Perypetie małżeńskie niejakiego księcia Ornald

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14
Poprzednia Jesteś na stronie 4. Następna

    Baron von Tchakshenschau i jego córka Zofia wkroczyli do świątyni. Zabrzmiały fanfary, a bard wreszcie zakończył swój piętnastominutowy koncert. Ludzie popatrzyli na barona z taką wdzięcznością wymalowaną na twarzach, że aż mu się głupio zrobiło, lecz nie dał tego po sobie poznać. Dostojnym krokiem podążył w stronę ołtarza, gdzie czekał wciąż rozdziawiony książę.

    Baronówna Zofia, idąc przez świątynię, czuła, że wszyscy mężczyźni patrzą na nią z pożądaniem, a kobiety z zazdrością. Miała wrażenie, że to z powodu jej urody. Na zamku jej ojca minstrele wielokrotnie porównywali jej oczy do szmaragdów, jej skórę do jedwabiu, a jej uśmiech do zorzy polarnej, cokolwiek by to nie znaczyło. Problem polegał na tym, że wszyscy kłamali. Zofia była urody dość pośledniej, a mówiąc językiem dyplomacji, była "ładna inaczej". Owe pożądliwe i zazdrosne spojrzenia kierowane były na jej sznur olbrzymich pereł.

    Książę Ornald niezbyt się przejmował wątpliwej jakości urodą swej przyszłej połowicy - bardziej interesował go posag. W posagu baronówna miała kopalnię złota - o tym, że jej zasoby skończą się najdalej za 10 lat, książę oczywiście nie wiedział (zapomniał o to spytać, a baron nie raczył wspomnieć).

    Terok wreszcie ustąpił arcykapłanowi miejsca przy ołtarzu, i uroczystość się rozpoczęła.

-EFLERG AKRACH ANTRUGINUS GRDENTAN! - krzyknął kapłan i pokłonił się figurze Węża.

-EFLERG AKRACH ANTRUGINUS GRDENTAN! - odpowiedzieli zebrani.

-Hep! Hep! Hep! - baron wydawał jakieś dziwne odgłosy, dość zbliżone do czkawki. Przyczyna tego była bardzo prosta - jako jedyny z obecnych umiał czytać krasnoludzkie runy. A napis na postumencie figury był właśnie krasnoludzki, i naprawdę znaczył mniej więcej: "Niechciani goście zostaną zjedzeni" (niektóre plemiona krasnoludów lubiły rozpuszczać plotki, że zjadają swoich wrogów - to skutecznie odstraszało wielu potencjalnych najeźdźców). Ojca panny młodej tak rozśmieszył ten napis, że ledwo mógł się powstrzymać przed wybuchem donośnego śmiechu.

-Najmocniej przepraszam, chyba połknąłem jakiegoś owada. - tłumaczył się baron. Arcykapłan spojrzał na niego z wyrzutem i chciał kontynuować ceremonię, ale nagle coś błysnęło, huknęło, i dym okrył najbliższe okolice ołtarza...

-Co się dzieje?! - wrzasnął książę. Za chwilę pytanie powtórzył baron, dodając do niego wulgarne określenie kobiety lekkich obyczajów.

Po kilku sekundach dym nieco rozrzedł.

-Gdzie jest moja córka?! - ryknął baron, a do swej wypowiedzi dołożył kilka słów wysoce nieprzystojnych.

-Perły!!! - krzyknął ktoś z tłumu. Wszyscy zobaczyli, że po baronównie zostały jedynie toczące się pojedynczo po podłodze perły. Nikogo nie trzeba było przekonywać do sięgnięcia po te skarby...


Poprzednia Jesteś na stronie 4. Następna
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14