Balladnik

1 2 3 4 5 6 7 8
Poprzednia Jesteś na stronie 4. Następna

BALLADA O DZWONKU Z POPRZEDNIEJ EPOKI

Proszę Państwa, był raz dzwonek.
Dzwonek miał z mosiądzu ciało,
wisiał sobie dzwonek w szkole,
w holu, nad posągiem Mao.

Był, rzec trzeba, aktywistą:
bumelantów aktywował.
Ledwo brzdęknął, a boisko,
szło się całe edukować.

Choć dzieci prosiły grzecznie,
to nie tracił dzwonek werwy:
dzwonił często był na lekcje,
dużo rzadziej zaś na przerwy.

Na ćwiczeniach się udzielał:
bomba była raz wśród listów,
ziemi był raz czas trzęsienia,
najazd raz imperialistów.

Aż wreszcie, po roku całym,
przyszło lato. W szkole larum:
dzieci z szczęścia oszalały,
dzwonek też, aczkolwiek z żalu.

Z dzwonka był wszak człowiek pracy,
co o wczasach był nie słyszał.
Więc, miast z wędką iść nad Jangcy,
to on ciągle, psia mać, wisiał.

Dzieci maki rwały w polu,
drewnianą machały szpadą,
a on wisiał ciągle w holu
tropiąc żuki Kolorado.

Psy nosiły swe obroże,
sportowcy ćwiczyli przysiad,
a on twierdził, że nie może
i na straży w holu wisiał.

Aż nadszedł po lecie wrzesień:
dzwonek nadął swoje trzewia,
ponad normę chciał zadźwięczeć...
Ale nie mógł - bo zardzewiał!

* * *

Tu morał dla szkolnej braci,
co dobry dla letniej pory:
w szkole czasu żeś nie tracił;
nie trać go, gdy nie ma szkoły!

[VI 2004]


Poprzednia Jesteś na stronie 4. Następna
1 2 3 4 5 6 7 8