę w ręce, poprzekręcał ją według hasła i po chwili kosa o czterech ostrzach z czaszki wystrzeliła. Def ruszył na stwora, Gergoth błyskawicznie się obrócił i zionął w Defa ogniem, Selina tak osłupiała, że nadal stała w tym samym miejscy ze zmrużonymi oczami. Wtedy zaczęli się bić, elf okładał potwora z całych sił, a ten, mając rany gdzieś sam atakował. W pewnym momencie Gergoth ryknął tak głośno z bólu że sylfka się ocknęła. Def odbiegł do rogu, bestia pobiegła maniakalnie za nim, po drodze Gergoth skoczył, i gdy opadł na ziemię podłoga się załamała. Selina wydała z siebie krzyk, jednak w ostatniej chwili złapała się ręką za schody. Def pewnie trzymał się resztek podłogi i rzekł niecodziennym żartobliwym głosem.
- Przepraszam za ę nie miłą sytuację, zaraz ją wyjaśnię, ale na razie przepraszam... - i skoczył w przepaść za Gergothem, "dogonił" go po chwili w spadaniu i zaczęli się okładać w powietrzu, nagle gwałtownie spotkali się z podłogą. Wszędzie był kurz, gdy trochę opadł Def zobaczył Magha, stojącego przy wejściu do wierzy. Przeżuwał jakąś bułkę, ale jak zobaczy, co tu zaszło również otępiał.
- Magh zaraz wszystko wyjaśnię... - rzekł Def żartobliwie i zauważył Gergotha z głową w gruzie... (jak struś no!) pomyślał Def. Wtedy stwór podniósł się z gruzu i kamieniami, które mu się do pyska dostały plunął w Defa, elf odskoczył, dinozaur zaczął się za nim rozglądać, to była okazja, wtedy Def cisnął z całej siły kosą w potwora, broń mocno wbiła mu się w pysk. Def szybko narysował w powietrzu, ręką dziwny, skomplikowany znak, symbol zaświecił się na niebiesko i zaczął wsysać wszystko, co było w okolicy. Gergoth ryknął najgłośniej, jak dotąd, po czym rozpadł się na części, i został wessany do znaku, po chwili również drożdżówka Magha w nim wylądowała i gruz również. Symbol przestał ssać, i zamienił się w pomarszczoną kulę, Magh widział już taką wcześniej,wyciągnął w jej kierunku rękę... biła jak serce...
- Nie! To moje... - rzekł rozbawiony tą sytuacją Def i kula wniknęła w niego, zapanowała cisza... Magh był nadal otępiał, ale teraz oko zaczęło mu dziwnie drgać, nagle z góry posłyszeli krzyk, tak,tak, to szczątki schodów wraz z Seliną zaczęły spadać... trochę to trwało, więc Def postanowił się szybko Maghowi usprawiedliwić:
- Więc tak: Po pierwsze wszystko było zamierzone, oprócz Seliny. Tamten potwór, to jeden z moich demonów, chronionych... - wtedy elf przerwał, bo Selina się zbliżała...

Volkolak

Volkolak

14.01.2010
Post ID: 52176

Słońce powoli wychodziło zza gór, gdy Volk maszerował w stronę kuźni, która znajdowała się w północnej części Osady. Po drodze minął Starożytną Bibliotekę, Misterne Rękopisy i domostwa mieszkańców. Napotykał biegające wte i wewte Krasnoludy, rozmawiające ze sobą Elfy i bijące się Gnomy. Wcześniej i nie widząc czemu, Magh postanowił zawrócić, po czym udał się w stronę Gildii. W końcu Wampir stanął przed drzwiami do siedziby kowala.
- Mam nadzieję, że kogoś tam zastanę. - pomyślał Wampir i zapukał. - Dlaczego Anioł wpierw deklaruje że idzie ze mną, a później od tak zmienia zdanie? - denerwował się.
- Kto tam? - zapytał gruby i zdyszany głos.
- Szukam kowala! Chcę, aby naostrzył mój miecz...jeśli potrafi! - odpowiedział Volk.
- Wchodź wojowniku! - krzyknęła ta sama osoba.
Nieumarły wszedł do środka. Jego oczom ukazało się średniej wielkości pomieszczenie. Wewnątrz było duszno i parno, panował półmrok, a na ścianach i drewnianym filarze wisiały narzędzia i płonące pochodnie. Na stojakach widniały różnego rodzaju oręża - od krótkich sztyletów, aż po ogromne młoty. Na końcu pomieszczenia znajdował się duży, kamienny piec z którego buchał ogromny ogień. Obok stało wiadro napełnione wodą i żelazne kowadło, przy którym pracował kowal. Był to Krasnolud niskiego wzrostu i długą, białą brodą - cały brudny i osmolony. Ubrany był w białą koszulę, brązowe spodnie i skórzany fartuch. W jednej ręce trzymał młot i uderzał nim w rozżarzoną stal, przytrzymując ją obcęgami na kowadle. Po chwili zwrócił swą uwagę na Volka.
- Witaj! Jestem Claim - najlepszy kowal w tym regionie, a może i Antagarichu! - przedstawił się Krasnolud.
- A ja jestem Volkolak - władca Wampirów z Deyjii i Starszy Asystent w Gildii Alchemików z tej Osady. - odparł dumnie krwiopijca.

Selina

Selina

27.01.2010
Post ID: 52621

Selina spadała i spadała w przepaść. Niekończącą się przepaść... Krzyczenie i wołanie o pomoc już się jej znudziło. Włosy uciekały do góry, sukienka falowała, a ręce drgały. Trzęsła się cała na myśl, że już nigdy nie trafi na jakąś powierzchnie. Wolała już śmierć od ciągłego spadania. Nagle usłyszała echo. Było to coś w rodzaju "psss". Po pewnym czasie Sylfka jednak zdołała zrozumieć rozmówcę.
- Pomóc ci? - jęczał jakiś głos. - Nie krępuj się, błagaj, na górze czekają wszyscy ci, których kochasz.
- Kim jesteś i czego chcesz? - spytała Selina.
- Nieważne. Ważne, kim jesteś ty! - krzyknął. - Chcesz wrócić? Powiedz szczerze...Tam masz przyjaciół, swoją wiedzę, a ja jestem Panem i Sługą. Mogę sprawić, że postarzejesz się, z resztą spadasz już od kilku tygodni.
- Tygodni? - jęknęła Selina. - Tu czas dłuży się w nieskończoność. Proszę, zrób coś, błagam, daruj mi tę mękę!
- Doskonale! Błagasz o litość! Zgoda, ale... ale stracisz to, co najcenniejsze w twoim życiu... - głos zaśmiał się. Selina zaś wahała. Bała się, że będzie to ktoś, kogo wielbi, lub coś... Spojrzała jednak w dół i w górę, gdzie panowała czerń. Wreszcie rzekła:
- Rób co masz robić. - Nagle ogarnął ja oślepiający błysk, a chwilę potem była już w salonie Gildii.
- Ile mnie nie było? - spytała Anioła. - tydzień, dwa?
- Co ty gadasz, kobieto? Owszem, byłaś na górze, żeby zmienić ubranie, ale bez przesady... A teraz pozwól, idę do kowala, wampirowi miecz się zepsuł. - Wtedy Selian zakłopotała się. Przecież naprawili go już dawno. Spojrzała za okno. Dalej padało. To już dwa tygodnie"- pomyślała. Zerknęła na kalendarzyk.
-Trzynasty dzień?! Jak to, przecież to... Ach! Już rozumiem. Dał mi drugą szansę, żebym wyszła i nie popełniła tego samego błędu. Ale najpierw muszę zabrać ze sobą Defa. - pobiegła na górę, z uśmiechem, który zmagał się ze zdziwieniem dalej panującym na twarzy Seliny.

Nebirios

Nebirios

27.01.2010
Post ID: 52627

Było ciemno, Nebirios poczuł cofnięcie czasu, wiedział kto za tym stoi. Krążąc w powietrzu jako duch widział to co Selina.
- Cholera - warknął. Neb nigdy nie lubił podróży w czasie.
- Jestem chyba jedyną osobą w Gildii prócz Seliny która wie co się stało - pomyślał.
Nagle usłyszał szum w uszach.
- Wiem kim jesteś - powiedziało coś.
- To ty. Czego chcesz ode mnie? - spytał ostro Nekromanta.
- Jesteś jedyną osobą świadomą mojej mocy - tym razem głośno powiedział głos. - Będę zmuszony cię wyeliminować.
- Spróbuj - warknął Neb. Naglę głos ucichł i Neb zaczął słyszeć jęki tego czegoś.
- Kto to zrobił? - pomyślał Neb.

Po chwili Neb był znowu w Gildii.
- Muszę powiedzieć Selinie co jej grozi - szepnął. - Selina może stracić ciało, albo i gorzej - pomyślał.

Maghdar

Maghdar

27.01.2010
Post ID: 52631

Magh idąc okoliczną dróżką w stronę chatki kowala, z którego komina buchał żywo dym, pośpiewywał coś pod nosem. Pogoda była paskudna, ale to nie zepsuło jego humoru. Zza ścian domów wychynęły nagle koboldy, skrzaty i gobliny. Nie były to takie zwykłe stworzenia jakie można spotkać w lesie.
- Hmm... Jakoś dziwnie znajome... - rozmyślał.
Olśniło go nagle. Zauważył cienkie koszulki i tabliczki w rękach. Na oko było ich około trzydziestu. Miny miałe wściekłe i najwyraźniej czekały na pierwszą lepszą okazję spotkania. Tak, tak, dobrze myślicie - były to te same "małe pokraki", które protestowały przeciw złej płacy na budowie. Próbując nie zwracać na nie uwagi, zrobił kilka kroków w przód, lecz zagrodzono mu przejście.
- Emm... przepraszam - próbował uprzzejmie, ale bezskutecznie. Odpowiedzi brak.
Wybełkotali coś między sobą i na raz rzucili się na anioła. Oczywiście takie małe karzełki nie dosięgały mu nawet do pasa, stąd przywarli do jego nóg i boleśnie gryzły. Próbował przemówić im do rozumu; że to nieporozumienie, ale nic z tego.
- Cóż... skoro tak... - wyciągnął swój długi, szkarłatny miecz i zamachnął się.
Podziałało jak zaklęcie. Niczym gobliny przed Orkristem, odsunęły się kilka kroków.
- A co mi tam! - rozpędził się i zszarżował stworki. Rzuciły się znów chórem, ale tym razem był przygotowany. Pojawił się tuż za plecami zdezorientowanych i z całej siły kopnął je w... no sami wiecie w co. Z takim kopniakiem mógł bez problemu należeć do polskiego składu piłki nożnej. Na pożegnanie trafił jednego kartoflem(nie pytajcie skąd go miał) prosto w łeb. Na pożegnanie trzasnął każdego płaską stroną miecza i rzucił spojrzenie. Uciekały w popłochu, aż się kużyło. W biegu krzyknęły coś co brzmiało jak: "Jeszcze dostaniemy nasze ogórki i kartofle!".
Po zwycięskiej potyczce z skrzato-goblino-koboldową zgrają strajkową myślał, że musi sprawić sobie kiedyś maczugę...

Selina

Selina

29.01.2010
Post ID: 52665

Gdy wbiegła na górę, panowała taka cisza, jak dotąd.
- Gdzie on jest?- pomyślała Selina. Spanikowała- posłyszała tupot na dole. W głowie urodził się śmiech- coraz głośniejszy. Zaczęła niekontrolowanie krzyczeć i wariować.
- Dossskonale...- zasyczał głos. - Panika dodaje mi sił. Dalej, wrzeszcz! - Nagle otwarły się drzwi wieży - to Nebirios wlazł aż tutaj. Demon wykonał szybki ruch, po czym stanął obok Sylfki.
- Zostaw ją! - warknął. - Nie możesz mu ufać, to...
- ...tylko głos? - jęknęła przerażona Selina.
- Nie! To Duch...mocy. On cię wyssie...znaczy twoje ciało i duszę, zostanie po tobie tylko głos...i będziesz mu...- nie dokończył, bo owy Duch zaczął wywoływać moc, przybierał kształtu. Chwilę później pojawił się przed nimi- mglista czaszka, czerwone oczy i chichoczące usta. Uderzył Nebiriosa, który choć upadł, to nie podniósł się- magiczne łańcuchy przykuły go do ziemi. Selina wypowiedziała tylko trzy słowa, początek krótkiej modlitwy i zamknęła oczy...

Laysander

Laysander

29.01.2010
Post ID: 52667

- Co to jest!? - krzyknął Lays wchodzęc do Gildii z nowymi pomysłami na niwelację działania Antylaya.
Monstrum zmniejszyło się i puściło Neba, bało się... ONO SIĘ BAŁO! Czego? Chips przybył chrupiąc paczkę chipsów o nowej formule przeciwdemonicznej...
- Ha! Wiedziałem, że się przydadzą... Czy wy tu musicie sprowadzeć te swoje potworki jelitowe?!
Ludzie idźcie do zakładu zamkniętego, czy czegoś...
Wszyscy stali w osłupieniu patrzęc na niknące monstrum i idącego sobie, pogwizdującego Laysa.

Nebirios

Nebirios

29.01.2010
Post ID: 52668

Demon zamienił się w esencje, po czym wypełzał i znowu przybrał cielesną formę.
- Giń! - ryknął. Neb wypowiedział kilka mrocznych niezrozumiałych słów. Duch zaczął wyć.
- Exto Ina Concatantin Exiks No! - wypowiedział kolejne zaklęcie. Przeciwnik zaczął płonąć.
- Exiva Incan Eta! - szeptał Nebirios. Po chwili wyciągnął miecz i ciął Ducha.
- Jak to możliwe? - wychrypiał duch. Demon się uśmiechnął.
- Jestem Nekromantą, znam różne sposoby - śmiał się Neb. Duch wskoczył w Seline, która to momentalnie zemdlała.
- Cholera! Def! Magh! - ryknął. Wyszeptał zaklęcie po czym wziął klucz z szuflady. Wziął Seline i zaniósł do pokoju gdzie Def leczył kilka razy Seline. Wziął z szafki korzeń Mandragory i zagotował ją w wodzie z krwią Ogra. Powoli otworzył jej usta i włożył Mandragore.
- Wytrzyma przez trzy godziny - pomyślał. Wyszedł z pokoju, podszedł do spiżarni rozwalił drzwi kopniakiem.
- Przykro mi Def ale to sytuacja nadzwyczajna - mruknął. Wział kilka składników i księgę. Po chwili nabazgrał na kartce list do Defa, położył go na kawałku drzwi.

Duch jest dziewczyną? W takim wypadku winno być "wskoczyła"... Chyba że ktoś niedokładnie napisał zdanie. Poprawione - Fergard

Hiro

Hiro

29.01.2010
Post ID: 52669

Drzwi Gildii Alchemików otworzyły się. Tym razem bez huku. Ukazał się w nich Hiro, trzymający na plecach wielgachną torbę pełną odważników, butelek, składników i surowców w słoikach. W ręku trzymał wilgotną torbę wydzielającą nieprzyjemny zapach, która raz po raz wydawała warczące odgłosy.

- Cóż, po dwudniowej wędrówce po okolicach Osady i Jaskini znalazłem coś takiego, tym razem leżące w zaspie śniegu - druid wskazał na torbę - zabezpieczyłem to zaklęciami przeciw-destrukcyjnymi i przyniosłem tutaj. Otwieramy? - spytał takim tonem głosu, jakby trzymał w rękach butelkę wspaniałego wina...

- Czy to aby nie nowy gatunek porzuconej dżdżownicy? - zaniepokoił się Lays.

Hiro wyczarował niewielkie pole siłowe w kształcie półkuli na podłodze i wrzucił do niego śmierdzące zawiniątko.

- Tak nawiasem, znowu urządzę sobie tutaj, w Gildii, swój własny laboratoryjny kącik. Dawno się już tymi rzeczami nie bawiłem... To jak, kto jest ciekawy, co jest w środku? - spytał ponownie Hiro.

Jakoś nikt z alchemików nie zdradzał wyjątkowej ochoty ani ciekawości...

Volkolak

Volkolak

29.01.2010
Post ID: 52673

W międzyczasie, Volk wracał właśnie od kowala z...nienaostrzonym mieczem. Claim nie posiadał niestety ani kawałka czerwonego kryształu, więc zawiedziony i zły krwiopijca postanowił przeszukać spiżarnię w Gildii, czy aby nie ma tam pożądanego minerału. Po chwili, przebiegła obok niego w szybkim tempie grupa przestraszonych goblinów i jeden kobold. Za nimi biegł wściekły jak burza Maghdar.
- Ej! Ej! Poczekaj! Dokąd tak pędzisz Aniele? - zapytał Volk
- Te przeklęte, małe, paskudne potwory! Jeszcze mnie popamiętają! - wrzeszczał wściekły Magh, a oczy płonęły mu jak pochodnie.
- Uspokój się i lepiej mi pomóż. - przekonywał go przyjaciel.
- Jak i w czym mogę ci pomóc Wampirze? Mam własne problemy! Te przeklęte gobliny... - nie dokończył zdania.
- Daj spokój tym goblinom! Słuchaj, potrzebuję czerwonego kryształu. - przerwał mu Volk. - Wiesz gdzie mogę taki znaleźć? A może ty takowy posiadasz? - dopytywał się.
- Zgoda, ale pod warunkiem, że pomożesz mi złapać tych gryzących budowniczych i przykuć łańcuchami do wieży, aby skończyli to co zaczęli. - zaproponował Anioł.
Do rozmawiających, podeszła nieznajoma i dziwna postać. Jej twarz zakrywały długie, czarne włosy. Zauważając że ktoś do nich idzie, Volk i Maghdar przerwali kłótnię.
- Kim jesteś i czego chcesz? - zapytał Wampir.
Postać uniosła głowę i odsłaniają twarz okazała się Seliną. Była cała blada.
- Selina! Jak ja się cieszę! Dawno się nie widzieliśmy! - śmiał się Anioł.
- Może ty będziesz wiedziała coś o czerwonym krysztale. - zasugerował krwiopijca.
- Czy jesteście Bogami? - zapytała skrzeczącym głosem Sylfka.
Volk i Maghdar popatrzyli na siebie i stojąc jak wryci zastanawiali się nad dziwnym pytaniem zadanym przez przyjaciółkę.
- Noooo...nie! - odpowiedzieli równocześnie.
- Więc.....GIŃCIE! - odparła Selina i wyciągając obie ręce w ich kierunku, wystrzeliła ogromną wiązkę błyskawic.
Zaklęcie trafiło wprost w Nieumarłego i Anioła, odrzucając na mur pobliskiego budynku.

Fergard

Fergard

30.01.2010
Post ID: 52675

- Intrygujące... - Stwierdził Daeva, wychodząc z cienia. Z drugiej strony wychynął się Fergard. Spirańczyk był rozbawiony, półdemon ewidentnie zirytowany.
- Tutaj nie będzie zabijania ani nielegalnej walki - Oznajmił tonem służbisty.
- Czy jesteście Bogami? - Zapytała Selina skrzekliwym głosem.
- Jak śmiesz kwestionować tak oczywiste kwestie? - Obruszył się widowiskowo demon. - Jesteśmy istotami tak tylko boskimi, jak to tylko możliwe.
- Dlatego też... - Stratoavis błyskawicznie podchwycił pomysł wspólnika. - Zostaniecie przeniesieni do specjalnie wyznaczonego przez nas terenu. Tuszę, iż nasza wyznawczyni potrafi obsługiwać się magią teleportacyjną?
- Oczywiście - Przytaknęła Sylfka bez chwili wahania, ku zaniepokojeniu Maghdara i Volkolaka.
- Tak więc drałujcie czym prędzej na tereny ongiś należące do Bractwa Czarnej Ścieżki. Zrujnowana Wieża Mgieł idealnie nada się na wasze starcie.
- Tak się stanie, panie - Odpowiedziała Selina, kreśląc rękoma krąg. Po krótkiej chwili całej trójki nie było.
- Nie żal Ci ich? - Zapytał Fergard Daevę.
- Eee... Co to za pytanie? - Odpowiedział Daeva, udatnie naśladując zdziwienie. Po chwili obaj wybuchnęli śmiechem, oddalając się ciemną uliczką. Dało się jeszcze słyszeć głos demona:
- Fergard Stratoavis, tutejszy "Nocny Strażnik"!

Selina

Selina

30.01.2010
Post ID: 52686

Pojawili się w nieznanym miejscu, które zewsząd otaczała mgła. Nie wiedzieli zatem, czy to dzień, noc, czy to urwisko czy kotlina, czy są w lesie, czy wśród skał. Stali we dwójkę naprzeciwko nawiedzonej Seliny. Choć jej usta nie poruszały się, to Duch wydobywał z niej dźwięk. A był to śmiech...ponury śmiech, który przyprawiał o gęsią skórkę. Duch rozkazał Selinie zabić ich. Otworzyła swe dłonie- wyleciała z nich dymiąca czaszka, która pognała w kierunku Volkolaka i Maghdara.
- Nic po śmierci przy Aniele! -krzyknął Maghdar, wyjął miecz i jednym ruchem rozwiał zaklęcie. Następne podejście- Sylfka ponownie otwarła dłonie, a z nich wyleciały potężne błyskawice, które zepchnęły przyjaciół na taras wieży, jak się okazało.
- Zabij ich! -jęknął głos. Nawiedzona zrobiła kilka kroków w kierunku ofiar. Jje oczy były kompletnie puste- białe.
- Selino! Nie pamiętasz nas, twoich przyjaciół? Nie pamiętasz Gildii? -powiedział Anioł. W oku dziewczyny pojawił się błysk.
- Oby tak dalej...- szepnął Volkolak. Maghdar spróbował jeszcze raz.
- Nie pamiętasz Defa? Nebiriosa? Fergarda? Mnie? Volkolaka? Świetlika, w którego zamieniłaś się na bagnie? -Dotknął jej ramienia. Ta stała jak wryta. Nagle jej oczy przybrały poprzedniego koloru, skóra ściemniała, a dłonie stały się gładkie. Duch natomiast z krzykiem wyleciał z ciała Seliny i zniknął...
- Dobrze, że wróciłaś. - mruknął Volkoka. - Ale powitania dokończmy w Gildii. Przeteleportuj nas z powrotem...
- Ale...jak? - spytała. - Przecież nie mam takich zdolności. - Anioł i Nekromanta otworzyli buzie.
- J-jak to? A ten krąg, który zrobiłaś tam, a potem już byliśmy tu, no i...
- To widocznie był Duch. -odparła bezradnie. - Ja nigdy nie używałam takiej magii, bo nie jest dla mnie... Przepraszam, moja wina.
- No to pięknie... -jęknął Volkolak i rozejrzał się dookoła. Mgła i mgła...

Volkolak

Volkolak

30.01.2010
Post ID: 52690

Za mgłą, można było dostrzec stare mury prastarej wieży, które stanowiły jej resztkę. Trójka przyjaciół stała do siebie plecami, rozglądając się w wybranym kierunku. Nie wiedzieli co robić i gdzie się udać.
- Gdyby to wieża nie została zniszczona, to można by było rozejrzeć się na horyzont. - stwierdził Volk.
- Przepraszam...to moja wina...ja naprawdę nie chciałam nas tu przenosić. - szlochała Selina.
- Nie przejmuj się. To nie twoja wina. - pocieszał ją Maghdar - To Demon jest winny tej sytuacji, a ty byłaś tylko jego narzędziem. - dodał.
- Zapomnieliście o jednej ważnej rzeczy. - przerwał im Wampir i uśmiechnął się podejrzliwie.
- O jakie? - zapytali równocześnie.
- O mojej zdolności teleportacji! - odparł głośno i radośnie Volk.
- A niech mnie! Zupełnie o tym zapomniałem! - śmiał się z siebie Anioł. - No to na co czekamy? Wracajmy do domu! - zaproponował.
- Hmm...a mój czerwony kryształ? Może go tutaj znajdziemy? - zastanawiał się krwiopijca drapiąc się po brodzie i spoglądają w niebo.
- Czyś ty zwariował? Bogowie wiedzą co znajdziemy w tej mgle! A jak nie zdołamy powrócić do wieży? Poza tym, wpierw mieliśmy złapać tą grupę Goblinów i Koboldów! - denerwował się Maghdar.
- Ale skoro już tu jesteśmy...moglibyśmy poszukać tego kryształu. - wtrąciła się Selina. - Lepiej też zrobi mi się na duszy, bo nadal mam wyrzuty sumienia, że to moja wina. - dodała cicho.
- Wy chyba naprawdę powariowaliście! - Anioł rozłożył ręce i pokręcił głową.
- Nie masz wyjścia przyjacielu! Jeden przeciwko dwojga nic nie zdziała, hehe. - zaśmiał się krwiopijca.
Volk i Selina ruszyli pierwsi. Ruiny wieży stały na sporym pagórku, więc powoli schodzili na dół. Maghdar spojrzał w dół, wciągnął powietrze i ruszył za nimi. Po chwili zniknęli w mroku.

Nebirios

Nebirios

30.01.2010
Post ID: 52691

Naglę Nebirios pojawił się przed nimi.
- Mam cię duchu! - ryknął.
- Neb to nie duch! - krzyknął Magh.
- Uf, a już się bałem - powiedział Neb.
- Trzeba jakoś Seline ochronić - dodał po chwili.
- Jak to zrobimy? - spytał Volk.
- Trzeba wykonać rytuał - odpowiedział.
- Więc za 30 minut spotkajmy się w starej wieży- zaproponował Magh.
- Dobrze, więc za 30 minut w ogrodzie - powiedział Krwiopijca.
- Wezmę rzeczy potrzebne do rozpoczęcia rytuału - mruknął Demon.

- Masz te rzeczy Neb? - spytał Anioł.
- Tak, trzeba też krwi trzech istot - odpowiedział Neb.
- Mam krew Morbola - powiedział Wampir, wyjmując flakonik z zieloną krwią.
- Ja mam krew Ogra - mruknął Magh.
- Więc dobrze zaczynajmy, Volk powiedz Selinie żeby tu przyszła - powiedział Nekromanta. Po chwili Wampir przyszedł z Seliną.
- Magh wypowiedz w swoim języku "Duch Zła" - kontynuował.
- Rikian Etoreh - wypowiedział Anioł.
- Teraz pora na rytuał - powiedział po czym zaczął rysować wokoło zaciekawionej Seliny Krąg. Stanął z boku i zaczął wymawiać niezrozumiane słowa. Krąg zaczął błyszczeć i po chwili w Seline znowu wstąpił Duch.
- Co duch się temu przeciwstawia! - ryknął Neb. Po chwili wszyscy odlecieli przed Wieże.
- Coś poszło nie tak - powiedział Krwiopijca.
- I to bardzo nie tak - dodał Magh.

Hellscream

Hellscream

30.01.2010
Post ID: 52694

"I to bardzo nie tak", powiedziała do siebie pewna przyczajona w mroku istota. Ciekawiły ją wydarzenia dziejące się u stóp wieży. Awanturnicy, których coś pod nią zmiotło.
- Cholera, co to miało być?! - krzyknął wzburzony Volkolak.
- Oporny duch, ot co - wytłumaczył mu upadły anioł. Wampir syknął, wystawiając lekko język spomiędzy długich kłów.
- Mam na myśli tą fuszerkę, która wy dwaj odwaliliście! Pachołki Urgash od siedmiu boleści! - wrzasnął do Nebiriosa, łapiąc go za klapy pancerza.

"Urgash?", zdziwiła się istota. Dziwnie patrzyło jej się na kłócące się humanoidy, ale tak to jest gdy zwisa się głową w dół. "Mój pan powinien być zaciekawiony", rzekła w myślach przyczajona na wieży istota. Zdecydowała się zainterweniować. Rozłożyła błoniaste skrzydła, pokryte dosłownie legionem czarnych plamek, które...poruszały się? Ogromne nietoperzowe skrzydła łączące błoną nogi z rękami i pysk jak u rudawki wskazywał na ogromnego nietoperza. Jednak wielkie szpony, pokaźne kły i lekko humanoidalna budowa ciała dodawała istocie tajemniczości. Zdolność abstrakcyjnego myślenia czy mówienia czyniła ją jeszcze bardziej zagadkową. Stwór po chwili puścił gzyms wieży.

Volkolak po krótkiej kłótni z Nebiriosem przeszedł do czynów. Do rękoczynów. Rąbnął demona łokciem w twarz, dołożył potężny prosty i wymierzył serię ciosów na nie za dobrze odsłonięte podbrzusze. Wampirza siła sprawiła, że demon zakolebał się. Kopniak w podbródek wywrócił mu świat.

A wtedy stwór spadł na dół. Zanim zderzył się z ziemią, rozłożył skrzydła i miękko wylądował, przyjmując dziwną pozycję - stał tylnymi nogami, ale z powodu błony przybrał jakby leżącą pozycję, z tym że podpierał się przednimi łapami.
- Co to do cholery jest?! - zakrzyknął Magdhar, mierząc mieczem w stwora. Selina parsknęła.
- Uwaga, Duch! - ryknął Nebirios. Selina popatrzyła na niego zdziwiona.
- Duch? Jaki Duch? Znowu gdzieś się podział gdy na tu zmiotło. Oby już nie wrócił - westchnęła ciężko. Magdhar odetchnął z ulgą. Tymczasem kapłanka znowu wskazała na stworzenie, które dotychczas jedynie bacznie obserwowało.
- Uspokój się, to tylko gargulec, nie widzisz? - spytała i podeszła do nieznanego stworzenia. Wampir i demon na chwilę przerwali bójkę. Kobieta w tym czasie poklepała stworzenie po pysku, a oni wydało dziwny pisk.
- Dziwne... - powiedziała sama do siebie kapłanka. Gargulce nie zwykły być mięsiste i ciepłe w dotyku. Stwór chyba dobrze przeczytał jej wyraz twarzy, bo...uśmiechnął się złośliwie.
- Nie jestem gargulcem, śmiertelniczko - rzekł chrapliwym głosem. Selina jakby instynktownie odsunęła się. - Jestem wzorem gargulca. Jestem Grell, król nietoperzy, władca piekielnego nieba! - krzyknął samozwańczy krół, podnosząc się na dwie nogi i prezentując swoje trzymetrowe ciało razem ze skrzydłami o niemal dziesięciometrowej rozpiętości. Zamknął na chwilę oczy, a potem nagle je otworzył. Selina zachwiała się, krzyknęła, złapała za głowę i upadła. Magdhar przyskoczył z orężem do stwora, ale ten tylko machnął wielkim skrzydłem, wywracając anioła na plecy. Złapał kobietę, która aktualnie pozbawiona była przytomności, w szpony tylnych nóg i jednym potężnym machnięciem skrzydeł uniósł się w powietrze. Nebirios zaczął gromadzić piekielny ogień w dłoni. Volkolak jednak złapał go za rękę.
- Wstrzymaj się, możesz ją trafić! - warknął. Grell zaskrzeczał.
- Jeśli chcecie odzyskać waszą przyjaciółkę, słudzy Urgasha, zmierzcie się ze mną, sługą PRAWDZIWEGO władcy zła! Czekam na was z niecierpliwością! - krzyknął stwór przenikliwym głosem i wydał z siebie przeciągły, ostry pisk. Legion kropek oderwał się od jego ciała i poszybował w kierunku awanturników. Dokładne oględziny pozwalały zidentyfikować owe kropki jako malutkie nietoperze o czarnym futerku. Chmara zwierząt rzuciła się na Magdhara, Nebiriosa i Volkolaka, dotkliwie gryząc i ograniczając widoczność. Tymczasem ogromny stwór imieniem Grell odlatywał w siną dal, niosąc w szponach swój łup.
- Słudzy Urgasha! Ponownie obrywamy za was dwóch! - ryknął Volkolak, walczyć z chmarą nietoperzy, które powoli przyciskały go swoją masą i nieustępliwością do ziemi.

- Urgash! Smok Chaosu! Oj, znamy my się dobrze z nim - prowadził skrzekliwy monolog Grell. Selina, która mocno oberwała naładowaną psychiczną energią falą echolokacyjną, nie była w nastroju do rozmów. Grell machnął mała głową, a niewidzialna fala znowu zadziała, tym razem rozbijając koronę drzewa...

Def

Def

30.01.2010
Post ID: 52704

Def nagle niewiadomo dlaczego pojawił się pod drzwiami Gildii wraz ze sporawym plecakiem i radosną miną. Otworzył drzwi i wszedł... Nikogo nie było. Rzucił okiem na ogłoszenia, nikt się nie podpisał, więc dopisał "Poterminowa Wigilia w Gildii odbędzie się za cztery dni". Plecak cisnął do swojego gabinetu i zabrał się za przyrządzanie barszczy i innych potraw. NIby wiedział, że wyjdzie zapewne ohydnie, ale...

Volkolak

Volkolak

30.01.2010
Post ID: 52705

W tym samym czasie, nieopodal Wieży Mgieł:
- INFERNUM MERITUM! - ryknął Demon, po czym z jego ogromnych pazurów wystrzeliło dziesiątki małych kul ognia, trafiając w każdego z nietoperzy.
W ułamku sekundy ogień zajął każde ze zwierząt, paląc je na popiół. Volk nie podnosząc się z ziemi i cały w zwęglonych kawałkach, powoli rozsunął ręce, którymi zasłaniał się przed chmarą napastników. Z daleka było słychać przerażający śmiech, przebijający się przez bezkres nocy.
- Selina! Selina! - krzyczał rozpaczliwie Magh, biegnąc w tym samym kierunku, w którym odleciał Grell.
- Stój! Nie dogonisz ich! - krzyknął Volk, wyciągając rękę w stronę przyjaciela.
- Musimy ich jakoś odszukać! - odpowiedział zdenerwowany Anioł.
- Hmm...może przeprowadzę rytuał i... - zaproponował Neb, nie dokańczając zdania.
- Ty już lepiej nie przeprowadzaj żadnych rytuałów, jeśli nie chcesz wyprowadzić mnie z równowagi! - przerwał Nekromancie Volk.
- Powinniśmy wrócić do Gildii i tam dowiedzieć się jak najwięcej od tym Grellu. - wywnioskował Maghdar.
- Jeśli powrócimy do Osady, to nie będziemy mogli przenieść się tutaj. - przypominał mu Wampir.

Selina

Selina

31.01.2010
Post ID: 52750

Selina leżała bezwładnie, trzymana przez Grella. Krew napłynęła jej do mózgu, włosy zwisały w dół, a ręce i nogi...no cóż, nie czuła ich. Nie miała ochota patrzeć ani na otoczenie, ani na porywacza, który jeszcze po cichutku chichotał. Wreszcie postanowiła powiedzieć coś, żeby tylko zabić czas.
- Czemu ja? Smakuję tak samo, jak człowiek, czy elf... -zagadała demona.
- Nie mam zamiaru cię zjeść... Mój Pan z resztą także. Ani nikt inny w miejscu, do którego cię zabieram. -zapewniał ją Grell. -Będziesz traktowana z najwyższymi honorami -zaśmiał się. -Ale teraz pozwól mi skoncentrować się na podróży, chyba, że wolisz zamienić się w miazgę. -Demon ponownie użył swej zdolności echolokacji. Selina rozejrzała się dookoła- mgła zaczynała się przerzedzać, ale widok, który ujrzała wcale nie był lepszy od niewiedzenia, gdzie się jest. Czarne chmury przykrywały niebo, dół zaś był pod opieką gorącej lawy i wulkanów. Wlecieli do jaskinii, unikając stalaktytów i stalagmitów. Dziewczynie zrobiło się niedobrze, od tego unikania i zakręcania.
- Nie mógłbyś lecieć prosto? -jęknęła i zamknęła oczy, gdy przed nimi przeminął wielki głaz wyrastający z ziemi.
- Klient nasz Pan! -syknął i leciał w równej linii. Ale nie długo cieszyła się Sylfka, gdyż jej sukienka zahaczyła o jeden ze stalaktytów i podarła się. Została w sukni sięgającej do ud. A nie lubiła odkrywać swego ciała.
- Wyglądam jak Shakira! -oburzyła się. -Jak Shakira...