Labirynt śmierci

1 2 3
Jesteś na stronie 1. Następna

Labirynt śmierciIlion obudził się z bólem głowy. Gdzie był? Czemu? Wiedział tylko, że elfy gdzieś go zamknęły. Nie mógł w to uwierzyć, w końcu sam był jednym z nich, magiem w dodatku. Pamiętał jedynie jak sięgał do gablotki z księgami i zwojami. Nie poczuł wtedy nawet bólu, gdy padł nieprzytomny na posadzkę.  W rozmyślaniach przeszkodził mu płacz. Kobiecy płacz. Rozejrzał się wokół. Zamknięto go w podłużnym, ciemnym pomieszczeniu. Kamienne ściany pokrywała zaschnięta czerwona maź. "Krew" pomyślał. Sufit porośnięty był mchem. Tylko połowa, jak po chwili zauważył. Napełniło go to nieznanym mu dotąd uczuciem, jakby załamaniem, czy depresją... Czyżby magia? Tak sądził, ale nie rozpoznał w tym żadnego zaklęcia, jakie było mu znane. W jego pękającej z bólu głowie kołatały myśli, myśli pełne obrzydzenia dla własnego gatunku i tego pomieszczenia. Inskrypcja na ścianie napisana po elficku mówiła:    "Chyl głowę przed mą potęgą,
bo choć masz ją tęgą,
chyba ci nie ciąży
nie chciałbyś się jej pozbyć?"   Nie rozumiał, co znaczyła.   Zachowując pełną ostrożność ruszył w głąb pokoju. Na wszelki wypadek użył eliksiru przyśpieszenia. Elfy zawsze były zbyt pewne siebie...    Nagle, coś kliknęło. Ilion kątem oka spostrzegając błysk, padł na ziemię. Żył. Powoli wstał, obejrzał się za siebie. Teraz wiedział, co mówiła inskrypcja: na wysokości krtani utkwione było ostrze...*   -Nie znam elfickiego. - zabrzmiał echem chrapliwy głos mężczyzny.
-Ja też nie. - odpowiedział mu kobiecy.

-Więc co robimy?

-Idziemy.

-Ale ona jest nieprzytomna, nie będę jej niosła! - szybko dokończyła kobieta.

-Dobrze, ja to zrobię. Ruchy!

-Już... idę! - wyjąkał kolejny mężczyzna.    Przeszli do pomieszczenia obok. Inskrypcji nie odczytali.    Jeden z ludzi padł. Kobieta. Zaraz po niej mężczyzna. Zostali przekrojeni na setki prostopadłościanów przez sieć z oczkami w kształcie kwadratów.    Pozostali żyli dzięki temu, że weszli drudzy. Wrócili natychmiast do poprzedniego pomieszczenia.

-Yendi, obudź się, obudź się, proszę!- błagał nieprzytomną kobietę drugi ocalały.

-Och...Gorth, to ty?

-Tak Yendi. Co z tobą?- spytał troskliwie Gorth.

-Nie wiem, chyba dobrze... Czemu wcześniej mnie nie obudziłeś?

-Nie udało mi... nam... się.

-Jak to "nam"? Gdzie ja w ogóle jestem?

-Opowiem ci, posłuchaj...*   "Czyli wiersze to zagadki" pomyślał Ilion. "W takim razie, o co chodzi w tej?":    "Jeśli nie chcesz stracić twarzy,

i mieć ją ci się marzy.
Pilnuj jej chciwie,
inaczej się rozpłynie..."   "Chyba mam osłonić twarz...". Jak pomyślał, tak zrobił. Zdarł kawałek swego aksamitnego płaszcza , oplótł nim twarz. Żałował swojej szaty. Jej właściwości magiczne wiele razy pozwalały mu przeżyć. Jednak on nie wierzył, że jakieś przedmioty mogą go uratować. Nosił je tylko dlatego, bo w jego kraju, kraju magów nie było innych. Wszyscy tam mieszkający czarowali. Uzdrawiali, walczyli. On walczył. Wziął ostatni oddech. Spod "maski" nie dało się oddychać. Jego piękną twarz pokrył grymas. Był wysoki, budowa ciała pozwalała mu mierzyć się nawet z krasnoludzkimi wojownikami. Tylko twarz różniła się od reszty ciała. Delikatna, miła. Dzięki niej nie miał większych kłopotów z czarodziejkami... Podrywaczem co prawda też nie był, wolał stałe związki oparte na miłości, ale pomogło mu to w wielu przypadkach. Nabrał powietrza, założył skrawek aksamitu. Pełen obaw co się zaraz wydarzy, ruszył...    Nic się nie działo. Już miał zdjąć z siebie owy pas koszuli gdy coś prysło mu na twarz. Tkanina zaczęła topnieć, Ilion nie zastanawiając się wiele dobiegł do drzwi kolejnego pomieszczenia. Przekroczył je i czym prędzej zrzucił spalone łachmany. Po chwili stopiły się do szczętu...    To pomieszczenie różniło się od innych. Nie było inskrypcji ani drzwi. Tylko właz w podłodze. Spojrzał w dół. Dostrzegł człowieka, dziwnie ubranego, w zasadzie wcale. Czymś był jedynie przepasany.
-Ej, ty tam! Kim jesteś? - krzyknął.

-Gorth mi na imię! Hej, czyż nie jesteś elfem?! To wy nas tu zamknęliście!

-Nie, ja też jestem tu uwięziony. - zaskoczony człowiek skulił się w kącie. Elf zeskoczył, teraz był pewny siebie. -Z kim tu byłeś? Sam?

-Nie, z mężczyzną, kobietą i pół-elfką.

-Co z nimi?

-Nie żyją.

-Opowiedz mi, jak tu dotarliście.

-Nie wiem czy potrafię, ale spróbuję...    -Nie ma się co bezczynnie zastanawiać! Zdechniemy z głodu, jeśli się nie ruszymy! - krzyknął Ilion.

-Wolę zdechnąć niż tam iść i dać się zabić! - wycharczał Gorth.

-To, że elfy nas zamknęły w tym labiryncie jeszcze nie znaczy, że mamy tu zginąć!

-Nie rozumiesz?! My ludzie kontra potęga elfów?! To istoty wyższego rzędu! Sam widziałeś: Brendon- nie żyje, Yendi- martwa, a po...

-Nie obchodzi mnie jakiś Bren... Moment! Yendi?! Czyli ona tu jest?

-Była, chciałeś powiedzieć... zanim się spotkaliśmy.

-Jak zginęła?

-Gdy weszła, jakaś siła cisnęła nią o ścianę. Najeżoną kolcami. Znałeś ją?

-Tak...    Yendi była przyjaciółką Iliona. Bardzo bliską przyjaciółką.

Poznali się, gdy on wykonywał zadanie dla Patronatu. Ocalił ją przed pewną i bolesną śmiercią z rąk elfów. Wciąż pamiętał jej oczy, uśmiech. Była taka piękna... Całował jej ciemne włosy, miękkie usta.KOCHAŁ JĄ.
-Zaraz - zamyślił się Ilion - a jak ty przeżyłeś?

-Poszedłem drugą drogą... - zaczął niepewnie Groth.

-Ty... ty ją zdradziłeś! To ty ją zabiłeś! Wykorzystałeś ją! Wrzucałeś ją do kolejnych pomieszczeń! Bałeś się samemu je sprawdzić. Aż w końcu trafiłeś na pomieszczenie z pułapką. - dokończył cicho Ilion.   Nagle targnęła nim furia. Rzucił się na Gortha. Tamten jednak był szybszy. Zrobił unik, podniósł kamień...

-Giń! Przegrałeś! - mówiąc to cisnął nim w leżącego elfa.

-Jak to... przegrałem? - mruknął z ziemi Ilion.

Tak, tak... elfy zapłaciły mi. Miałem was powoli wprowadzać do pułapek. Od początku znałem ich rozmieszczenie. Teraz jestem ustawiony do końca żywota!
-I ty myślisz że one ci naprawdę zapłacą? Zabiją cię. -wycedził te słowa powoli.

-Starczy robaku! - niezauważalnym ruchem dłoni dobił Iliona -Do zobaczenia w piekle!

Błysk.
Jasne światło.
Bicie serca.
Świst.

Cisza


Jesteś na stronie 1. Następna
1 2 3